Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
En el mundo de los ciegos,
un bizco es el rey, pero sigue siendo bizco

Johan Cruyff
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
eXtreme Sports
Autor Wiadomość
messi1989 

Dołączył: 13 Cze 2012
Wysłany: 2012-06-13, 11:26  


Ostatnio zacząłem uprawiać skoki spadochronowe. Oddałem dwa skoki w tandemie z wysokości 4000 metrów i w przyszlości planuję zrobić kurs AFF.

[ Komentarz dodany przez: Raijn: 2012-06-13, 14:17 ]
Reklama została wycięta.
_________________
Niezapomniane skoki spadochronowe tylko na www.skydive.pl/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Boberek 


Wiek: 34
Dołączył: 24 Sty 2006
Piwa: 1025/1809
Skąd: Szczecin-Gryfice
Wysłany: 2014-02-24, 22:17  


Tematu o kajakach chyba raczej nie ma wiec wrzuce tutaj :)

Pelen szacun dla Tego Pana zdecydowanie cale jego zycie jest esktremalne :)

Spoiler:

Cytat:
Aleksander Doba wypłynął z Lizbony 5 października. Jego kajak miał siedem metrów długości i metr szerokości. Celem Doby było przepłynięcie Oceanu Atlantyckiego w najszerszym miejscu. W 2011 roku pokonał już Atlantyk, ale w jego najwęższym miejscu.

Na Bermudach na Dobę czekał jego przyjaciel Piotr Chmieliński.

Chmieliński to kajakarz, współzałożyciel wyprawy Canoandes-79, która jako pierwsza przepłynęła Kanion rzeki Colca w Peru; w latach 1985-86 jako pierwszy w świecie przepłynął największą na ziemi rzeki - Amazonkę, od jej źródeł w Andach do ujścia w Atlantyku. Zajmuje się sprawami związanymi z przyjęciem Doby po tamtej stronie Atlantyku.

Po rozmowie z Chmieliński oraz sponsorem i głównym strategiem wyprawy Andrzejem Armińskim, w które stoczni powstał kajak, Doba zdecyduje, czy płynąć dalej do pierwotnego celu, czyli do Florydy. O ile oczywiście ster da się naprawić.

Doba częstuje czekoladą

Ster w kajaku zepsuł się 13 lutego. Doba zdecydował jednak, że z wyprawy nie rezygnuje, a, konieczną naprawę wykona na Bermudach.

Chmieliński wraz z czteroosobową załogą małego statku rybackiego ''Frog Cutter'' wyruszył kilka dni temu w kierunku Doby. Udało się go spotkać 180 km od brzegów Bermudów.

- Olek jest w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej. Pozdrawia wszystkich... i przeprasza, że nie doszły jego życzenia noworoczne.

Olek zrobił zapasowy ster. Użył do tego materiału z zapasowej skrzynki na jedzenie. Dla mnie to nie do pomyślenia, że mógł zrobić go tak z niczego. No ale, jak sam powiedział, jest inżynierem mechanikiem.

Olek nic od nas nie chciał i nie przyjął żadnej naszej pomocy, nawet owoców nie wziął. A na dodatek poczęstował nas czekoladą. Powiedział, że żywności starczy mu jeszcze na 4-6 tygodni. I niczego mu nie brakuje poza kontaktem z ludźmi. Po naprawie steru Olek zdecyduje, co dalej - mówi Piotr Chmieliński.

Ale co 67-letni emeryt robi na Altantyku?

Odra, Bałtyk, Narwik i Bajkał

- Któregoś dnia przyszedł do mnie i powiedział, że chce przepłynąć kajakiem Atlantyk. Był bardzo rzeczowy. W zasadzie to mnie nawet nie przekonywał. Po prostu przedstawił swój plan, poparł go swoimi wcześniejszymi dokonaniami. Wydał mi się osobą bardzo kompetentną i zdeterminowaną. Zgodziłem się mu pomóc i przez następny rok chyba tylko my dwaj wierzyliśmy, że to nie jest wariactwo - opowiada Andrzej Armiński, właściciel stoczni, w której powstał kajak ''Olo''.

Doba miał się czym chwalić. W kajaku zaczął pływać w 1980 roku. W 1989 roku przepłynął Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia - 1189 km w 13 dni. Do niego należy rekord Polski w liczbie kilometrów przepłyniętych kajakiem w jednym roku - 5125. Zrobił to w czasie jednego urlopu, w 26 dni roboczych, które przysługiwały mu jako pracownikowi Zakładów Chemicznych ''Police'', gdzie znalazł pracę po ukończeniu studiów na Politechnice Poznańskiej. W 1989 roku spędził w kajaku 108 dni. To znów nieoficjalny rekord Polski. Dwa lata później jako pierwszy kajakarz po wojnie przepłynął Nysę Łużycką od styku granic Polski, Czechosłowacji i Niemiec, aż do ujścia Odry, którą wrócił do Polic. W tym samym roku jako pierwszy w historii przepłynął wzdłuż całego polskiego wybrzeża. Rok później pokonał kajakiem całą Wisłę. 1998 rok - kajakiem przez Niemcy i dookoła Danii z Polic do Polic - 55 dni, 2719 km. 1999 rok - kajakiem dookoła Bałtyku z Polic do Polic - 80 dni, 4227 km. 2000 rok - kajakiem za Koło Podbiegunowe północne z Polic do Narwiku - 101 dni, 5369 rok. W 2009 roku jako pierwszy kajakarz opłynął Bajkał - 41 dni, 1954 km.

Kiedy kilka lat temu przyszedł pierwszy raz do stoczni Armińskiego, miał wszystkie odznaki wszystkich stopni krajowych organizacji kajakowych oraz najwyższe międzynarodowe odznaczenia. Z ciekawostek w jego CV można też było znaleźć 250 godzin wylatanych na szybowcach różnego typu, 14 skoków spadochronowych, złotą odznakę turystyki kolarskiej i patent sternika jachtowego z rozszerzonymi uprawnieniami na rejsy morskie.

Miał też ponad 60 lat i długą, siwą brodę, ale Armiński na to nie patrzył.

- Któregoś razu, kiedy już trwała budowa kajaka, Olek umówił się ze mną na sobotę. Miał przyjść do stoczni i coś tam mieliśmy ustalić. Pojawił się w poniedziałek i bardzo przepraszał, że go nie było i że nie powiadomił mnie o tym. Był w jakiejś głuszy, na zawodach dla instruktorów kajakarstwa górskiego. Jako usprawiedliwienie przyniósł dyplom za zajęcie pierwszego miejsca. Pod względem sprawności fizycznej Olek przewyższa wielu młodych ludzi - mówi Armiński.

Aleksander DobaAleksander Doba (fot. Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes)

Niezatapialny kajak

Plan wyprawy zakładał przepłynięcie Oceany Atlantyckiego w najwęższym punkcie. Doba miał wypłynąć z Dakaru w Senegalu, a metę ustawił sobie w Fortalezie w Brazylii. Cel był ambitny - nikomu wcześniej nie udało się przepłynąć Atlantyku z kontynentu na kontynent w kajaku, tylko o własnych siłach. Wcześniej ocean pokonało trzech kajakarzy, ale zaczynali lub kończyli wyprawy na wysuniętych wyspach lub używali żagla.

Do wyjątkowej wyprawy potrzebny był wyjątkowy kajak. Armiński, który zdecydował się sfinansować i stworzyć łódź zatrudnił do jej budowy trzech młodych absolwentów Politechniki Szczecińskiej - Rafała Głodka, Michała Klimka i Radosława Zygmunta.

Projektanci zmartwień mieli kilka. Kajak musiał być niezatapialny i zaprojektowany tak, żeby przetrzymał sztormy i wysokie fale, które mogły go przewrócić. Doba miał spędzić w nim kilka miesięcy. Musiał gdzieś spać i mieć co jeść, więc przestrzeń była ważna. Ale nie można też było przesadzić z wielkością łódki, bo to byłoby przeciw prostocie, która cechuje kajakarstwo.

- Kajak został podzielony na pięć wodoszczelnych komór. Gdyby zalewać je stopniowo, to łódka nie zatonie, nawet kiedy będzie cała wypełniona wodą. Materiał, z której ją zbudowaliśmy, jest lżejszy i zapewnia dodatnią wyporność. Użyliśmy konstrukcji laminatowej, która ma wewnątrz przekładkę z pianki, a ta pianka jest kilkanaście razy lżejsza od wody. Dodaliśmy też pałąki, które zapobiegają długotrwałym przechyłom powyżej 75 stopni, tak, żeby kajak się nie przewracał - tłumaczy Armiński.

''Olo'', bo tak nazywa się łódka Doby ma 7 metrów długości i metr szerokości. Energię, która zasila aparaturę odsalającą wodę morską i żarówki, zapewniają panele słoneczne.



A siłę, która pcha kajak do przodu wytwarzają ramiona Doby, które wymachują wiosłem 10-12 godzin na dobę.



Rekordowa wyprawa i lufa przy skroni

26 października 2010 roku Aleksander Doba wsiadł do ''Ola'' w Dakarze i rozpoczął podróż.

- Spałem tylko w nocy, przy uchylonym włazie. Przy zamkniętym włazie tlenu w powietrzu starczało tylko na godzinę. Ja sam byłem jak grzejnik w tej małej kabinie i nagrzewałem ją tak bardzo, że po dwóch-trzech godzinach budziłem się z gorąca zlany potem. Wypełzałem na zewnątrz dla ochłody i przeglądu horyzontu. W ciągu nocy takie dwa-trzy seanse snu. Stale odczuwałem niedosyt wypoczynku - pisał później w swojej książce ''Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean''.

Aleksander DobaAleksander doba w małej komorze, w której śpi (fot. Ricardo Bravo, Canoe & Kayak/Canoandes)

Wyprawa była nauką cierpliwości. Potężne wiatry i prądy zawracały kajak kilka razy, a Doba musiał pokonywać stracone mile kolejny raz i znów walczyć z burzami.

- Jedynie pierwszą burzę spędziłem w kabinie. Ta bezradność wobec żywiołu miotającego dryfującym kajakiem spowodowała, że następne burze w dzień i w nocy spędzałem w kokpicie z wiosłem w ręku, starając się pędzić z burzą w ciut lepszym kierunku niż ten zamierzony przez żywioł - opowiadał Doba.

Po 99 dniach, pokonaniu 2913 mil morskich (5394 km) dopłynął do Acarau w Brazylii. Nie do Fortalezy, jak sobie zamierzył, bo uniemożliwił mu to silny, znoszący na zachód wiatr oraz prąd. Kiedy wyszedł na brzeg, pewnie podskoczył najwyżej od kilkunastu lat. Był o 14 kg chudszy.

- Miałem jedenaście rożnych potraw obiadowych, w tym cztery rożne zupy, pięć zestawów śniadaniowych, cztery rożne mieszanki owocowe. Zabrałem dużo słodyczy, lecz okazało się, że i tak za mało - pisał później.

Nie pomógł nawet największy przysmak na Oceanie Atlantyckim - domowe, śliwkowe powidła, które zapakowała mu jego żona, Gabi. Większym wrogiem od znikających kilogramów była morska sól. Skóra popękała mu w wielu miejscach. Pojawiła się mocna wysypka i odparzenia. Odpoczął kilka tygodni, ale dłużej nie wytrzymał. Postanowił przepłynąć wzdłuż Karaibów aż do Waszyngtonu. Postanowił, że zdąży na spotkanie kajakarzy, które co roku w swoim domu organizuje Piotr Chmieliński, legenda polskiego kajakarstwa. Zbliżała się jednak pora huraganów, więc Doba zrezygnował z płynięcia wzdłuż Karaibów, a popłynął na fragment Amazonki, którą chciał poznać i jeszcze mógł zdążyć na spotkanie w Waszyngtonie.

Pierwsza randka była ostra - zakończyła się lufą pistoletu, który przystawił mu do głowy jeden z rabujących jego łódź złodziei. Doba przerwał spływ i poleciał do Chmielińskiego, by następne dwa miesiące spędzić w towarzystwie kajakarzy. Oczywiście dużo pływali.

Aleksander Doba i Piotr ChmielińskiAleksander Doba i Piotr Chmieliński pod Białym Domem, sierpień 2011, dzień po przylocie Doby z Amazonii (fot. archiwum Aleksandra Doby)

Doba pisze SMS-y. Potem połączenie się urywa

W 2013 roku postanowił po raz drugi pokonać Ocean Atlantycki, tym razem w najszerszym miejscu. Kajak minimalnie przebudowano, bo musiał pomieścić więcej żywności. Doba wyruszył 5 października z Lizbony. Po kilku dniach jego SPOT (lokalizator GPS) przestał działać. Okazało się, że źle znosi kontakt z wodą, chociaż miał być wodoszczelny. Doba miał zapasowy nadajnik, ale wziął mało baterii, które mogłyby go zasilić. To nie był jeszcze duży problem, bo wciąż miał przy sobie telefon satelitarny, z którego wysyłał wiadomości.

14 października: Wiatry bardzo słabe ze zmiennych kierunków, upał 30 stopni. Ocean łagodnie pofalowany. Kilkanaście żółwi. Jeden opalał się jak martwy. Gdy stuknąłem go lekko wiosłem - obudził się. Nie wyglądałem na żółwiojada, a do kajakarzy chyba przywykł - pozował do sesji zdjęciowej. Pojawiły się ryby.

18 października: Silny, przeciwny wiatr, duża fala i ulewa miota kajakiem. Po raz pierwszy od rozpoczęcia rejsu kajak się cofa. Strata wynosi około 10 mil.

26 października: Nareszcie zmiana kierunku wiatru. Miałem pół godziny narastających emocji. Od południa, wprost na mnie płynął statek. Włączyłem aktywny reflektor radarowy, przygotowałem aparat fotograficzny. Stałem przy pałąku i kiwałem, by płynęli w prawo. Przepłynęli 30 metrów ode mnie.

10 listopada: Wczoraj kilka godzin płynęła obok mnie piękna ryba mahi-mahi o długości 120 cm. Codziennie odwiedzają mnie ptaki.

14 listopada: Podobnie jak w poprzednim rejsie gnębi mnie czerwona wysypka na całym ciele, jest szczególnie bolesna w fałdach skóry. Teraz dołączyło zapalenie spojówek. Przyczyna: wiatr, słona woda i słońce. Mam krople.

17 listopada: Rano kilkadziesiąt delfinów baraszkowało obok kajaka. Robiłem zdjęcia nad i pod wodą. Wyprzedził mnie statek, w dużej odległości. Ćma usiadła na kajaku - dzielna.

7 grudnia: Tragedia na kajaku. W nocy ryba latająca zabiła się przed włazem. Zrobiłem fileta i zjadłem na surowo. Pycha! Noc była spokojna. Kondycja fizyczna i psychiczna OK.

16 grudnia: Kabina jest bardzo mała i hałaśliwa, słaba wentylacja. Śpię maksymalnie 6 godzin na dobę w kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu ratach. Fale są nieregularne. Oprócz zwykłego szumu, pluskania i kołysania, co jakiś czas mocniejsza lub załamująca się fala wali w kadłub tuż koło ucha. Taki piękny sen, a tu brutalna przerwa! Woda lejąca się na głowę przez niedomknięty właz. Jestem stale zmęczony brakiem snu.

18 grudnia: Przepływam nad wielkim pasmem górskim: Grzbietem Północnoatlantyckim. Góry są jednak bardzo głęboko pode mną. Połowinki udały się wyśmienicie. Butelka została zwodowana na południku 45 30' W i poniesiona Prądem Północnorównikowym i pognana na zachód pasatem, w kierunku Wysp Karaibskich. Gości przybyło wielu (duchowo). Jako, że duchy nie piją, to ja wydobytą z piwniczki ostatnią półlitrową butelkę wina... 0 nie, nie to - zabezpieczyłem upijając jedynie trzy łyki. Dziękuję wszystkim za otrzymane w różny sposób życzenia.

Potem Doba przestał pisać, a 23 grudnia amerykański ośrodek ratownictwa morskiego odebrał komunikat ''HELP''. Wysłano statek z ratownikami, którzy mieli sprawdzić, co się dzieje z Polakiem. Doba był zdziwiony ich wizytą. Powiedział im, że u niego wszystko w porządku, że nie potrzebuje pomocy, a przycisk alarmowy musiał nacisnąć przypadkiem. Dodał też, że jego telefon satelitarny nie działa, ale mimo tego płynie dalej.

Dobie zepsuła się też automatyczna odsalarka, która filtrowała słoną wodę. Polak korzysta z ręcznej odsalarki. To codzienna, kilkugodzinna żmudna praca polegająca na monotonnych ruchach dźwignią. Ale coś pić trzeba.

Odezwał się po 47 dniach

Krótka wiadomość tekstowa z 7 lutego rozpoczynała się od stwierdzenia „Przerwę miałem”. Jak się okazało, trwająca 47 dni przerwa wzięła się z braku technicznych możliwości przekazywania informacji z jego strony. Cały czas natomiast otrzymywał komunikaty od Andrzeja Armińskiego, jedynego sponsora wyprawy i głównego jej stratega oraz od Piotra Chmielińskiego*, byłego kajakarza, który zajmuje się sprawami związanymi z przyjęciem Doby w USA.

Nie mógł jednak na te sygnały odpowiedzieć, bo telefon nie działał. Aż do teraz. Doba w krótkim SMS-ie dodał jeszcze, że swój stan fizyczny w skali od 1 do 5 ocenia na 5, chociaż w podróży jest był już ponad cztery miesiące.

Potem starał się płynąć w kierunku Florydy, ale silne wiatry i prądy cofały go. W końcu przestało wiać, ale wtedy popsuł się ster. Doba jednak był niezłomny. 24 lutego dobił do brzegów Bermudów.



Tutaj link do artykulu ze zdjeciami bohatera
_________________
"W tym klubie nauczono mnie, że gdy przegram, mam pogratulować przeciwnikowi, ponieważ był lepszy, a kiedy wygram - pozostać skromnym."
Pep Guardiola
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 2 piw(a):
chaos, Cartmann
Cartmann 


Wiek: 29
Dołączył: 28 Kwi 2009
Piwa: 455/268
Skąd: SŁUPSK
Wysłany: 2014-02-25, 11:00  


Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 1 piw(a):
Boberek
chaos 
syn ulicy


Wiek: 32
Dołączył: 30 Gru 2009
Piwa: 1160/901
Skąd: miasto hau hau
Wysłany: 2016-05-11, 13:14  


Kuwa, jakie emocje:

_________________
Załaduj wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 2 piw(a):
Cartmann, wakabayashi
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime
Mobile and Web Analytics