Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
Ese chaval nos retirará a nosotros dos
Guardiola do Xaviego
o Iniescie
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
Śmierć poczcie, pkp, tepsie i innym monopolistom

Smierc poczcie
tak
13%
 13%  [ 6 ]
po stokroć tak
86%
 86%  [ 38 ]
Głosowań: 44
Wszystkich Głosów: 44

Autor Wiadomość
Pred 
VAMOS PREDRO


Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 451/92
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-05-26, 11:56  Śmierć poczcie, pkp, tepsie i innym monopolistom


Wqrwila mnie dzisiaj poczta polska, zycze jej smierci tak jak pkp i tp. Poszedlem dzisiaj do najblizszego urzedu pocztowego (no moze nie najblizszego, bo blizej mam 'urzad' w pobliskim CH w postaci budki w ktorej mozna wyslac list co najwyzej) nadac paczke. Okazalo sie ze wielce szanowni pocztowcy otwieraja swoj burdelik o 11 ['] ['] ['] Ja rozumiem, ze poczta to nie jest budka z piwem czy buleczkami i nie musi byc otwarta o 6 rano, czy tak jak niektore inne miejsca gdzie sie pracuje od 7,8 czy jak niektore sklepy od 10, ale kurwa od 11 to sie w pale nie miesci. Spiochy jebane, nie chcialo mi sie czekac tych 15 minut (bylem o 10:44) bo przed poczta juz krecilo sie pare osob, glownie starszych.

Jeszcze wracajac natknalem sie na zamkniety przejazd kolejowy, oczywiscie musial zostac zamkniety pol godziny przed przejazdem pociagu [']
_________________
Ronald Koeman 111'
Pedro Rodriguez 115'
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2008-05-26, 12:15  


Na pocztę można pójść z małym dzieckiem i pokazać, że tak wyglądał PRL. Czas się zwyczajnie zatrzymał, bo chyba jedyną różnicą jest to, że listonoszy objuczono tysiącami gazetek oraz robią teraz dodatkowo za agentów ubezpieczeniowych itd.

A jeszcze jak się bronią przed konkurencją :D
Na szczęście ich monopol nie będzie trwał już długo.

To co się tam dzieje to skandal - kolejka jest zawsze, posuwa się okrutnie powoli, baba w okienku zazwyczaj nieprzyjemna (przynajmniej na dużych pocztach), załatwienie czegokolwiek to spotkanie z rozbudowaną biurokracją, listy w jednym mieście potrafią iść miesiąc (jak dojdą).


O TP SA bez czegoś na uspokojenie lepiej nie pisać. Na szczęście kontakty z nimi ograniczyłem do minimum, niedługo uwolnie się od nich całkowicie.
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Raijn 



Wiek: 37
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 532/850
Wysłany: 2008-05-26, 13:04  


Ja bym tak nie demonizowal kwestii poczty. Wszystko zalezy od tego kto w takim urzedzie siedzi i gdzie sie on znajduje.

U mnie dziala to tak: w jednym urzedzie siedza kobiety po czterdziestce i tam faktycznie jest dramat - mimo, ze jest 5 okienek, to zawsze tylko jedno czynne (mimo, ze w pozostalych tez panie siedza i zajmuja sie czyms innym).

Natomiast w drugim urzedzie jest mloda dziewczyna (tak na oko mniej wiecej moj wiek) - jeszcze nie spotkalem sie tam z kolejka. Placilem tam OC za samochod i calosc trwala max 20-30 sekund (od stwierdzenia, ze chce oplacic OC do wydania mi odcinka potwierdzajacego wplate). Wyslanie listu w tym urzedzie trwa mniej wiecej tyle: priorytet, 2 zlote 10 groszy, dziekuje, prosze.

Obydwa urzedy czynne od 8 rano.
_________________
Mówili mi, że świat stoi otworem.
Potem poznałem trochę życia i już wiem co to za otwór...
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Siner 


Dołączył: 21 Sty 2006
Piwa: 80/126
Skąd: Lublin + Wawa
Wysłany: 2008-05-26, 13:48  


Pewnie wlepiłeś oczy w ładną panią i Ci czas szybciej minął :D

@imerr

Słyszałem, że polscy negocjatorzy wynegocjowali dodatkowe kilka lat dla poczty ;) . Argumentowali to tym, że nasza poczta potrzebuje czasu, aby przygotować się do silnej konkurencji wolnego rynku. Najgorsze jest to, że w Europie nam uwierzyli i przedłużyli czas monopolu naszej wspaniałej państwowej instytucji :)

Poczta Polska = 1 listonosz na 10 pracowników biurowych
Prywatne poczty = 10 listonoszy na 1 pracownika biurowego
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
baixinho 

Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 399/122
Wysłany: 2008-05-26, 14:09  


najlepsze jest jak cos z przekazem odbierasz , dwa druki przelewow kobieta przy mnie wypelniala. poczta to porazka, ale PKP nigdy nie przebije, PKP jest nieprzebijalne
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
dziki 
Krakus!


Wiek: 30
Dołączył: 01 Lut 2006
Piwa: 399/172
Skąd: Stamtąd.
Wysłany: 2008-05-26, 14:23  


Chyba szybciej pójdzie z koleją jednak. Już się zaczęło powoli, 2 lata i będzie boom.
_________________
Life is short. Wear your passion!
Dorośli to przeterminowane dzieci;-)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Siner 


Dołączył: 21 Sty 2006
Piwa: 80/126
Skąd: Lublin + Wawa
Wysłany: 2008-05-26, 14:33  


ku.... ku..... ku.....

Dwa tygodnie temu wysłałem do Niemiec formularz zgłoszeniowy na uniwersytet. Dzisiaj koleś mi właśnie przesłał maila, że nic ode mnie nie dostali. Nie chciało mi się czekać w kolejce
i wysłałem normalnym listem. Kocham Polską Pocztę jeszcze bardziej :/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kendzior 
!


Wiek: 34
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 755/1370
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2008-05-26, 17:57  


dzis uplywal termin skladania papierow na akademik, kumplowi z mazur rodzice 3tyg temu wyslali priorytetem te właśnie , i co? i chuja dostal :)
_________________
"Fani Realu niech spojrzą prawdzie w twarz - obecni piłkarze tego klubu nadają się do pucowania barcelońskiej La Rambla. To też robi się na kolanach, czyli w ich ulubionej pozycji"" - Wojciech Kowalczyk, 30.11.2010 w komentarzu do !V!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
BlueLion 
Born To Be Doomed


Wiek: 38
Dołączył: 23 Gru 2006
Piwa: 81/108
Skąd: Myszków
Wysłany: 2008-05-26, 18:39  


Monopole są dobre. Korporacje też. Rząd najlepiej wie, gdzie mogę wydać moje pieniądze :]
_________________
Das Christentum war bisher das größte Unglück der Menschheit
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Raijn 



Wiek: 37
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 532/850
Wysłany: 2008-05-26, 18:56  


Cytat:
Pewnie wlepiłeś oczy w ładną panią i Ci czas szybciej minął :D


Nie zdążyłem. :P

W sumie to dzisiaj kwestia dostarczalności listów wygląda tragicznie. Kiedyś (z 4 lata temu) pracowałem przez 2 czy 3 tygodnie jako kontroler. Polegało to na tym, że przez ten czas codziennie miałem wysyłać i odbierać listy (oczywiście wszystko zapisywać, łącznie z datą ze stempla itd - każdy list był na inny adres, tak jak i to co ja otrzymywałem zawsze było od innej osoby). I powiem, że wtedy to dość dobrze wyglądało, bo na kilkadziesiąt listów jakie dostałem, tylko jeden (z Krakowa) nie doszedł w ciągu jednego dnia. No, ale to były czasy, gdy nawet kurier sie w 24h wyrabiał, więc dawno i nieprawda.

Dzisiaj zazwyczaj priorytet dochodzi w 2-3 dni, a zwykły list spokojnie powyżej 7 dni potrafi iść. Do tego ostatnio coraz częściej się zdarza, że listy są po prostu "gubione" (wracają czasy transformacji). Jeśli chodzi o przyczyny takiego stanu rzeczy, to przede wszystkim fakt braku rąk do pracy (prawie w każdym większym mieście poszukiwani są ludzie od zaraz), a co za tym idzie - zatrudnia się praktycznie każdego kto się zgłosi (no i tutaj dochodzimy również do kwestii gubienia paczek i listów).
_________________
Mówili mi, że świat stoi otworem.
Potem poznałem trochę życia i już wiem co to za otwór...
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Pred 
VAMOS PREDRO


Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 451/92
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2008-05-26, 18:58  


Poszedlem do drugiego urzedu. Oczywiscie na 4 okienka otwarte tylko jedno.

W miedzyczasie przyszly dwie babki z pretensjami, jednej bank wyslal przekaz i czeka na niego od 3 tygodni. Druga dostala dzisiaj awizo z data 21.05, kierowniczka tlumaczyla sie swietami, dlugim weekendem [']

A jesli chodzi o PKP to moznaby na ich temat serie ksiazek wydac.
_________________
Ronald Koeman 111'
Pedro Rodriguez 115'
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Gilu 
Borat is not amused.


Wiek: 29
Dołączył: 23 Sty 2007
Piwa: 173/187
Skąd: Sewilla
Wysłany: 2008-05-26, 20:51  


Tak zbaczając od monopoli. W lipcu zeszłego roku złożyłem dokumentu o NIP. Kiedy przyszła do mnie odpowiedź z nadanym NIP-em? Dzisiaj :lol2:
_________________
[Wczoraj 23:25] gustlik89: generlanie cale to forum prowadzi jedna wielka banda kretynow ktora w jednym szeregu mozna postawic z jarasem kaczynskim po prostu kolesiostwo i tyle
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Negro 


Wiek: 33
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 11/30
Skąd: Tschenstochau
Wysłany: 2008-05-27, 13:27  


no ja na Twoim miejscu bym coś zrobił w tym kierunku i zadzwonił tam wcześniej :) , ale widocznie Ci sie nie spieszyło :lol:
_________________
For the love of God, can you say insert woman?!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
BlueLion 
Born To Be Doomed


Wiek: 38
Dołączył: 23 Gru 2006
Piwa: 81/108
Skąd: Myszków
Wysłany: 2008-06-28, 12:03  


Nad ciężką dolą pocztowców pochyliła się ostatnio "Polska"

Cytat:
Iza Michalewicz

2008-06-27, aktualizacja: 2008-06-27 15:05:50

Przepracowałam cały tydzień na Poczcie Polskiej. I już wiem: najmniej ważny jest tu klient. Stoi godzinami w kolejkach, krzyczy i klnie. Za to biurokraci mają się wyśmienicie.
Ile razy wściekałeś się, stojąc w krętym ogonku do pocztowego okienka, aby po godzinie odejść z kwitkiem, bo awizowanej przesyłki nie było? Jak często masz ochotę zaczaić się ze strzelbą na listonosza i ukarać go za to, że nigdy nie pofatyguje się z poleconym do twoich drzwi, tylko podrzuca zawiadomienie? A może nie dostałeś na czas rachunków i właśnie rosną ci odsetki za zwłokę?
Polacy są coraz bardziej niezadowoleni z usług Poczty Polskiej. Niedawny protest, który sparaliżował pracę tej instytucji, przyczynił się do tego nieznacznie. Tu i bez strajku wszystko odbywa się w żółwim tempie.

Akurat zaczęła się akcja protestacyjna, kiedy we Wrocławiu przyjmowałam się do pracy. Jako panienka z okienka. Na dzień dobry dano mi do podpisania ponad 20 stron papieru. I tylko jedna z nich to umowa o pracę. Inne to m.in. lojalka w sprawie tajemnicy pocztowej (nie zdradzać) - podpis, dwa dni wolne w roku z powodu choroby dziecka - podpis, obwód kołnierzyka, długość spodni do przyszłego mundurka… - podpis, podpis, podpis. Obiegówka - 10 pieczątek.

W poniemieckim budynku z czerwonej cegły przy ul. Krasińskiego znajduje się serce dolnośląskiej poczty: dyrekcja, kadry, księgowość, zarządzanie bezpieczeństwem, centrum logistyczne, a nawet przychodnia.

Trzy tysiące metrów powierzchni biurowej. W każdym pokoju siedzi po kilka znudzonych pań w średnim wieku i popija kawę. Inne już piły albo będą piły, bo snują się po korytarzach z pustymi kubkami. Kadrowe, księgowe, sekretarki i szeregowe pracownice dyrektorów. Każde z takich centrów (np. logistyki czy obsługi finansowej - w sumie dziewięć) ma w kraju po 14 oddziałów. Poczta Polska jest jak gigantyczny dyliżans bez kół. Zatrudnia 100 tys. ludzi, z czego większość to administracja. Na 24 tys. listonoszy przypada 75 tys. innych pracowników.

Jeszcze nie zaczęłam pracy, a już jestem poirytowana i zmęczona. Na razie nie wiem jeszcze, czym to wszystko pachnie. Wiem tylko, że zarobię 1500 zł brutto. I że będę obsługiwała klientów w niewielkim urzędzie przy ul. Hallera. W pięknej, willowej dzielnicy.

Mój pierwszy dzień. Przychodzę do pracy na 10.30 (poczta otwiera się o 11.00), ale już przed drzwiami stoi kolejka. Na razie naczelnik nie pozwala mi siadać przy komputerze, bo nie znam programu. Mam się przyglądać i uczyć. To się przyglądam. W jednym okienku siedzi Renia. Przez całe życie była krawcową. Umiała uszyć wszystko, od firanek po majtki. - Mam już dorosłe dzieci i alergię na materiał. Nie mogłam już dłużej szyć - mówi mi przy śniadaniu. Skończyła zaocznie liceum i mogła przyjść na pocztę. Tu średnie wykształcenie wystarczy.

W drugim okienku obsługuje Mag-da. Przyszła na odsiecz z innej placówki. Niestety tylko na dwa dni. Skończyła administrację. Jest bystra i gdyby nie ona, ludzie podłożyliby pod pocztę ładunek wybuchowy.

Dziś uczę się wydawać listy. Klient podaje awizo, a ja biegnę z nim do pojemników z przesyłkami. Sześć niewielkich - na zwyczajne listy. I dwa wielkie kosze jak na bieliznę na przesyłki formatu A4 i te cięższe. Każdy list to kilka minut przewracania między kopertami. Biegam jak automat.

Tymczasem Renia grzebie się przy każdej wpłacie. Program się wiesza. Renia klika i nic. - No co tu się dzieje, ja nie wiem, o co chodzi! - powtarza głośno, żeby wszyscy słyszeli. Że to nie jej wina, tylko coś niedobrego dzieje się z komputerem. Ale kolejka zaczyna falować. I krzyczeć. Bo za długo czeka. Trzęsą mi się ręce. Nie mogę znaleźć kolejnego listu. Nigdzie nie ma. Przy okienku stoi staruszka o kulach. Jak jej powiedzieć, że przyszła na próżno.

- Pani naczelnik, nie ma listu - dyszę.
- Sprawdź, może już ktoś odebrał...
Ślinię palec i zaczynam przeglądać stos karteczek. Jedna, dziesiąta, pięćdziesiąta. I znów palec do ust. Każda karteczka ma swój numer, który powinien odpowiadać temu zamieszczonemu na awizo. Jest. Lecę do okienka.
- Córka odebrała. O, tu jest podpis.
- A to czemu ja znajduję w skrzynce kolejne awizo - trzęsie się staruszka.
- Nie wiem, proszę pani, bardzo przepraszam, że tak wyszło...

Staram się być uprzejma. Taka sytuacja powtórzy się wielokrotnie. Jedni machną ręką, inni będą krzyczeli. Że po co listonosz wrzuca do skrzynki coś, co już zostało odebrane. Nie wiem po co. Paranoja. Wychodzę z pracy o 19.30. Na szczęście nie muszę pisać sumariusza (kartki z zestawieniem listów i pa-czek, które zostają na poczcie na koniec dnia). Renia mówi, że niedawno wyszła przed 23.

Szkolenie BHP. Specjalista od bezpieczeństwa pocztowców opowiadał o zagrożeniach. - No wiecie, jak okradną listonosza, to on nigdy nie może powiedzieć policji, ile mu zginęło. Tajemnica pocztowa się mówi. Bo jak się coś do policji przedostanie, to i media się dowiedzą. I wtedy nalot na pocztę gotowy. A od spraw poczty są służby wewnętrzne - tłumaczył mętnie. Potem się dowiem, że to tzw. straż pocztowa, która "działa trochę jak policja". I że policja ją szkoli.

- No. Musicie wiedzieć, że napad składa się z trzech elementów - kontynuował behapowiec. - Wywiadu bandyckiego, napadu właściwego i ucieczki z miejsca napadu. A niektórzy muppet show sobie z poczty robią! Tymczasem to praca niebezpieczna i odpowiedzialna. Tu, gdzie pani idzie, były dwa napady - zwraca się do mnie. - Dwa, rozumie pani?! Niech pani dobrze słucha, co ja mówię. No.

A jeszcze kiedy indziej to listonoszce na klatce schodowej wbili nóż w plecy po rękojeść, że trzonek odpadł, a ostrze w plecach zostało. Chcieli pieniądze zabrać, ale nie oddała. Dostała odznaczenie od Kwaśniewskiego. Wyleczyła się i wróciła do zawodu.

Na koniec szkoleniowiec poinformował, że o przyciskach alarmowych, których należy użyć w razie napadu, my, asystentki, dowiemy się od swoich naczelników.

Kolejny dzień. Znów tłum ludzi stoi nieruchomo. A w nim kobieta, która chce kupić znaczki. No, ale nie wie, że każdy durny znaczek trzeba wbić w komputer. Jeśli kasjer o tym zapomni, będzie miał manko. Kobieta czeka w kolejce od 15 minut i wścieka się z francuskim akcentem. A ja nie mogę jej obsłużyć. Bo Renia w tym czasie powolutku, po jednej cyfrze, wstukuje wpłatę za mieszkanie. Na drukach i rachunkach są kody kreskowe. Ale tylko kod tepsy po przyłożeniu do czytnika wprowadza wszystkie dane abonenta do systemu. Resztę druków trzeba wpisać "na piechotę".

Klientka Reni ma na moje oko z siedem wpłat. Stoi w okienku jak strach na wróble, bo Renia mocuje się z nimi ponad pół godziny. Kiedy więc zaczepia mnie mężczyzna, który chce tylko kupić kopertę bąbelkową, zaczynam w duchu wyrywać sobie włosy z głowy. Bo sprzedaż koperty jest podobną katastrofą, jak kupno znaczka. Też trzeba ją wprowadzić do komputera. A nie da się jednocześnie robić wpłat i kodować sprzedaży. Taki prymitywny jest program pocztowy. Zresztą koperty i tak nie ma.

- Jak to nie ma! - wrzeszczy klient. - Papierosy są, skarpety są, jest sól kąpielowa, a kopert nie ma?!
Nie ma. Wychodzę z nerwów na zaplecze. Wprowadzenie komputerów - paradoks, jakiego nie spotkacie w innym kraju - spowolniło działanie poczty chyba o połowę.

- Kiedyś wystarczyło wypełnić druki ręcznie, odedrzeć klientowi dowód wpłaty i gotowe. Albo wziąć pieniądze i dać znaczek. Teraz pracy jest dwa razy więcej. Bo trzeba wypisać papierki, a potem wszystko jeszcze raz wprowadzić do komputera. Co i tak nie chroni poczty przed tzw. łańcuszkiem - wyjaśniła mi koleżanka, która kiedyś pracowała w okienku. "Łańcuszek" to pracownicy, którzy kombinują. Klient robi opłaty, pracownik datownikiem podbija, oddaje klientowi odcinek, ale nie wpisuje tego do komputera. I pożycza sobie pieniądze, jeśli ma taką potrzebę. Oddaje wtedy, kiedy ma. Albo wcale.

- To nagminne - kwituje koleżanka. - Sprawy wychodzą, kiedy np. firma gazowa przysyła ludziom zawiadomienie, że nie zapłacili. A jeśli ktoś wyrzucił odcinek, to umarł w butach...

Na poczcie trzeba przyjąć listonoszy wracających z rewirów. Odebrać od nich listy, policzyć, podbić. To przesyłki, które nie zastały w domach adresatów. Roznoszone są zwykle między 10 a 15, kiedy większość z nas jest w pracy. To dlatego potem musimy stać w kolejkach na poczcie. Ale na poczcie też się na listonoszy psioczy.

Wypełniają awizo tak, że trudno potem znaleźć przesyłkę. Nazwisko przekręcą, adres też. Rzadko który zaznaczy, że przesyłka jest z sądu albo jest wielka (wtedy wiadomo, że leży w koszu na bieliznę). Do urzędu wpadają wściekli, że za dużo pracy, że strajk gaśnie: "Nic nie wskóramy, tylko zwali się nam kilka tysięcy listów z całego tygodnia i będzie się można zesrać. I co to za strajk! Przedszkole, kurwa! Jedni strajkują, a inni pracują. Pierdolić taki strajk!".

Zrozumiesz listonosza tylko wtedy, kiedy weźmiesz torbę i pójdziesz z listami. W re-wir zabrał mnie ze sobą Tomek. Nosi listy ponad 20 lat. W dzielnicy kamienic. Po sześć pięter każda. Bez windy. Po kilku bramach już nie widziałam schodów. Tomek - wysoki, szczupły, spocony jak mysz, szedł na każde piętro.

- Jak listonosz widzi, że ma klienta wyżej drugiego piętra, to zostawia awizo. Nie wchodzi. Z lenistwa, braku sił i czasu. Ja wchodzę. Chyba jestem umysłowo chory. Widzę w kliencie człowieka. Kiedyś mogłem spędzić z nim więcej czasu, bo było mniej listów. Ciasteczka, kawusie, obiadki... Pewna pani miała w oknie zamontowane lustereczko.

Jak szedłem, to mnie w nim widziała. Zawsze czekały na mnie kanapki i gorąca herbata. A dzisiaj na głodniaka po kilkanaście godzin... Tej pani w końcu umarły dzieci i mąż. Był esbekiem. Sąsiedzi się cieszyli, że do ziemi poszedł. I staruszka tak się załamała, że przestała z domu wychodzić. Dzwoniła do mnie na pocztę: "Pan przyniesie mi chleba i jajek". Niedawno ją odwiedziłem. Herbata i kanapki czekały.

- Tyle lat w jednej dzielnicy, z ludźmi przy radości, smutkach... Kiedyś klientowi urodziło się dziecko. In vitro. Nie u nas - w Szwecji. Dostał telefon, że zdrowe. Postanowiliśmy to opić. Wziąłem dzień wolny. Minął tydzień i dziecko zmarło. "Niepotrzebnie piliśmy" - mówił mi załamany. Przeżyjesz, ja na to, wszystko da się przeżyć. Wy-chodzę z bramy, patrzę - leci. Nawet nie zdążyłem zamrugać - Tomek przerywa. Jest zły, że o tym opowiada. - Kogo to obchodzi? - patrzy na mnie. - Czy ktoś w ogóle wie, jaka to praca?

Może powinien był temu chłopcu powiedzieć, że jego pierwsze dziecko też umarło? I że można nauczyć się z tym żyć? - Nie umiałem się pozbierać po jego samobójstwie - kończy opowieść. - Poszedłem na zwolnienie. Kil-ka miesięcy później ktoś znów spadł na ziemię. Tuż przede mną. Dalej roz-nosiłem listy. Stępiła się moja wrażliwość. Niedawno w końcu nogi mi wy-siadły. Ale jak wróciłem z wolnego, to ludzie się cieszyli jak dzieci.

Tomek mówi, że od pięciu lat było na poczcie może ze 100 zł podwyżki. Zarabia z wysługą lat, rodzinnym i premią 1500 zł na rękę. Ale premię ma rzadko, więc wychodzi 1300.

- Dwa lata temu uznaliśmy, że strajkujemy. Wtedy jeszcze nosiliśmy reklamy - wspomina. - Moja torba ważyła prawie 30 kg. Urywało ramię. Nakręciliśmy resztę listonoszy, ale się przestraszyli. I było tak, jak teraz. Część strajkowała, a część nie. Bo oni niby się z nami solidaryzowali, ale chodzili wypłacać emerytury. Dla końcówek. A z końcówek można uzbierać i drugą pensję. Ale mają tak tylko starzy listonosze. Nowy dostanie same polecone.

Renia pracuje zawsze przy biurku, na którym ktoś wymalował: "Tylko spokój cię uratuje". I faktycznie - nigdzie się nie śpieszy. Może dlatego, że boi się pieniędzy. W urzędzie nie ma li-czarki do banknotów, więc każdy papierek trzeba policzyć, śliniąc palec.

- Kiedyś liczyłam tak przez dwie godziny, bo ktoś przyniósł 100 tys. - opowiada moja pocztowa znajoma. - Ludzie czasem wolą omijać banki, bo na koncie mają komornika. Kolejka ugotowała się na twardo.

Nasza też się gotuje, bo nie ma już Magdy. Taka jedna Magda warta jest więcej niż cztery Renaty. A obie zarabiają tyle samo!

Zostajemy z Renią we dwie. Naczelniczka często rozmawia przez telefon i nie wychodzi z zaplecza. Od dzisiaj działa awaryjnie jedna sortownia, zalewa nas potop kopert. Zaczynam ewidencjonować listy. Każdy list, którego nie dostarczył listonosz, trzeba wpisać do komputera: imię i nazwisko adresata, ulicę, numer domu i erki (to pasek naklejony na kopertę, z literą R i rzędem dziewięciu cyfr). Wpisuję tak prawie 200 listów.

To 1800 cyfr. Troi mi się w oczach. Walę enter, a komputer się zawiesza. Komputery na tej poczcie wyglądają tak, jakby miały się za moment rozpaść. Potem drukarka (atramentowa, bo papier jest z kalką - na poczcie wszystko musi mieć kopię) drukuje dowody odbioru. Na każdej kartce A4 pięć dowodów. Kartki trzeba podrzeć na 200 pasków. Każdy pasek to człowiek, który przyjdzie po list. Musi się na nim podpisać, a ja spiszę numer dowodu i podbiję. Przykładam więc wyszczerbioną linijkę do kartek i drę. Paski przypinam do listów, które segreguję według ulic i wkładam do koszy.

Kobieta z kolejki krzyczy: - Dwie jesteście i tylko jedna przy okienku?! Do niczego się nie nadajecie!
Czarna godzina nadchodzi koło południa. Kończą się pieniądze. Nie do-wieziono gotówki. Dlaczego? Tajemnica pocztowa. Ludzie, którzy stali po emerytury i renty, wściekli lub zrezygnowani odchodzą z kwitkiem.

- Będzie pani musiała trochę po-obsługiwać w okienku - mówię do naczelniczki. Ma kwaśną minę. Najchętniej rzuca na żer asystentów.

Wysoka, ładna blondynka domaga się przesyłki, której ciągle nie ma.
- Jak nie ma, to nie wyczaruję! Jest strajk! - złości się naczelniczka.
- Jest strajk - powtarza Renia.

Wypowiedzenie składam po tygodniu. W centrali nikt się nie dziwi, że robię to z dnia na dzień. Mało kto chce katować się za psie pieniądze. A ci, co zostają, uczą się sprytu. - Jest na poczcie premia uznaniowa.

Jak się sprzeda znaczki, długopisy itp., to dostaje się niewielki procent. Lepiej wetknąć klientowi lokaty Banku Pocztowego - opowiada mi znajoma. - Nasza koleżanka wzięła z banku kredyt i założyła tych lokat 100, na znajomych. Minimum wpłaty na lokatę to 1000 zł. Za każdą poczta płaci 20 zł brutto premii. I ona dostała dwa tysiące ekstra. Potem lokaty zlikwidowała.

Ostatni raz jadę do urzędu. A tam jak w oblężonej twierdzy. Nie ma czasu ani na śniadanie, ani na siku. Listonosze przynoszą coraz więcej listów. Strajk zawieszony. Dziękuję Bogu, że mnie tu nie będzie, kiedy spadnie kilka tysięcy przesyłek.

- Po ostatnim strajku dyrekcja przysłała do pomocy pracowników administracji - mówi z przekąsem naczelniczka. - Wpisał taki kilka listów, zobaczył że już 15.00 i zabrał się do domu. A my siedzieliśmy po nocach.

Dźwigam paczki. Każdą numeruję i wpisuję w arkusze tabelek. Renia co chwilę biega do naczelnika po pieniądze. Dziś taki dzień, że ludzie pobierają emerytury, zwroty podatku z urzędu skarbowego, a asystent nie może mieć w okienku więcej niż 2 tys. złotych.

- Ktoś z państwa ma może awizo? - pytam. Podchodzi blondynka. Znam ją z widzenia. - Od dwóch tygodni czekam na paczkę - mówi. - Z USA.

Patrzę - jest. Przyszła w ubiegłym tygodniu. Ale Renia, która obsługiwała tą panią, jakoś jej nie znalazła.

Idę z paczką do okienka na miękkich nogach. - Wie pani, te strajki... - tłumaczę, nie patrząc jej w oczy.

- To była sukienka na ślub córki - mówi. - Czekałyśmy do ostatniej chwili. Córka wczoraj wyszła za mąż.

W całym tym zamieszaniu naczelniczka nie pokazała mi, gdzie w razie napadu są przyciski alarmowe. Przecież i tak poczta broni się głównie przed klientami.

i.michalewicz@polskatimes.pl


:niedowiarek:
_________________
Das Christentum war bisher das größte Unglück der Menschheit
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2008-06-28, 12:23  


http://uwaga.onet.pl/1313431,archiwum.html

Poczta dostrzega problem, że jej pracownicy okradają przesyłki.

edit: lol, tam jest napisane, że to materiał z 2005, a te fragmenty widziałem w tv parę dni temu :lol:
ale chyba po prostu znowu wrócili do tej sprawy: http://uwaga.onet.pl/1312160,1,archiwum.html
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje anime
Mobile and Web Analytics