Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
Blancos llorones saludad a los campeones!
Luis Figo
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: kuryl
2010-07-02, 13:17
Yaya Toure
Autor Wiadomość
green 


Wiek: 54
Dołączył: 18 Sty 2006
Piwa: 307/76
Wysłany: 2011-10-31, 12:08  


Już kiedyś pisałem, nie ma managera, wodza, trenera (zwał jak zwał), który będzie trafiać do 100% podwładnych, Ci, do których nie trafia muszą odejść i tyle.
_________________
Jeśli trzymasz z Barçą, Real to twój wróg. Ja wybrałem Barcelonę - Hristo Stoichkov
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 1 piw(a):
wakabayashi
Mentor 


Wiek: 31
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 706/1502
Skąd: Lublin
Wysłany: 2011-11-14, 13:29  


http://www.fcbarca.com/39...rca-wywiad.html

Problemem niektórych piłkarzy jest chyba to, że zamiast samemu wyjść z inicjatywą rozmowy to liczą na to, że trener sam się zacznie tłumaczyć :hmmm:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
chaos 
syn ulicy


Wiek: 33
Dołączył: 30 Gru 2009
Piwa: 1160/901
Skąd: miasto hau hau
Wysłany: 2014-02-05, 15:51  


Cytat:
Dopiero gdy uwolnił się od tamtej zwycięskiej Barcelony i zaczął górować nad ligą angielską, stopniowo oświecało nas, że Barcelona do tamtych zwycięstw parła po trupach. Wielkiego par excellence gracza Yaya Touré przykuła do prostej roboty obronnej i podawacza piłki na trzy metry, pomiatała nim jak niewolnikiem, który zamiast w zgodzie ze swym wykształceniem grać na skrzypcach lub oddawać się pracy umysłowej, musi zgrywać analfabetę i gnić w harówie fizycznej.
Wszyscy pamiętamy tamte sceny - on potulnie wycofany, pilnuje się, by nie wykonać zbyt brawurowego ćwierćruchu naprzód, jakby 191 cm od stóp głów z definicji czyniło go tragarzem, wokół niego dokazują rozbawieni Iniesta z Messim i inni kurduple, cały splendor spływa na nich, nasz skazaniec słyszy co najwyżej kilka ciepłych słów z powodu swej wszechstronności, gdy m.in. w zwycięskim finale Ligi Mistrzów ze środka pomocy przesuwał się do środka defensywy i wywiązywał ze swych obowiązków bez zarzutu. Właśnie, "bez zarzutu". Na komplementy bardziej wyszukane liczyć nie miał prawa.

Wtedy jeszcze niczego nie rozumieliśmy, sądziliśmy, że dzieje się sprawiedliwość - dobry trener Pep Guardiola rozdaje role każdemu według zdolności - dziś powinno nam wywracać wnętrzności od wyrzutów sumienia, że się za Yaya Touré nie wstawialiśmy. Wystarczyło go tylko uwolnić, wystarczyło zezwolić, by w Manchesterze City - to jego słowa - wyrażał siebie, a ujrzeliśmy piłkarza bez granic, mieszczącego w sobie zalety, które łączą się ze sobą najrzadziej. Nadal wyglądał na typowego wielkogabarytowego mięśniaka od pacyfikowania środka pola, ale w dowolnej chwili przeistaczał się w natchnionego rozgrywającego urodzonego, by atakować. Długonogi sprinter, defensywny pomocnik z dryblingiem, wraz ze wzrastającym odsetkiem podań do przodu wciąż nieschodzący poniżej 90-procentowej celności. W Barcelonie nie ośmielał się zbliżyć do rzutu wolnego, w lidze angielskiej zdarza mu się zestrzelić pajęczynę przy spojeniu słupka z poprzeczką. Nie ma zadań, od których ucieka. Biologiczny transformer.

Jakże on musiał się w Barcelonie dusić! Już pierwszy sezon w Manchesterze wieńczył niezapomnianym solowym popisem - to on strzelił jedynego gola w półfinale krajowego pucharu (w derbach!), to on strzelił jedynego w finale, to on kojarzy się fanom z trofeum zdobytym po 35-letniej posusze. A drugi sezon wieńczył w stylu najdoskonalej oddającym unikalność przypadku - w przedostatniej kolejce City męczyło się bezbramkowo z Newcastle, trener wykonał zmianę pozornie defensywną (skrzydłowego Nasriego wymienił na żywą tarczę de Jonga), Yaya Touré pognał we wrogie pole karne, przywalił dwiema bramkami, drużyna utrzymała zagrożoną pozycję lidera, tydzień później odzyskała po 44 latach mistrzostwo kraju. Aż korci, by postawić tezę oczywistą, choć chyba dotąd niewypowiedzianą, że gdyby to sąsiedzi z United w 2009 r. przygarnęli pomocnika Barcelony, to nigdy nie rozpaczaliby nad wszechogarniającą dziurą w centrum pomocy, kończyliby erę Alexa Fergusona serią trzech tytułów, powitali Davida Moyesa kadrą znacznie bardziej zrównoważoną, a przez to łatwiejszą do prowadzenia.

Nie wolno oczywiście przekreślać lat spędzonych w Barcelonie, Touré nie tylko triumfował tam w Champions League, ale i dbał o osobisty rozwój. W wywiadach lubi przedstawiać się jako szalony profesor usiłujący stale poszerzać wiedzę, futbol nazywa dziedziną nauki - jeśli nie ogarniesz jej rozumem, to nie osiągniesz najwyższego poziomu, musisz działać z metodyczną pasją fizyka, który najpierw obmyśla teorię, a następnie szuka jej empirycznych potwierdzeń - niczego tu nie zmyślam, cały czas cytuję. I trzeba gwiazdorowi City oddać, że zapału odkrywcy nie traci przez całą karierę - ligę wygrywał w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Grecji, Hiszpanii oraz Anglii, grał też w Belgii, na Ukrainie i we Francji, a niewykluczone, że jeszcze popodróżuje, właśnie z zachwytem wypowiadał się o kolekcji futbolowego talentu zebranego w Paris Saint-Germain, ewidentnie pobrzmiewało to listem motywacyjnym. W każdym razie w jego zwierzenia o upodobaniu do poszerzania kompetencji wierzymy, zgrabnie się rymują z opowieściami o tym, jak każdego dnia pracuje nad każdą partią mięśni, dlaczego trenerów od przygotowania fizycznego uważa za najważniejsze dla siebie osoby w klubie, że w siłowni wymachuje wyłącznie lekkimi ciężarami, by czuć się lekkim na murawie. Słowem, jest Yaya twórcą i tworzywem, konstruktorem rakiety i rakietą w jednym - wszechstronniejszej broni angielska Premier League nie zna.

Podkochuję się w nim od kilku lat, trafiło mnie niedługo po przemienieniu się brzydkiego barcelońskiego kaczątka w manchesterskiego łabędzia, zwlekałem z listem miłosnym w poszukiwaniu chwili idealnej i oto nadeszła. Przed chwilą wziął gwiazdor City nagrodę dla najlepszego futbolisty Afryki trzeci raz z rzędu. Za chwilę, znaczy w poniedziałek wieczorem, w szlagierowym meczu z Chelsea zagra przeciw Samuelowi Eto'o - jedynemu uznanemu za gracza roku na tamtym kontynencie czterokrotnie; to przypomina, że Yaya Touré walczy o nieoficjalny tytuł afrykańskiego piłkarza wszech czasów. Wreszcie za dwa tygodnie Barcelona będzie miała okazję poczuć na własnych członkach, kogo się pozbyła, to będzie jej pierwsze od rozstania zderzenie z odrzuconym chłopcem na posyłki, nikt wtedy za nim łzy nie uronił, może płacz i zgrzytanie korkami usłyszymy w 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Najpierw jednak zadrży murawa na wyżynach ligi angielskiej. Jeśli w tych rozgrywkach graczem numer jeden obronnym ogłosimy Vincenta Kompany'ego, a czołowym atakującym - Sergia Agüero, to gladiatora ponad wszystkich łączącego obie te fazy gry musimy podziwiać w Yaya Touré (wszyscy z City!), jak w środku pola biegają pojedynczy żołnierze, tak on robi za całą pancerną kolumnę. Pozostaje mu tylko zademonstrować moc - jesienią się nie udało - w starciu z armią José Mourinho, trenera lubiącego przytłaczających samą obecnością, dynamicznych drągali w środku pomocy, który na pytanie, co oferuje na boisku gwiazdor City, odpowiada lapidarnym "wszystko".

Nie spełnił się jedynie Yaya Touré w reprezentacji kraju, ten ból łączy wszystkich bohaterów najwspanialszej futbolowej generacji Wybrzeża Kości Słoniowej, którzy ani nigdy nie zostali mistrzami Afryki, ani nie wygramolili się z fazy grupowej mistrzostw świata. Na mundialach dopadał ich pech, w 2006 r. wyjęli kulki z Argentyną i Holandią, a w 2010 z Brazylią i Portugalią, los oszczędził ich dopiero w roku 2014. Czy wreszcie im się powiedzie?

Na poprzednim turnieju nasłuchałem się, że teoretycznie najmocniejsza drużyna swego kontynentu, wyładowana tonami stali w defensywie i ofensywie, cierpi przewlekle na deficyt kreatywnego zmysłu, że przypomina trochę doskonały hardware pozbawiony software'u, że aktualne pokolenie jest skazane na wieczny niedosyt. Gdy wspominam tamtą prognozę, stają mi przed oczami przestrogi Nassima Nicholasa Taleba, interdyscyplinarnego amerykańskiego eseisty specjalizującego się w rachunku prawdopodobieństwa oraz wykładach o zmienności i skomplikowaniu otaczającej nas rzeczywistości. Odradzał on zwracanie uwagi na wszelkich futurologów, bowiem losy świata kształtują nieliczne wydarzenia zbyt zdumiewające, by ktokolwiek wyobraził je sobie, zanim nastąpią. Nazwał je czarnymi łabędziami (naprawdę istnieją, ale mało ich) i miał na myśli epizody o znacznie większej skali, jak 11 września albo eksplozja władzy Google'a, ale dlaczego nie użyć jego teorii w kwestii futbolowej? I nie zapytać, czy takim niezwykłym zjawiskiem, które wpłynie na brazylijski mundial, nie było aby najnowsze wcielenie Yaya Touré? Może dopiero w lipcu lepiej pojmiemy doniosłość transferu z lata 2010, bez którego kolos z City nie wybiłby się na niepodległość?

Wiem, zapewne przesadzam - wciąż tkwię w fazie zauroczenia, nawet w skazach widzę zalety - ale w jednym chyba się zgodzimy: aż strach pomyśleć, że Yaya mógłby zostać na Camp Nou i do dziś sterczeć tam, przy barcelońskich lukach kadrowych, na środku obrony.


Stec o Toure. Ech, brakuje mi Yayazo...
_________________
Załaduj wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 2 piw(a):
Boberek, Steve
mikaelus 


Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 730/976
Wysłany: 2014-03-13, 09:23  


Patrząc na jego wypowiedzi + bliskie, serdeczne relacje z innymi piłkarzami, postuluję postawić Yayę jako pierwszy cel transferowy latem ;)

W tym roku stuknie mu 31 lat, ma jeszcze przed sobą ze 2-3, a może i 4 konkretne sezony, jego warunki na pewno by się nam przydały, ale przede wszystkim - jego nastawienie. Potrzeba nam zawodników przywiązanych do Barcelony. Czapi się zaraz rozsypie, więc Yaya miałby więcej możliwości gry w pomocy.
_________________
"Defendí la camiseta del Barça como si fuera mi vida" - Samuel Eto'o

"Hoy, ma?ana y siempre con el Barça en el corazon" - José Mário dos Santos Félix Mourinho
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
xav 
Daj pyska!


Wiek: 30
Dołączył: 11 Lis 2007
Piwa: 351/99
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-03-13, 10:18  


moze gdybysmy wygrali LM i puchar, a city polozylo sezon po calosci to bylaby szansa znow przyciagnac yayego perspektywa sukcesow sportowych. kasy juz troche zarobil, wiec moze chcialby znow cos powygrywac i wygrzac sie w sloneczku na starosc :)

obawiam sie jednak, ze przyjdzie nam nadal tesknic za tego typu pilkarzem jeszcze dlugie, dlugie lata ...
_________________
Pep: Las Copas ya están en el Museu, ahora hay que volver a ganarlas
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
visca 
Wea!!!


Wiek: 32
Dołączył: 05 Mar 2008
Piwa: 30/1
Skąd: Wołomin
Wysłany: 2014-03-13, 10:22  


może ktoś w City upadnie na głowę i będą chcieli wymienić Songa na Toure ;-)
_________________
pim pam pim pam pim pam pim pam culos vienen culos van
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Schumack 


Wiek: 32
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 224/381
Wysłany: 2014-03-13, 10:34  


Poroniony pomysl.

Do skladu celebrytow Busi, Cesc, Iniesta. Potrzeba mlodych glodnych wilczkow
Przyjdzie jeden, Rafa, ktory moze ogarniac pozycje iniesty.
I potrzeba jeszcze jednego mlodziaka. Owszem brakuje mudzinowskich yay. Ale 10 lat mlodszego, ktory kasy i sukcesow dopiero pragnie zasmakowac (Song oczywsicie do sprzedazy).


A Yaye kocham! Wroci do nas jako scout i bedzie sciagal smaczki z Afryki/Francji :zolwik2:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang
Mobile and Web Analytics