Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
Atenció, siusplau!
Manel Vich
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
Juan Roman Riquelme
Autor Wiadomość
Nederlander 
Manu Chao


Wiek: 35
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 361/371
Skąd: Barcelona
Wysłany: 2007-02-09, 12:48  Juan Roman Riquelme


http://www.elmundodeporti...A249606137.html

Riquelme wraca do Argentyny, bedzie wypozyczony do Boca Juniors na najblizsze pol roku. Ma 28 lat, a juz wydaje sie, ze jego kariera znajduje sie na rowni pochylej. Tym samym mozemy go obwolac kolejna argentynska gwiazda, ktora nie zawojowala Europy - po Ortedze, D'Alessandro (on wciaz ma szanse, ale wrozono mu o wiele wieksze sukcesy niz na razie osiaga) i kilku innych - mozecie uzupelnic liste.

Jak uwazacie - dlaczego Riquelme nie radzi sobie w Europie? Umiejetnosci mu przeciez nie brakuje, a 2 ostatnie sezony w Villarreal mial udane. Moim zdaniem to po czesci wina jego charakteru, psychiki. Brak mu mentalnosci zwyciezcy, walecznosci, nie ma cech przywodczych, ktore rozgrywajacemu sa bardzo potrzebne. Oprocz tego, jako pilkarzowi brakuje mu troche szybkosci, dynamiki. W kazdej druzynie, w ktorej gra, cala gra skupia sie wokol niego i nie zawsze okazuje sie to dobrym rozwiazaniem. Ma swietny strzal z dystansu, bardzo dokladne podanie, wizje gry itd. ale nie pracuje w ogole w odbiorze, gra statycznie i pasywnie.
_________________
Pim pam, pim pam, goles vienen, goles van :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
McLaren 


Dołączył: 24 Pa¼ 2006
Postawił 1 piw(a)
Skąd: Świdnik
Wysłany: 2007-02-09, 14:38  


Nederlander, dobrze gadasz. ;) Ja myślę, że w ostatnim czasie kompletnie nie radził sobie sam ze sobą i tutaj ważną kwestią jest jego psychika. Nie angażował się ani w treningi, ani w grę swojego zespołu, dodatkowo zrezygnował już z gry w kadrze. Nie wykazywał żadnych ambicji, ku naprawie swoich braków i mimo, że prezes Villarreal bronił go jak mógł i mówił, że to najlepszy piłkarz w historii klubu, Riquelme nie mógł być już trzymany w klubie. Zarabia dużo, a niczym się za to nie odpłacał w ostatnim czasie i był spalony. Wątpię, aby Żółte Łodzie Podwodne miały jeszcze z niego jakiś pożytek w przyszłości. Coś mi się wydaje, że do formy z 2005 roku lub 06-tego może już nigdy nie wrócić.
_________________
:]
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Negro 


Wiek: 32
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 11/30
Skąd: Tschenstochau
Wysłany: 2007-02-09, 15:45  


Wszystko przez ten nie strzelony karny :(
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Duche 

Wiek: 27
Dołączył: 06 Sty 2007
Piwa: 40/133
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2007-02-10, 20:14  


Podobno zainteresowanie Argentyńczykiem wyrażały zarówno ManU jak i Bayern, jednak Juan postanowił powrócić do ojczyzny. Tam na pewno znów zostanie wielką gwiazdą, a nie tak jak w Europie tylko jednym z wielu. Wydaje mi się, że ten powrót do Argentyny definitywnie zakończył jego piłkarską przygodę z Europą i teraz Riquelme już do końca swojej kariery będzie wielką gwiazdą w swoim ojczystym kraju.
Jednak gadanie, że Juan jest kolejnym niespełnionym zawodnikiem z Argentyny w Europie jest moim zdaniem błędne. Riquelme miał swoje dwa bardzo dobre sezony w Villareal i dlatego nie można tak do końca powiedzieć, że w Europie się nie spełnił jako piłkarz. Grał dobrze, był jednym z lepszych napastników na kontynencie i wyróżniającą się postacią w lidze hiszpańskiej. Poza tym zdobywał sporo bramek, zaliczał asysty itp. Na pełny rozkwit jego kariery nie dopuściła jego słaba psychika (co zresztą było już tutaj powiedziane). Na pewno spore znaczenie miał ten przestrzelony karny w meczu z Arsenalem i Riquelme popadł w syndrom wypalenia jego Sven Hannavald, który po jednym nieudanym skoku całkowicie się załamał. Podobnie było z Riquelme. Tak przynajmniej mi się wydaje.
_________________
"Los mnie rozliczył jak miasto za mandat.
Kilka kobiet, kochałem, szybko, naiwnie,
Testowałem substancje psychoaktywne,
Ostro zrobiony pochylony nad kiblem,
Usłyszałem od matki w serce wbijasz mi w igłę."
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Nederlander 
Manu Chao


Wiek: 35
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 361/371
Skąd: Barcelona
Wysłany: 2007-02-10, 23:09  


Duche, Riquelme nie jest napastnikiem tylko pomocnikiem ;) W scislej czolowce mogl byc tylko w zeszlym sezonie, ani wczesniej ani pozniej juz takiego poziomu nie osiagnal. Moze 2 sezony mial udane, ale kibice i fachowcy spodziewali sie o wiele wiecej, wiec mozna powiedziec ze nie do konca spelnil pokladane w nim nadzieje. W Barcelonie zawiodl, w Villarreal zrezygnowal i wrocil do Argentyny. To jest powrot na tarczy, nie z tarcza.
_________________
Pim pam, pim pam, goles vienen, goles van :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Duche 

Wiek: 27
Dołączył: 06 Sty 2007
Piwa: 40/133
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2007-02-10, 23:58  


Cytat:
Duche, Riquelme nie jest napastnikiem tylko pomocnikiem


Ned, gdzie ja napisałem, że Riquelme jest napastnikiem ?? wydaje mi się, że nic takiego nie pisałem.
_________________
"Los mnie rozliczył jak miasto za mandat.
Kilka kobiet, kochałem, szybko, naiwnie,
Testowałem substancje psychoaktywne,
Ostro zrobiony pochylony nad kiblem,
Usłyszałem od matki w serce wbijasz mi w igłę."
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
CnK 


Wiek: 32
Dołączył: 22 Sty 2006
Piwa: 57/88
Skąd: Przasnysz
Wysłany: 2007-02-11, 00:00  


Duche napisał/a:
(...)Grał dobrze, był jednym z lepszych napastników na kontynencie i wyróżniającą się postacią w lidze hiszpańskiej.(...)


wspomogę twą słabą pamięć... :]
_________________
"Nie przybywam tu w glorii wielkiego zawodnika, przybywam tu by z pokorą uczyć się gry"- Thierry Henry
"Wolę grać pięć minut dla Barçy, niż 90 dla innej drużyny"- Andres Iniesta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Duche 

Wiek: 27
Dołączył: 06 Sty 2007
Piwa: 40/133
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2007-02-11, 00:01  


ooo, przepraszam najmocniej.... :gafa: :gafa: miało być pomocników.
_________________
"Los mnie rozliczył jak miasto za mandat.
Kilka kobiet, kochałem, szybko, naiwnie,
Testowałem substancje psychoaktywne,
Ostro zrobiony pochylony nad kiblem,
Usłyszałem od matki w serce wbijasz mi w igłę."
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Pred 
VAMOS PREDRO


Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 451/92
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-02-11, 00:54  


Riquelme..... jak sobie przypomne to jego flegmatyczne poruszanie sie po boisku, kobiece ruchy, niewyrazna mine i to jak spuszczal glowe jak tracil pilke... ogromne niespelnione nadzieje, przecietny pilkarz, potrafiacy ladnie uderzyc z dystansu i poslac niezla prostopadla pilke. No moze troche ponad przecietny, bo w przecietnym zespole Villarrealu ponad przecietnosc sie wybijal :) Ale ani nic nie wygral, ani /nie liczac FCB/ w liczacym sie zespole nie zagral.
_________________
Ronald Koeman 111'
Pedro Rodriguez 115'
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Barcman 
Wierny Barcelonista


Wiek: 26
Dołączył: 28 Mar 2007
Piwa: 3/4
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2007-06-27, 08:00  


Riquelme bardzo pomógł Boca Juniors w zdobyciu Copa Libertadores. W pierwszym meczu strzelił gola i dwa razy asystował a w drugim strzelił dwie bramki. Z pewnością był bohaterem finału.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-07-13, 14:44  


Po fantastycznej końcówce w Copa Libertadores, JRR bardzo dobrze radzi sobie na Copa America. Łączony jest obecnie z Atletico Madryt.

W felietonie Steca jest kilka ciekawych myśli na temat zawodnika (wielokrotnie już poruszanych na forum). Choć główna teoria mocno osobliwa :D

Cytat:
Istnieje teoria, nazwijmy ją roboczo teorią podwórka, wyjaśniająca styl gry piłkarza miejscem, jakie służyło mu za boisko w głębokim dzieciństwie. Teoria umniejsza rolę profesjonalnego treningu w klubie, wyżej ceniąc wszystko, co przyszły zawodowiec nabył naturalnie, ganiając za piłką z kumplami.

I tak jeśli środkowy napastnik grał jako brzdąc w miejscu bardziej szerokim niż długim - bo takie miał podwórko - to nabierał skłonności do zbiegania na skrzydła i dośrodkowywania. A jeśli grał na placu o kształcie korytarza, to i w dorosłym życiu będzie go ograniczał nawyk oczekiwania na piłkę w polu karnym. Co nie uczyni go oczywiście futbolistą mniej wartościowym. Kanonier mało uniwersalny, lecz bezlitośnie regularny, może nawet zyskać status najwybitniejszego gracza na świecie.

Tę logikę da się zastosować dla mnóstwa przypadków. Kto miał szczęście od zawsze grać na miękkiej nawierzchni, ten będzie chętniej sięgał piłkę głową w sytuacjach ekstremalnych (choćby strzelając tzw. szczupakiem) lub uderzał ją z powietrza po akrobatycznych wygibasach, bo zakodował sobie, że upadek nie grozi połamaniem kości. A kto zaczynał od futsalu, będzie zwrotniejszy i zręczniejszy w grze na małej przestrzeni, ale niekoniecznie polubi podania na wolne pole, po których zmusza się go jeszcze do kilkudziesięciometrowego sprintu.

Teoria jak teoria, do jej bezwyjątkowej sprawdzalności nie będę przekonywał, bo prawdopodobnie wkrótce straci rację bytu - system produkowania świetnych futbolistów zaprzęga coraz młodszych chłopców, więc niedługo wszyscy, może poza Polską i jeszcze paroma pustyniami bez boisk, będą trenować w identycznych warunkach. Przywołuję ją, bo podczas oglądania Copa America nurtuje mnie pytanie - gdzie zaczynał Juan Roman Riquelme. Piłkarz osobny, niepowtarzalny, dzielący fachowców i kibiców na tych, którzy go uwielbiają, i na tych, którzy go serdecznie nie znoszą.

Argentyński rozgrywający bohaterem Copa Libertadores, czyli południowoamerykańskiego odpowiednika Ligi Mistrzów, już został, a bohaterem Copa America być może niebawem zostanie. Jeśli jego drużyna wywalczy złoto (uchodzi za faworyta), on sam będzie triumfatorem i gwiazdą dwóch prestiżowych turniejów - klubowego i reprezentacyjnego (zdobył jeszcze mistrzostwo kraju), czyli osiągnie coś, czego nie osiągnął nawet zwycięzca Ligi Mistrzów Kaka. A jednak w rywalizacji o tytuł piłkarza roku na świecie Riquelme nie będzie miał prawdopodobnie żadnych szans. Trochę wskutek pogardliwego stosunku Europy do rozgrywek spoza Europy, a trochę wskutek tego, że jest, jaki jest.

Jego specyficzny styl rzuca się w oczy od pierwszej akcji. Trwa ona zresztą często bardzo dłuuuuugo, bo kiedy Argentyńczyk dostanie piłkę, to niespiesznie ją trąci, potem - znów niespiesznie - trąci ją jeszcze raz, by powoli przejść w fazę marszobiegu; rywale będą chcieli ją odebrać, ale nie zdołają; on będzie ją holował swobodnie, ze znawstwem zawodnika fantastycznie zaawansowanego technicznie; czasem podrepcze w kierunku bramki, a czasem w zupełnie innym; niekiedy poda piłkę partnerowi, ale tylko pod warunkiem, że natychmiast ją dostanie z powrotem, bo partnerzy służą Riquelme za bilardowe bandy, które ułatwiają przemieszczanie się - zawsze niespieszne - w tłumie rywali. Słowo "niespieszny" jest kluczowe, wszystko dzieje się w tempie spacerowym, wyjąwszy momenty, w których Argentyńczyk oddaje strzał. Wtedy piłka mknie szybko i zazwyczaj wpada do siatki, bowiem stopą ten piłkarski dziwoląg operuje z chirurgiczną precyzją.

Od razu się przyznam: jestem bezkrytycznym wielbicielem jego talentu, lubię go oglądać zawsze, nawet wtedy, gdy jest bez formy, usypia i paraliżuje całą drużynę, by przywieść ją do klęski. Trenerzy, którym zależy na wyniku, często myślą inaczej. Riquelme to typ bardzo niewdzięczny, trzeba mu podporządkowywać cały zespół, i to pod każdym względem. Charakter ten indywidualista ma również kontrowersyjny, pępkiem świata chce być także poza boiskiem.

Dlatego nie sprawdził się i raczej nigdy nie sprawdzi w wielkim klubie, gdzie dumnych właścicieli rozrośniętego ego jest mnóstwo. Riquelme nie lubi innych silnych osobowości, ośmielił się skrytykować nawet Diego Maradonę, kiedy ten wchodził do reprezentacyjnej szatni przed ważnymi meczami. A nie trzeba dodawać, że w Argentynie taka zuchwałość grozi sądem za obrazę uczuć religijnych całego, bez wyjątku, narodu.

W Barcelonie padł nade wszystko ofiarą wroga improwizacji, trenerskiego technokraty Louisa van Gaala, ale i w innych okolicznościach szefowie raczej nie znieśliby jego kaprysów. W Villarrealu był nietykalny, sam wybierał, w których treningach weźmie udział. Kiedy kazano mu przyjechać pół godziny przed treningiem i popracować z fizjoterapeutą nad kontuzją, to przyjechał pół godziny później, a potem ostentacyjnie polerował buty, by spóźnienie powiększyć. Trzy dni później powtórzył przedstawienie, trener chciał go wyrzucić, więc piłkarz zadzwonił do prezesa. Wyleciał trener.

W małym miasteczku traktowali go po królewsku, otaczając rodakami, przez dwa lata ani razu nie sadzając na ławce rezerwowych, osładzając życie wszelkimi przywilejami. On odwdzięczył się czarami w Lidze Mistrzów, choć w półfinale z Arsenalem przyczynił się do klęski - jeszcze przed strzałem z rzutu karnego cały stadion wiedział, że nie trafi. Do piłki nie podszedł, lecz podpełzł, ani razu nie spojrzał w bramkę, wyglądał jak człapiąca klęska. A potem jak zwykle niepowodzenie przyjął beznamiętnie, wbijając nieobecne spojrzenie w trybuny. Cały Riquelme - albo jest bohaterem, albo przekleństwem. Ostatni mundial rozpoczął wyśmienicie, ale w ćwierćfinale wypadł beznadziejnie. I wygrali Niemcy.

W Villarrealu wreszcie mieli dość i wysłali go do Buenos Aires, gdzie - znów hołubiony - odzyskał inspirację. Teraz prawdopodobnie zagra w Atletico Madryt. Najmocniejsi nie dzwonią. "Leniwy magik" został chyba ostatecznie zaklasyfikowany przez elitę futbolu jako zjawisko fascynujące, lecz obarczone ryzykiem rozsadzenia każdej drużyny.

Riquelme wypracował styl gry osobny. Kwiecisty, niedający się skrępować żadną klasyczną taktyką, natchniony wyobraźnią bez granic. Gdzie więc ten geniusz zaczynał? Na innej planecie?

Mistrz świata z 1986 roku Jorge Valdano powiedział, że jego rodak nie tyle gra w piłkę, lecz "podróżuje" po boisku i podziwia widoki. I tak właśnie wyobrażam sobie jego dzieciństwo. Mały Riquelme bierze piłkę pod pachę i wychodzi z domu. Rzuca ją pod stopy, ale nikt nie chce z nim grać (on też z nikim nie chce, bo musiałby podawać), więc rusza w miasto. Krąży po ulicach, przedryblowując i tych, którzy mieliby ochotę odebrać mu piłkę, i tych, którzy nie mieliby ochoty. Gdzieniegdzie napotyka bramkę i strzela gola. Biegnie po piłkę i szuka następnej uliczki. Zwiedza ją, nad piłką panując coraz lepiej, bo się rozgląda, więc nie może patrzeć pod nogi. Skręca w lewo, skręca w prawo, czasem wraca, by na coś spojrzeć jeszcze raz. Fajnie zwiedzać z piłką przy nodze, czasu jest mnóstwo. Kto powiedział, że tylko 90 minut?

Riquelme pomijany

50

co najmniej tylu piłkarzy zdaniem angielskiego "Timesa", który sporządził listę najwybitniejszych na świecie, gra lepiej niż Riquelme. Nie ma też na niej Ricardo Carvalho, a jest Gary Neville, co źle świadczy nie o Portugalczyku, tylko o liście. Dziennikarze zauważyli zresztą ledwie jednego zawodnika grającego poza Europą - kolegę Riquelme z Boca Juniors Rodrigo Palacio

Źródło: Gazeta Wyborcza



Artykuł był na serwisach o FCB, ale chciałem do niego powrócić, bo piłkarz zapewne powróci do Hiszpanii. Możliwy jest transfer do Realu, który szuka rozgrywającego i lubi niepewne transfery z Ameryki Południowej :]







_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Dodo 


Wiek: 28
Dołączył: 18 Sty 2006
Piwa: 616/154
Wysłany: 2007-07-13, 15:06  Re: Juan Roman Riquelme


Pierwsze zdania tematu:

Nederlander napisał/a:
Riquelme wraca do Argentyny, bedzie wypozyczony do Boca Juniors na najblizsze pol roku. Ma 28 lat, a juz wydaje sie, ze jego kariera znajduje sie na rowni pochylej.


A jednak nie. Riquelme ma fenomenalny rok 2007. Z Boca wygral Copa Libertadores, gdzie byl najlepszym graczem rozgrywek. Teraz niszczy na Copa America, gdzie w pięciu meczach ma piec bramek i trzy asysty, bodaj.
Zanosi sie na kolejne, zapewne ostatnie podejscie do europejskiej pilki.
Mysle, ze blizej mu do Atletico, niz Realu, a mierdy zostaja bez rozgrywajacego. :]
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
CnK 


Wiek: 32
Dołączył: 22 Sty 2006
Piwa: 57/88
Skąd: Przasnysz
Wysłany: 2007-07-13, 22:29  


Mocno bym nie chciał Riquelme w Realu, mimo swojego trudnego charakterku gdy jest w formie jak to ma miejsce od kilku miesięcy, to stanowi duże zagrożenie...
_________________
"Nie przybywam tu w glorii wielkiego zawodnika, przybywam tu by z pokorą uczyć się gry"- Thierry Henry
"Wolę grać pięć minut dla Barçy, niż 90 dla innej drużyny"- Andres Iniesta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Mentor 


Wiek: 31
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 706/1502
Skąd: Lublin
Wysłany: 2007-07-13, 23:01  


A mnie to klepie. Może nawet do Realu iść. W formie jest, ale jak gra w Ameryce Południowej. Do Europy nie specjalnie się nadaje ze względu na pewne braki głównie mentalne. Poza tym pewne nawyki również skazują go na niepowodzenie. Na dodatek w Realu nie miałby z kim grać poza Robsonem.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Alvaro 
No. 14


Wiek: 30
Dołączył: 28 Sty 2006
Piwa: 15/5
Skąd: Babilon
Wysłany: 2007-07-13, 23:37  


Z tego co pamietam, Lucho jako pierwszy, niedlugo po transferze JRR, dostrzegl i skrytykowal jego "mala elastycznosc w wymiennosci pozycji na boisku". Ta wada blokuje mu wstep na europejskie salony, a polfinal LM 2005/2006 to wyjatek potwierdzajacy regule :P

Generalnie, to mecz z Arsenalem wyeksponowal tylko kolejna wade - slaba psychike.
_________________
¡Alcohol, alcohol, alcohol! Hemos venido a emborracharnos y a ver el Barça Campeon!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobile and Web Analytics