Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
Mi madre y la de Luis Enrique son las más populares en el Bernabéu
Joan Gaspart
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
Edukacja, polska młodzież, Giertych itd

Co myślisz o polskiej szkole? (max 3 odp.)
Jest coraz gorzej. Gówniarzom się w dupach poprzewracało
27%
 27%  [ 34 ]
Jest cały czas tak samo, tylko teraz zrobiono z tego aferę
12%
 12%  [ 16 ]
Giertych ma dobre pomysły. Popieram jego program
4%
 4%  [ 5 ]
Giertych ma pomysły dobre i chybione
16%
 16%  [ 20 ]
Giertych nie ma pojęcia o edukacji. To katastrofa
20%
 20%  [ 26 ]
Giertych pociąga mnie jako mężczyzna
19%
 19%  [ 24 ]
Głosowań: 59
Wszystkich Głosów: 125

Autor Wiadomość
jasiu 


Wiek: 35
Dołączył: 18 Sty 2006
Piwa: 573/489
Skąd: Barcelona
Wysłany: 2007-06-02, 15:04  


Cytat:
Przeczytał Gombrowicza i się przeraził

Przeczytałem "Trans-Atlantyk" Witolda Gombrowicza dopiero trzy miesiące temu, gdy dowiedziałem się, że to jest lektura obowiązkowa. Byłem przerażony, gdy zobaczyłem co tam jest napisane - powiedział Roman Giertych na spotkaniu z dziennikarzami.
Minister edukacji powiedział, że porównywanie Gombrowicza i Henryka Sienkiewicza to absurd, ponieważ Sienkiewicz stoi na dużo wyższym poziomie. Przyznał również, że "Trylogię" przeczytał kilkanaście razy.

Lider LPR powiedział również, że jedyną osobą, która w państwie jest przeciwko obecności Sienkiewicza w kanonie lektur jest Adam Michnik, ponieważ chce kreować antypatriotyczną i trockistowską wizję Polski. - Z tego samego powodu promuje Gombrowicza, ponieważ jest wrogi Polsce - powiedział Giertych.


chyba po raz pierwszy w historii jakikolwiek minister w sposób az tak bliski otwartości przyznaje, ze jest debilem.
_________________
Jedyną wadą brunetek jest fakt, że nie są blondynkami.

Nigdy nie mów "nigdy", synku, rzeczywistość nie uznaje pojęć takich jak "nigdy", "na zawsze" i "niemożliwe".
Waldemar Łysiak, Statek
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Kendzior 
!


Wiek: 34
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 755/1370
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2007-06-02, 15:26  


pewna bliska mnie osoba tez przeczytala trylogię miliard razy, i tez jest debilem. na szczescie to nie roman...
_________________
"Fani Realu niech spojrzą prawdzie w twarz - obecni piłkarze tego klubu nadają się do pucowania barcelońskiej La Rambla. To też robi się na kolanach, czyli w ich ulubionej pozycji"" - Wojciech Kowalczyk, 30.11.2010 w komentarzu do !V!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
mateusz_sam 


Dołączył: 31 Pa¼ 2006
Wysłany: 2007-06-02, 16:03  


Pewnie reszty lektur nie zrozumial i dlatego je wyrzuca :) a zreszta nie ma co sie dziwic bo bohaterowie tych ksiazek to same czuby, mordercy itd. ;) ale jakim cudem Bułhakow sie utrzymal to nie wiem :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Gieneq 


Wiek: 31
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 38/63
Skąd: Lbn/Wrocław
Wysłany: 2007-06-02, 16:36  


Nie dziwne, wszak jednym z bohaterów Trans-Atlantyku jest (o zgrozo!) homoseksualista-pedofil który wodzi na pokuszenie nieletnich chłopców - Gonzales :P
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kuba 


Wiek: 32
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 126/243
Skąd: niestety Babilon
Wysłany: 2007-07-15, 14:30  




Tragedia :/
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Gieneq 


Wiek: 31
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 38/63
Skąd: Lbn/Wrocław
Wysłany: 2007-07-15, 14:43  


IMHO - tragikomedia :P

To że imion dzieci nie pamięta można wybaczyć, ale " na Boga" Nasza szkapa Sienkiewicza :help:

Niedawno w mediach przewijał się temat dofinansowania mundurków za 3mln zł ( !! ) dla bodajże 60tys. dzieci na samym Śląsku. Może mnie ktoś uświadomić czy te pieniądze idą z resortu edukacji narodowej, czy bezpośrednio z budżetu? Zresztą jedno niemalże równa się drugiemu więc "tanie państwo" [*]
_________________
Weź zapalniczkę i w blasku słońca
Spal 100-złotówke do samego końca
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-07-15, 14:46  


Gieneq napisał/a:
ale " na Boga" Nasza szkapa Sienkiewicza :help:


ale on tam jeszcze 'Łyska z pokładu Idy' Morcinka dorzucił :D
taki mix :]
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-07-19, 19:39  


Niektórzy nie wierzyli, że Giertych wykreślił Gombrowicza z lektur, bo jest homofobem.
Długo minister nie tłumaczył dlaczego 'Ferdydurke' musi zniknąć z listy lektur. Do dzisiaj.

Po tym jak premier sam wydał rozporządzenie i przywrócił 'Ferdydurke', to Giertych powiedział, że J.Kaczyński sam bierze na siebie to, że przywraca jako lekturę książkę, która "propaguje pederastię".
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kuba 


Wiek: 32
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 126/243
Skąd: niestety Babilon
Wysłany: 2007-08-01, 18:29  




Tytulem tu pasuje :) I w calosci chyba tez ;]
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Wystawiono 2 piw(a):
Kibol, Kendzior
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-08-12, 15:02  


Na razie czas Giertycha na tym stanowisku dobiegł końca.

Cytat:
Nowym ministrem edukacji narodowej zostanie prof. Ryszard Legutko. Obecny wicemarszałek Senatu ma w poniedziałek zastąpić Romana Giertycha
Po sobotnim spotkaniu Giertycha z premierem Jarosławem Kaczyńskim, lider LPR poinformował, że koalicja została zerwana, a w poniedziałek ministrowie Ligi zostaną odwołani z rządu.

Jak się dowiedzieliśmy od jednego z najważniejszych posłów w Prawie i Sprawiedliwości miejsce Giertycha zajmie wicemarszałek Senatu 56-letni prof. Ryszard Legutko. Nowy minister edukacji jest profesorem filozofii i wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera. Pisze do m.in. do "Wprost" i "Rzeczpospolitej".


Ale co będzie po wyborach, tego nie wie nikt :]
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-09-04, 18:28  


2 artykuły o tym, że polska młodzież [']

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,4458197.html - pijane 14-latki

http://www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4429854.html - jak durne filmy kręcą dzieci na koloniach
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kuba 


Wiek: 32
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 126/243
Skąd: niestety Babilon
Wysłany: 2007-09-04, 21:43  


Pierwszy tekst - dramat [']

To proste: dziewczyna się upija, zatacza, jest jej niedobrze, a chłopak się nią opiekuje. Obejmuje, prowadzi do domu. -Jesteśmy wtedy odważne i się przytulamy. Całujemy się i już ze sobą chodzimy.

Właśnie dlatego pierwszy raz planuje z chłopakiem, w którym się bardzo zakocha, tak naprawdę. I który będzie ją kochał i będzie starszy o dwa lub trzy lata, bo młodsi wszystko wygadują. Planuje upić się przed tym pierwszym razem.

['] Wspolczuje rodzicom
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Mentor 


Wiek: 32
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 706/1502
Skąd: Lublin
Wysłany: 2007-11-23, 11:51  


Cytat:
Hajsowny ziom w bemie
Tygodnik "Wprost", Nr 1171 (15 maja 2005)
Dyrektor szkoły jest nazywany Bin Ladenem, woźny - Mac Gyverem, przerwa to wc kwadrans, a toaleta - sejm
Ty Lepperze, dostałeś Gałczyńskiego" - z tego zdania dumny byłby zapewne tylko poeta Gałczyński, znany z tworzenia nowych słów. Przewodniczący Samoobrony byłby raczej skonfundowany, bo w przekładzie na język polski zdanie to znaczy: "Ty głupolu, dostałeś jedynkę". Jedynka stała się Gałczyńskim przez skojarzenie ze starą "gałą". Nazwisko Leppera dużej części młodzieży nie kojarzy się ze szczególną lotnością umysłową, co krzywdzi lidera Samoobrony, bo w ostatnich latach naprawdę zrobił imponujące postępy edukacyjne. Język współczesnej młodzieży szkolnej tak się różni od języka reszty społeczeństwa, że aby go zrozumieć, niezbędne są słowniki. Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach kilka tygodni temu opracowała taki słownik dla nauczycieli pracujących z trudnymi uczniami. Zawartość została jednak ocenzurowana na życzenie kuratorium oświaty. Określenia, które wzburzyły urzędników, to na przykład "zajebisty" i "z wykurwem". Pierwsze oznacza po prostu "bardzo fajny", drugie - "coś robiącego duże wrażenie". Prawdziwie wulgarne znaczenie mają często słowa kojarzące się neutralnie - jak "miziać się" (pieprzyć się) czy "lilianka" (prostytutka). Ograniczanie specyfiki uczniowskiego języka tylko do dużej liczby wulgaryzmów byłoby krzywdzącym uproszczeniem. Młodzi tworzą język pełen dowcipu i zaskakujących skojarzeń. Zdaniem prof. Haliny Zgółkowej, redaktorki "Nowego słownika gwary uczniowskiej", uczniowie gimnazjów i liceów są dziś najbardziej słowotwórczą grupą społeczną w Polsce. Przejęli tę rolę od studentów, którzy najbardziej wzbogacali język w czasach PRL. O bogactwie uczniowskiego języka świadczy to, że słownik gwary uczniowskiej zawiera 17 tys. haseł. I nie obejmuje najnowszych oraz najmodniejszych słów, bo za ich twórcami nie sposób nadążyć. - Obecnie takie modne niedawno skróty jak "wporzo", "nara", "spoko" czy "pozdro" są już obiektem kpin - jako zabytki językowe i przejawy obciachu - mówi Jacek Pałka, nauczyciel w gimnazjum, pisarz, autor m.in. bloga "badmofuker" (zapiski z tego bloga zostały wydane w dwóch książkach "Przygody Pana Bazylka").
Nabuchani hajsowni
Prof. Halina Zgółkowa, najwybitniejsza znawczyni uczniowskiego języka w Polsce, wyjątkową słowotwórczą kreatywność młodych ludzi tłumaczy tym, jest to pierwsza generacja nie znająca w zasadzie językowych tabu. Dorośli, kiedy byli nastolatkami, wstydzili lub bali mówić o seksie czy używkach. Ich dzieci nie mają w tych kwestiach żadnych zahamowań. A liczba określeń tycząca stosunków seksualnych czy narkotyków może być liczona w setkach. Tylko słów związanych z paleniem marihuany jest kilkadziesiąt. Palenie skręta to "bakanie", "jaranie", "buchanie", "nabijanie fai" czy "łykanie dymu". Same skręty są nazywane "blantami", "batami", "lolkami", "jointami", "stuffem", "ziołem", "grassem", "trawą" czy "gandzią". Nie należy wyciągać z tego wniosku, że obecnie młodzież zajmuje się wyłącznie seksem i narkotykami. Owszem, z badań wynika, że wiek seksualnej inicjacji się obniża, a narkotyki są łatwiej dostępne niż kiedyś, ale prawdziwi narkomani i seksualni stachanowcy to wciąż kilkuprocentowy margines. Okazuje się, że pierwsze pokolenie wychowane od dziecka w kapitalizmie praktycznie bez zastrzeżeń akceptuje wolnorynkowe reguły gry i wartości. W języku młodzieży takie wyrażenia jak "biznesluksus" (o czymś drogim, wytwornym), bema (samochód BMW) czy "hajsowny" (zamożny - od "hajsu", czyli pieniędzy) mają zdecydowanie pozytywne konotacje.
Pluton egzekucyjny w karcerze
Zaskakuje ogromna liczba negatywnych określeń na szkołę i naukę, bo badania dowodzą, iż młodzi chcą mieć jak najlepsze wykształcenie i nie mają złudzeń, że można je zdobyć bez wysiłku. Poczciwa "buda" na określenie szkoły to już odległa przeszłość. Dziś o szkole mówi się jako o "karcerze" czy "burdelu". Z kolei grono pedagogiczne to na przykład "pluton egzekucyjny" czy "gang Olsena", a pokój nauczycielski to na przykład "strefa Gazy". - Modne jest obecnie, by podczas rozmowy rzucić jakimś wymyślnym wulgaryzmem. Właściwie każde słowo można nim zastąpić. Niedawno w Internecie znalazłam specjalny kreator bluzgów. Wystarczy wpisać płeć i wiek osoby, której się nie lubi, a odpowiedni program zaproponuje obraźliwe określenia na tę osobę - mówi Ania Geller, uczennica warszawskiego gimnazjum nr 42, redaktorka szkolnej gazetki "Twardziel". Bartek Chaciński, autor "Wyczesanego słownika najmłodszej polszczyzny", uważa, że specyfika wulgaryzmów najbardziej odróżnia język młodzieżowy od dorosłego. Większość nastolatków zdaje sobie doskonale sprawę z tego, w jakich okolicznościach może bluzgów używać. - Młodzież przede wszystkim dba o to, by ci z zewnątrz - nauczyciele czy dorośli - nie mogli jej rozszyfrować. Kiedy opisałem wyrażenie "turlaj dropsa" ("idź sobie", "spadaj"), dla mojej dorosłej siostry było to wielkie odkrycie, podczas gdy dla jej kilkuletniego syna było to dobrze znane określenie - mówi Chaciński. Prof. Zgółkowa właśnie w chęci stworzenia z młodzieżowego języka bariery chroniącej przed dorosłymi upatruje tak wielkiej liczby zapożyczeń z więziennej grypsery (ponad 10 proc. wspólnych słów). Obie te grupy nie chcą być rozumiane przez postronnych.
Bin Laden w Sejmie
Największy wpływ na szkolny i młodzieżowy język mają telewizja i popkultura, a z tej ostatniej głównie hiphopowa muzyka. - Zależność jest taka, że jeśli jakieś słowo brzmi już staro, to nowe bywa najczęściej zapożyczane z hiphopu - zapewnia Chaciński. Krzysztof Kwiatkowski, tegoroczny maturzysta z uznawanego za renomowane II Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, piszący do szkolnego pisma "Biuletyn", podaje przykład upowszechnionego przez rapera Tedego słowa "bauns", które przyjęło się jako określenie imprezy. Także wywodzące się z hip-hopu słowo "ziom" - na określenie kumpla stało się powszechnie używane (poza "ziomem" pojawiły się takie określenia jak "ziomencja", "ziomosław" czy "ziomin"). Raperzy twierdzą z kolei, że to oni zapożyczają słowa z gwary uczniowskiej. - Owszem, muzycy Molesty pierwsi użyli słowa "melanż" na określenie imprezy, ale zwykle bywa odwrotnie. Kiedy słyszę jakieś megaokreślenie, szybko je adaptuję, a ono dzięki muzyce wchodzi do potocznego słownika - mówi Tede. Wpływy popkultury w uczniowskim języku można odnaleźć w takich słowach jak "boyzone" (o gejach - od nazwy popularnego boysbandu), "Elvis" (naiwniak - od gwiazdy rock and rolla), "Cindi" (ładna dziewczyna - od modelki Cindy Crowford) czy "batman" (ksiądz - od filmów nakręconych na podstawie znanego komiksu). Najwyrazistsze ślady w gwarze szkolnej zostawia jednak telewizja. Stąd dyrektor szkoły bywa nazywany "Bin Ladenem" lub "wielkim bratem", woźny - "Mac Gyverem", przerwa to "wc kwadrans", a toaleta "sejmem". Zamiast "jesteś zagrożony" mówi się "jesteś nominowany", a zamiast jedynki dostaje się "Oscara".
Spox bronx
Język młodzieżowy różni od języka starszych pokoleń także przyjazny stosunek do nowych technologii. "Komp" (komputer), "klawira" (klawiatura) czy "net" (Internet) - te określenia brzmią familiarnie, bo młodzież żyje w otoczeniu nowych technologii. To one wpływają na upodobanie do skrótowości. - Nasz język jest skrótowy, bo wymusza to Internet, czaty i gadu-gadu, za których pośrednictwem się kontaktujemy. Trzeba szybko reagować, więc wypracowaliśmy wielką liczbę skrótów - podkreśla Ania Geller. Później te skróty trafiają do języka mówionego. Na przykład MTV ("mnie to wali", czyli jest mi obojętne), ACW ("amator cudzej własności", czyli złodziej) bądź BMW ("bardzo mało włosów", ktoś łysy). Język młodzieżowy charakteryzuje się skrótowością również pod wpływem angielszczyzny, która jest pełna uproszczeń. Przykładami mogą być polskie słowa z angielskimi końcówkami: "dzięx" (zamiast dziękuję), "spox" (zamiast spokojnie) czy "bronx" (piwo). Wbrew pozorom, poza językiem technicznym i rozmaitymi wariacjami wokół słowa "fuck" w powszechnym użyciu nie ma wielu angielskich słów. Zdaniem prof. Zgółkowej, obserwujemy za to zaskakujący powrót rosyjskiego, który jest traktowany jako zabawna egzotyka - mówi się"piatiorka" (przybić piątkę, czyli powitać się) czy "spiczki" (zapałki).
Wypas cool muza
Jeszcze kilka lat temu gwara szkolna czy szerzej młodzieżowa była wyłącznie językiem tego środowiska. Wiele firm i część mediów zorientowały się, że nastolatki są idealnymi klientami, dlatego używają ich słownictwa. "Wypas cool muza" (różnorodna współczesna muzyka) - reklamowała się niedawno jedna z rozgłośni radiowych. Nie trzeba było długo czekać, by użyte w kampaniach reklamowych słowo "wypas" trafiło do języka potocznego. To sprawiło, że przestało być modne wśród młodzieży. Podobnie jak słowo "cool" (w porządku). Wiele firm używa "młodego" języka do kreowania własnego wizerunku, by zerwać ze zbyt poważnym, to znaczy "lamusiarskim" prezentowaniem się. Wiele wskazuje na to, że językowa inwencja polskich nastolatków będzie się rozwijać i coraz więcej tych słów trafi do potocznego języka. Świadczy to o sile polszczyzny, a jeszcze bardziej o nastolatkach. Słowotwórcza siła jakiejś grupy jest wszak przez socjolingwistów uznawana za wyraz dynamiki tej grupy oraz poczucia wolności, w jakim się ona wychowuje.
Mariusz Cieślik
Współpraca: Anita Blinkiewicz
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2009-03-29, 16:05  


niezła szkolna historia
Cytat:
W środku semestru Alan uciekł z liceum. Nie mógł już słuchać, że to z jego winy najlepsi nauczyciele nie będą uczyć jego grupy. Za słabo się uczył? Nie, jest nawet finalistą olimpiady. Szkoła jest słaba? Skąd, to najlepsze liceum w Warszawie! Alan cieszył się z tego jeszcze na początku drugiej klasy. Dopóki nie złożył petycji.

Sukces

W szkole bez sukcesu petycja Alana nie wywołałaby takiego zamieszania. Ale nie w LXVII Liceum im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego przy ul. Mokotowskiej, które w tym roku było najlepsze w Warszawie w rankingu miesięcznika edukacyjnego "Perspektywy". Miesięcznik bierze pod uwagę: skuteczność w rekrutacji na studia, wyniki z matury i zwycięstwa w olimpiadach. "Mokotowska" po raz trzeci jest na pierwszym miejscu, a w czołówce nieprzerwanie od 1999 roku.

Na marcowych Targach Edukacyjnych "Perspektyw" szkoła się promowała tak: jesteśmy pierwsi na liście najlepszych warszawskich liceów, pierwsi w umieszczaniu absolwentów na prawie i pierwsi w umieszczaniu absolwentów na SGH.

"Nie jesteśmy objęci klasyfikacją przez pozostałe uczelnie, ponieważ nasi absolwenci nie podejmują tam studiów" - czytam w najnowszym "Informatorze dla rodziców", broszurze redagowanej przez dyrektora szkoły Krzysztofa Mirowskiego. Dalej dyrektor chwali się, że szkoła zajmuje także pierwsze miejsce w łącznych wynikach matury, ma najwyższą średnią z egzaminów na poziomie rozszerzonym z matematyki, WOS i angielskiego, a z pozostałych przedmiotów na poziomie rozszerzonym (ważnych dla rekrutacji na studia) należy również do ścisłej czołówki.

Na internetowej stronie szkoły "Osiem wspaniałych powodów, dlaczego warto wybrać LXVII LO". Pierwszy punkt brzmi: "Jesteśmy szkołą skuteczną". Następne też dotyczą rankingów, miejsc w konkursach i olimpiadach, a swoją misję szkoła tak określa: "Liceum stanowi przede wszystkim etap przygotowujący do studiów wyższych".

System

Skuteczność jako główny atut szkoły wymieniają też licealiści. Szkoła już realizuje system podobny do tego, który MEN chce wprowadzić za kilka lat we wszystkich liceach: pierwszy rok kształcenia ogólnego, potem przez dwa lata uczeń skupia się wyłącznie na przedmiotach maturalnych, ważnych dla rekrutacji na studia. Tu liczą się języki obce, polski, matematyka, historia, WOS i geografia. Szkoła nie ma specjalizacji z biologii, chemii, fizyki.

- Idę na SGH, na handel zagraniczny, ta szkoła mi to gwarantuje - uśmiecha się pierwszoklasista.

- Nie ukrywamy, że przyjmujemy uczniów, którzy mają ochotę na taki sukces. Ale przecież to jasne, że nie tylko o to nam chodzi - zapewnia nauczyciel historii Jerzy Dybowski.

Żeby ów upragniony sukces uczniom zapewnić, nauczyciele mobilizują ich do ciężkiej pracy.

Dyrektor na chemii stosuje system "Łatwe pytania kończą się na klasówce". To znaczy: nie pisałeś klasówki (nieważne - wagarowałeś czy chorowałeś), musisz ją zaliczyć. Ale dostaniesz pytania na trudniejszym poziomie.

Nauczyciel historii na początku kursu daje uczniom do podpisania zgodę, by wystawiał ocenę semestralną według własnego uznania, a nie ściśle wynikającą ze średniej.

Na WOS jeszcze inaczej: za trzy nieobecności, nawet usprawiedliwione, ocena semestralna leci o cały stopień w dół. Minusy można też dostać za złą odpowiedź (na każdej lekcji każdy uczeń dostaje pytanie) albo za spóźnienie. Przy dłuższej chorobie można negocjować z profesorką anulowanie minusów.

Drugoklasistka: - Trzy minusy łatwo uzbierać. Raz koleżanka przyszła na lekcję z wysoką temperaturą.

Dyrektor i nauczyciele zarzekają się jednak, że w historii szkoły tylko dwóm czy trzem uczniom obniżono w ten sposób ocenę. Większość uczniów zresztą nie ma nic przeciwko systemowi. Trzecioklasista: - Albo ktoś chce się uczyć, albo obijać.

Inna trzecioklasistka: - Oceny przecież nie są ważne. W końcu w ogóle nie liczą się do rekrutacji.

Alan był pierwszym, który odważył się powiedzieć głośno, że mu się system nie podoba.

Petycja

System na WOS nie jest zgodny z prawem oświatowym. Według rozporządzenia MEN z 30 kwietnia 2007 roku "W sprawie warunków i sposobu oceniania..." nieobecności mają wpływ na ocenę, ale tylko z zachowania. Albo w sytuacji, gdy uczeń opuści ponad połowę zajęć (nawet przez chorobę), można go nie klasyfikować. Czyli nie przepuścić do następnej klasy.

Na początku listopada 2008 roku, po dwóch miesiącach zajęć z WOS, Alan doszedł do wniosku, że system jest niesprawiedliwy. Czy można go zmienić? Zapytał nauczycielkę WOS, wychowawczynię i dyrektora szkoły (na internetowym forum uczniowie mogą zadać dyrektorowi pytania). Odpowiedzieli, że nauczyciel ma prawo do własnego systemu oceniania.

Alan napisał więc petycję: "Szanowna pani profesor, zwracamy się z uprzejmą prośbą o odstąpienie od systemu oceniania z przedmiotu WOS, w którym sama nieobecność na lekcjach (w wymiarze mniejszym niż określony przez ustawę) może skutkować obniżeniem oceny semestralnej i końcoworocznej. W naszym odczuciu takie rozwiązanie jest dyskryminacją uczniów chorych lub nieobecnych z innych obiektywnych przyczyn. Jesteśmy świadomi, że niektórzy celowo opuszczają lekcje, ale uważamy, iż przyjęty system krzywdzi wszystkich pozostałych. Naszą prośbę uważamy za przejaw postawy obywatelskiej, której wykształcenie jest elementem wychowania obywatelskiego, czyli jednej z podstaw przedmiotu WOS".

Podpisało 59 uczniów, niemal wszyscy drugoklasiści. - Gdyby podpisów było mniej, w ogóle bym się w to nie bawił - mówi Alan.

Według ministerialnej podstawy programowej do WOS należy "zachęcać uczniów do stosowania demokratycznych procedur w życiu szkoły". Ale nauczycielka WOS Ewa Dybowska w petycji nie dostrzegła demokratycznej procedury.

- Powiedziała, że to nam powinno zależeć, nie jej. Że w grudniu zyskuje prawa emerytalne i w każdej chwili może powiedzieć: "co mnie obchodzi wasza matura". Jak nam się nie podoba, to może nas teraz uczyć "nowoczesnymi" metodami - będziemy sobie czytali podręcznik, bawili się w zabawy grupowe i tak dotrwamy do końca roku - opowiadają uczniowie.

Dostosowała środki do sytuacji

Typowy pokój nauczycielski: małe pomieszczenie, połączone w jeden blat stoliki, kilka krzeseł, meblościanka, pełno fiszek i karteczek, czajnik elektryczny. Przede mną duża sterta prac klasowych w plastikowych koszulkach. Na koniec rozmowy nauczyciel historii Jerzy Dybowski spakuje je do wysłużonej skórzanej teczki i zabierze do sprawdzania w domu. Jest mężem nauczycielki WOS. Ona nie zgodziła się na rozmowę. On się zgodził, pod warunkiem że napiszę "rzetelny tekst", zamiast "epatować opinię publiczną sensacją o uczniu szykanowanym przez najlepszą szkołę w mieście, co jest nieprawdą".

- Dlaczego nauczycielka WOS obraziła się na uczniów za petycję i przestała prowadzić lekcje?

- Nie przestała prowadzić. Dostosowała tylko środki dydaktyczne do innej sytuacji. Przecież uczniowie tą petycją zakwestionowali jej metody.

- Jak to "środki dydaktyczne"? Przecież po prostu zagroziła, że przestanie uczniów przygotowywać do matury.

- Niczym nie groziła. Uprzedziła ich tylko, że w nowych warunkach może osłabnąć skuteczność procesu dydaktycznego.

Tego u nas nie było

- Co złego w tym, że uczniowie piszą petycję?

- Nic. Ale po co petycja w naszej szkole? - odpowiadają niemal chórem Dybowski z dyrektorem Mirowskim. Potem dają przykład: czy gdyby mama ugotowała zupę, której nie lubię, to powiedziałabym jej o tym czy pisałabym petycję?

Dyrektor: - W tej szkole blisko ze sobą współpracujemy, u nas nawet wchodzi się do gabinetu dyrektora z pominięciem sekretariatu. To pierwsza petycja w 18-letniej historii szkoły!

Schowaj honor do kieszeni

Od czasu petycji na WOS w drugiej klasie jedynym zadaniem uczniów było ciche czytanie podręczników. Przestraszyli się. Nie mogą sobie pozwolić na gorsze przygotowanie do matury. Napisali więc drugą petycję, potem trzecią. Że odwołują tę pierwszą. I proszą panią profesor, żeby wróciła do starych metod nauczania, bo taki "system zaowocuje wyższymi wynikami przyszłorocznego egzaminu maturalnego". Nie podpisał tylko Alan i kilkoro innych uczniów.

Pani profesor pozostała jednak nieugięta.

Koledzy zaczęli mówić do Alana: - Nie rozpierdalaj nam szkoły. Albo: - Czasem trzeba schować honor do kieszeni.

Nauczycielom mówili, że tę pierwszą petycję podpisali, bo Alan ich męczył, a nie z przekonania.

- Podpisali pewnie dla psikusa. Ale jak zrozumieli konsekwencje, to się na galowo ubierali, żeby nauczycielka ich znowu uczyła - mówi matka jednego z drugoklasistów. - Ja mojemu synowi powtarzam: trzeba się umieć dostosować do grupy.

Piaskownica

Do akcji wkracza ojciec Alana. Słyszy od dyrektora, że dzieci popełniły błąd i że nauczycielka miała prawo poczuć się urażona.

Zaczyna pisać pisma. Do dyrektora - o wyjaśnienie sytuacji, do rady pedagogicznej - o zajęcie stanowiska, do kuratorium, MEN, wydziału edukacji - o interwencję.

Po trzech tygodniach w uczniowskiej gazetce ukazuje się anonimowy alegoryczny artykuł. Opisuje kłótnię w piaskownicy: dzieci poprosiły jedno z grupy, by wyrzuciło starą foremkę, której większość nie lubiła. Dziecko się obraziło, sypnęło innym piaskiem w oczy i wykrzyczało, że teraz mogą bawić się same. Powiastka kończy się dylematem: przeprosić obrażone dziecko, zgodzić się - dla dobrej jak dotąd zabawy - na tę starą foremkę czy bawić się bez obrażonego dziecka?

W powiastce nie padły nazwiska, nie była też napastliwa. Ale nie z perspektywy nauczycieli.

Dybowscy zagrozili, że przed końcem roku szkolnego odejdą na emeryturę.

Dyrektor napisał wtedy do ojca Alana: "Sytuacja ta napełnia mnie olbrzymim smutkiem, gdyż państwo Dybowscy są wybitnymi nauczycielami i mają olbrzymi udział w sukcesach naszych uczniów. (...) Mam świadomość, że znalezienie następców, którzy będą w stanie kontynuować ich dzieło, jest praktycznie niemożliwe".

I dyrektor, i Dybowski są przekonani, że to ojciec napisał zarówno petycję, jak i artykuł. Dali do zrozumienia uczniom, że jego pismo do kuratorium było donosem.

- To działania ojca eskalowały cały konflikt. Gdyby nam ufał i pozwolił działać, poradzilibyśmy sobie dawno - mówi dyrektor Mirowski.

Nasza praca straciła sens

Dybowscy są filarem liceum przy Mokotowskiej. Zakładali je razem z dyrektorem Mirowskim w 1991 roku. To oni są głównymi autorami sukcesu, czyli największej liczby absolwentów "umieszczonych" na prawie i SGH. Świetnie przygotowują uczniów do matury z przedmiotów wymaganych na obu kierunkach.

- Dlaczego zagroziliście uczniom, że odejdziecie na emeryturę? - pytam nauczyciela.

- "Kto korzysta ze swego prawa, nikogo nie krzywdzi".

- To dlaczego chcieliście odejść akurat w tym momencie?

- Po artykule uznaliśmy, że nasza praca dydaktyczna straciła sens.

- Ale przecież nie był napastliwy, nie było w nim nazwisk. A wolność słowa?

- Wolność słowa to jedno, a odpowiedzialność za słowo drugie.

Po co takie motywacje?

- Wiadomo, że w tej szkole niczego nie da się zmienić. Że ulubione powiedzonko dyrektora to: "Nie podoba się? Papiery w sekretariacie" - mówi trzecioklasistka. - Ale młodsi koledzy demonizują ten system na WOS-ie. Dopiero potem człowiek się przekonuje, że nie ma żadnego wielkiego karania. "Trudne" zaliczenia na chemii też nie są takie trudne. Chemii nikt tu nie zdaje na maturze. Zalicza się ją, byle zaliczyć. Miałam tróję i w ogóle się tym nie ściskałam. Dzięki temu systemowi mamy dla siebie więcej czasu po lekcjach, a z kluczowych przedmiotów jesteśmy do przodu. To co, że coś się nie zgadza z rozporządzeniem? Dla nas najważniejsze, żebyśmy się na studia dostali.

Alan też nie zauważył, żeby kogoś te minusy specjalnie gnębiły. Była może jedna koleżanka, która przyszła do szkoły z wysoką gorączką, i druga, która bała się położyć do łóżka z anginą.

- Nie o to chodziło. Tylko po co nas tak motywować do nauki? My przecież mamy prawie 18 lat - tłumaczy mi drugoklasistka. Drugą petycję jednak podpisała.

Inna klasówka dla Alana

W grudniu, po interwencji ojca, kuratorium nakazuje zmienić system oceniania na WOS. "Zachowanie państwa Dybowskich oraz dyrektora wobec petycji uczniów, a także późniejsze incydenty wskazują na konieczność wzmocnienia nadzoru w obszarze wychowania" - pisze po kontroli wizytatorka.

To tylko zaognia konflikt.

Licealistka, która redagowała uczniowskie szkolne pisemko, rezygnuje z tej funkcji, bo słyszy od nauczycieli, że była nieodpowiedzialna.

Dyrektor Mirowski: - Po co w szkolnej gazetce publikować artykuły jednej osoby? Pismo powinno przedstawiać poglądy całego środowiska.

Odtąd gazetkę prowadzi samorząd uczniowski.

Profesor Dybowska na WOS ostentacyjnie pomija Alana przy zwyczajowym wstępnym odpytywaniu. Profesor Dybowski na klasówce z historii daje Alanowi zupełnie inne pytania niż reszcie klasy. Wszyscy mają trzy pytania, odpowiadają na jedno wybrane, Alan dostaje tylko jedno.

- Dlaczego pan to zrobił? - pytam Dybowskiego. Mówi, że z powodu aktywności ojca chciał być poza wszelkimi zarzutami, więc Alanowi zadał pytania z puli zalecanej przez komisję, która układa matury.

Rada pedagogiczna dopiero w styczniu zaprasza ojca Alana na spotkanie, i to po jego pisemnej prośbie. Rodzic prosi, żeby nie obarczać syna winą za groźbę odejścia nauczycieli i żeby namówić ich do pozostania.

Na stanowisko rady poczeka do połowy lutego. Przeczyta w nim, że "najprostszą metodą wyjaśniania wątpliwości i zapobiegania konfliktom jest rozmowa uczniów bezpośrednio z zainteresowanym nauczycielem", a nie petycje. Że "wybór metody prowadzenia lekcji jest prerogatywą nauczyciela", a Dybowscy nikogo swym odejściem nie krzywdzą, bo "kto korzysta ze swego prawa, nikogo nie krzywdzi".

Zawiodłaś profesora

Dybowscy zgadzają się zostać w szkole. Ale nie chcą już uczyć w grupie Alana. Dybowski tłumaczy to tak: - Praca dydaktyczna ma sens, jeżeli jest zaufanie między nauczycielem, uczniem i rodzicami ucznia. A tu tego zaufania zabrakło.

Dla grupy Alana dyrektor zatrudnia więc nową nauczycielkę. Ale buntują się pozostali uczniowie. Boją się, że nowa profesorka nie przygotuje ich do matury tak dobrze. Większość prosi o przeniesienie do drugiej grupy, w której nadal uczą Dybowscy. Rada pedagogiczna pozwala. I układ jest taki: Alana i cztery uczennice uczy WOS-u i historii nowa nauczycielka, a 38 osób ciśnie się na zajęciach w drugiej grupie, u Dybowskich.

Dziewczyna Alana chce pożyczyć notatki z lekcji Dybowskiego, ale koleżanka jej odmawia: - Zawiodłaś go, byłabym nie fair wobec niego, gdybym ci teraz dawała notatki - mówi.

W "Informatorze" dyrektor pisze, że Dybowscy zrezygnowali z pracy w grupie Alana, ponieważ "niektóre ich działania dydaktyczne i pedagogiczne były odczytywane niezgodnie z intencjami przez niektórych rodziców i uczniów, co stało się niestety przyczyną konfliktu".

Takie stanowisko spowodowało kolejne pisemne protesty ojca. I kolejne interwencje kuratorium. A w końcu ucieczkę Alana ze szkoły.

Zmienić podejście albo szkołę

Mazowiecki wicekurator oświaty Katarzyna Góralska: - W szkole panowała pozorna demokracja. Z jednej strony dyrektor szkoły po partnersku rozmawia z uczniami. A z drugiej taktowna petycja burzy całe funkcjonowanie szkoły.

Kuratorka przyznaje, że do konfliktu doszło dlatego, że szkoła nie zareagowała odpowiednio i na czas na problem Alana. - Dyrektor powinien od razu poważnie rozmawiać z rodzicem chłopca. Sprawa się przedłużała i obu stronom było coraz trudniej dojść do porozumienia.

Kolejne zalecenie kuratorium, z końca lutego, by grupy na WOS i historii były tak samo liczne (na prośbę ojca Alana), trafiło jak kulą w płot.

Dyrektor zrobił równe grupy. Profesor Dybowska wróciła do grupy Alana, ale Dybowskiemu dyrektor pozwolił już w niej nie uczyć. Rodzice drugoklasistów znowu zaprotestowali. Nie pomogła wywiadówka z psychologiem i wizytatorkami. Rodzice nie chcą już słyszeć o petycji i Alanie. Chcą tylko, żeby najskuteczniejszy nauczyciel uczył ich dzieci.

Matka Alana: - Mój syn zrobił coś z przekonania. Teraz się go wdeptuje w ziemię. Chciałabym, żeby ktoś mu wreszcie przyznał rację. Ale nikt w tej szkole nie chce się nawet przyjrzeć faktom.

Pytam dyrektora Mirowskiego, czy uważa, że Alan powinien odejść ze szkoły.

Mirowski: - Ja bym chciał, żeby każdy uczeń w Polsce chodził do szkoły, która mu odpowiada, w której dobrze się czuje. A ojciec Alana napisał, że nie wierzy w moje dobre intencje. Nie śmiem dawać nikomu rad, ale ja nie mógłbym powierzyć swojego dziecka komuś, komu nie ufam...

Jeśli ojciec wszystko odwoła

17 marca, czyli w cztery i pół miesiąca od petycji, odbyło się pierwsze spotkanie ojca Alana i nauczycieli Dybowskich, z dyrektorem, wicekuratorką i dwojgiem innych rodziców.

Rodzice naciskają, by Dybowski wrócił do grupy, która przygotowuje się do matury z historii.

Nauczyciel stawia warunek: ojciec Alana okaże zaufanie do jego metod. I napisze do wszystkich instytucji, które dotąd alarmował sytuacją w szkole, w tym koniecznie do mediów, że sprawa jest pozytywnie załatwiona. Ojciec odmawia.

Ma to jednak drugorzędne znaczenie, bo Alan i tak już nie chce do tej szkoły wrócić. Nazajutrz przystępuje do egzaminu o przyjęcie do jednego z warszawskich liceów społecznych.

W tym miesiącu kuratorium ma sprawdzić, czy szkoła przygotowała nowy program wychowawczy i jak zmienił się system oceniania na WOS.

http://wyborcza.pl/1,7548...ywatelskie.html
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobile and Web Analytics