Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
Ciutadans de Catalunya, ja la tenim aquí!
Josep Guardiola
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: imerr
2007-01-27, 15:36
Ciekawe artykuły
Autor Wiadomość
baixinho 

Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 399/122
Wysłany: 2006-01-18, 12:22  Ciekawe artykuły


temat dobrze znany, ode mnie art - przestroga dla Raijna :) a dla inynch ciekawa informacja

Cytat:
Strony WWW oceniamy w... 50 milisekund

Daniel Cieślak
17 stycznia 2006 09:13
PC World Komputer
Internauci oceniają jakość niewidzianych wcześniej stron WWW w 50 milisekund - dowiedli naukowcy z Carleton University w Kanadzie. Członkowie zespołu badającego reakcje internautów przyznają, że sami byli zaskoczeni takim wynikiem, ponieważ spodziewali się, że pierwsze ocenianie strony trwa co najmniej 10 razy dłużej.

"Z naszych badań wynika, że przeciętny internauta potrzebuje ok. 50 milisekund by ocenić czy dana strona mu się podoba, czy nie. Oznacza to, że projektanci stron mają zaledwie jedną dwudziestą sekundy na zrobienie na użytkowniku dobrego wrażenia" - czytamy w raporcie opublikowanym w magazynie "Behaviour & Information Technology".

W badaniu brały udział dwie grupy internautów - członkowie pierwszej z nich mogli do woli oglądać ocenianą stronę WWW. Osobom przypisanym do drugiej grupy wyświetlano je tylko na 50 milisekund. Później wszystkich poproszono o krótkie opinie na temat prezentowanych stron. Okazało się, że opinie członków obu grup były właściwie identyczne - większości badanych podobały się te same strony.

Naukowcy podkreślają, że wyniki ich badań stanowią bardzo cenną informację dla projektantów stron WWW. Okazuje się bowiem, że jeśli internauta uzna, że dana strona mu się podoba, to życzliwiej będzie oceniał jej zawartość merytoryczną. Jeśli pierwsze wrażenie będzie negatywne, to bardzo prawdopodobne jest, że źle oceniona zostanie również zawartość strony. Według naukowców z Carleton University wynika to z faktu, że lubimy mieć rację - jeśli więc początkowo oceniliśmy jakąś stronę pozytywnie, to będziemy chcieli potwierdzać tę decyzję - odwiedzając ją w przyszłości. Jeśli zaś strona będzie w naszej opinii brzydka, to bardzo prawdopodobne jest, że już na nią nie zajrzymy (niezależnie od jej zawartości).
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 34
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/441
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2006-01-19, 13:02  Białystok: Blok z Alternatywy 4 na jawie


Gospodarz domu nad wszystkim czuwa, ale i wymaga. Każda rodzina ma przez miesiąc sprzątać klatkę schodową, zimą odśnieżać, latem kosić trawniki i codziennie podpisywać listę porządkową. Dywany można trzepać tylko od godziny 10 do 19. Za to trzeba płacić czynsz trzy razy większy niż normalnie.

Za krnąbrność właściciel odcina ciepłą wodę. To nie odcinek kultowego serialu "Alternatywy 4", ale koszmarna rzeczywistość. Tak żyje 26 rodzin z bloku przy ul. Celowniczej 37 w Białymstoku. I podobnie jak lokatorom z filmu wcale im nie do śmiechu. Zmorą jest nowy właściciel budynku Jan Polakowski. Wzorem ciecia Anioła kamienicznik odgraża się: - Ja uważam, że tak trzeba, i tak będzie! A jak się komuś nie podoba, to eksmisja. I wprowadza absurdalne porządki.

Ludzie jak meble

- Nie mam siły, żeby dyżurować jako sprzątaczka - żali się rencistka Teresa Korol spod "9". Za to, że nie chce ze ścierką biegać po klatce schodowej, od dwóch tygodni nie ma ciepłej wody. Do mycia gotuje ją w wielkim garnku. Tak jak inni sąsiedzi. Bliźniaki Andrzeja Koronieckiego spod "1" chodzą do szkoły sportowej i wracają do domu spocone. Matka przez cały dzień uwija się z garami. Grażyna Samojlik zwróciła uwagę administratorowi, że to poniżające. Potem odebrała telefon od właściciela: - No, to się pani doigrała, będzie eksmisja.

A miało być tak pięknie. W 1998 r. pracownicy Białostockiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego zamieszkali w nowym bloku zakładowym. Trzy lata temu "Przemysłówka" upadła, majątek przejął syndyk i podwyższył czynsz. Nie to było jednak najgorsze. Bez wiedzy mieszkańców rozwiązał z nimi umowy i za ich plecami - jak twierdzą - sprzedał blok na przetargu.

Regulamin Porządku Domowego

W ubiegłym roku do lokatorów trafiło pisemko, że nowym właścicielem bloku jest firma Wand-Pol z Zambrowa. Przez trzy miesiące gospodarz się nie pokazywał. W listopadzie zaczął ostre rządy. Nie zawierał umów, wystarczyło mu wysłane pocztą rozporządzenie, którym podniósł czynsze od grudnia. Za lokal o powierzchni 45,5 mkw. - z 436 do 910 zł. Mieszkania większe, 60-metrowe, osiągnęły niespotykane w Białymstoku ceny 1,1 tys. zł miesięcznie.

W gablotach na klatkach schodowych pojawiły się zaś lokatorskie grafiki z dyżurami przy sprzątaniu klatek, posesji przed blokiem i garażami. Sprzątający muszą sami kupować środki czystości, a po dyżurze wpisywać się na listę i podawać godzinę skończenia sprzątania. Jeśli ktoś się miga, Polakowski obciąża go fakturą za sprzątanie na 120 zł. W "Regulaminie Porządku Domowego" znalazł się też np. taki punkt: "Zabrania się używania sygnałów dźwiękowych przez pojazdy samochodowe". Na przełomie grudnia i stycznia "Anioł" przespacerował się po mieszkaniach niezadowolonych lokatorów, którzy płacą po staremu. Tu postraszył, że wyrzuci na bruk, tam, że kłódkę na wodę i ogrzewanie założy. Nie blefował. 10 stycznia zakręcił ciepłą wodę. Zdesperowani mieszkańcy poszli do prokuratury.

- Przecież nie można z nas robić roboli i jeszcze karać za to, że się nie chce wykonać poleceń. I te wysokie czynsze! - mówi jeden ze wzburzonych lokatorów.

Jan Polakowski nic niewłaściwego w swoim zachowaniu nie widzi: - W spółdzielni czy we wspólnocie właścicielami są mieszkańcy. A tutaj - nie. Dlatego muszą respektować mój regulamin. Bo ten budynek jest moją własnością - tłumaczy nam powoli, dobitnie zasady gospodarki rynkowej. Przy kolejnym pytaniu krzyczy i rzuca słuchawkę.

Polakowski jest znanym w Zambrowie (małym miasteczku koło Łomży) biznesmenem. Dostał od burmistrza statuetkę Żubra za sukcesy i hojny sponsoring. Pewnie dlatego myśli, że wszystko mu wolno.



tablica ogłoszeń :D

gazeta.pl
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Schumack 


Wiek: 32
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 224/381
Wysłany: 2006-01-19, 13:25  


ciekawy wywiad z Januszem Korwin-Mikke

http://serwisy.gazeta.pl/...05,3116930.html

niektóre texty są mocne :P
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
RaVeN 


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2006
Postawił 2 piw(a)
Skąd: Oxfordshire
Wysłany: 2006-01-22, 13:02  


Piłkarscy niewolnicy
_________________
<Rave last.fm>

'The small victories
The cankers and medallions
<<<The little nothings>>>
They keep me thinking
That someday
I might beat you
But I'll just keep my mouth shut'
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
melvin 
wymazany


Wiek: 43
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 329/272
Wysłany: 2006-01-23, 21:50  


Jako, że pojawiły się pytania co wspólnego ma Ajax Amsterdam z państwem Izrael, z Gwiazdą Dawida i w ogóle z Żydami to wklejam artykuł, który wyjaśni wszystkie niejasności w tym temacie. Zainteresowanych zapraszam do lektury :

Cytat:
(źródło: "Rzeczpospolita" 22.05.03 /autor: Grzegorz Rejowski/)

Potęga Ajaksu nie byłaby możliwa bez pieniędzy żydowskich biznesmenów, którzy przetrwali wojnę. Kiedy w Holandii zezwolono w 1954 roku na profesjonalizm w piłce nożnej, to oni utrzymywali klub.

Żydzi, Żydzi - wołają na kibiców Ajaksu Amsterdam fani innych drużyn. To, co w ich zamiarze ma być obelgą, kibice Ajaksu uważają za powód do chwały i dumy. - Tak, jesteśmy Żydami - odpowiadają, choć prawdziwych Żydów jest wśród nich bardzo mało. Dlaczego Ajax uchodzi w Europie za klub żydowski? Odpowiedź na to pytanie przynosi książka Simona Kupera "Ajax, Żydzi, Holandia".

Ajax powstał w 1900 roku. Amsterdam był wtedy jednym z większych skupisk Żydów w Europie. Po wielu perypetiach ze znalezieniem miejsca klub zbudował swój stadion we wschodnim Amsterdamie, gdzie żyła także diaspora żydowska. Każda dzielnica Amsterdamu miała wtedy swoją ulubioną drużynę. Blauw-Wit był klubem południowej części miasta, DWS - zachodniej, De Volewijckers - północnej, a Ajax - wschodniej. Kiedy Rinus Michels, późniejszy trener Ajaksu i reprezentacji Holandii, w dzieciństwie szedł na stadion Ajaksu, jego ojciec mówił, że idą do Żydów. Rebe Mayer de Hond, malarz pochodzący z biednej żydowskiej rodziny (zginął w Sobiborze w 1943 roku), skarżył się, że wielu jego rodaków bardziej niż o synagogę martwi się wynikami Ajaksu.

Klub klasy średniej

Rozgraniczanie narodowościowe kibiców nie miało wtedy wielkiego sensu. Holenderscy Żydzi byli zasymilowani i chwalili sobie życie w tolerancyjnej Holandii. Żydzi ze wschodniego Amsterdamu kibicowali Ajaksowi, ale niewielu było członkami klubu (wśród nich był Mozes van Praag - ojciec Jaapa, prezesa Ajaksu w latach 1964 - 1978, i dziadek obecnego prezesa Michaela). Większości nie było stać na opłacanie składki. Ajax uchodził za klub klasy średniej, a Żydzi nie byli tak bogaci jak przeciętni amsterdamczycy. Nawet jeśli przyjąć geograficzne rozgraniczenie sympatii kibiców do klubów w Amsterdamie, teza o szczególnej więzi Ajaksu z Żydami jest podważana. Wielu spośród nich kibicowało bowiem Blauw-Wit. Niebiesko-białe barwy tego klubu przypominały flagę Izraela.

W przedwojennym Amsterdamie było też co najmniej pięć amatorskich klubów założonych przez Żydów. W 1939 roku odbył się mecz pomiędzy drużyną AED a klubem APGS, który był reprezentacją policji. AED wygrał, a dopingowały go tysiące mieszkańców dzielnicy żydowskiej. W klubie tym grał ojciec słynnego Sjaaka Swaarta - podpory złotego Ajaksu z przełomu lat 60. i 70. W roku 1942 niektórzy piłkarze-policjanci konwojowali transporty Żydów do obozu w Westerbork, z którego potem kierowano ich do obozów zagłady we wschodniej Europie. Byli wśród nich piłkarze AED...

Eddy Hammel

W 1938 roku po raz pierwszy nad stadionem De Meer zawisła flaga ze swastyką. Ajax grał mecz z Admirą Wiedeń. Kiedy Austriacy wznieśli ręce w faszystowskim pozdrowieniu, publiczność zaczęła gwizdać, a część widzów opuściła stadion. Gdy w 1940 roku do Holandii weszli Niemcy, nie od razu zaczęli dyskryminować Żydów. Nie zakazali też, jak w Europie Wschodniej, rozgrywek ligowych. Władze Ajaksu udostępniały nawet swe obiekty niemieckim żołnierzom i pobierały z tego tytułu opłaty.

Kiedy w 1941 roku wprowadzono ograniczenia dla Żydów w życiu publicznym, kluby holenderskie wydaliły swych żydowskich członków. Konformizm, posłuch i zaufanie do władz cechujące Holendrów ułatwiały Niemcom ich politykę wobec Żydów. Ogólnej oceny zachowania Holendrów nie zmienia nawet strajk w obronie prześladowanych w lutym 1941 w Amsterdamie. Ze 140 tysięcy Żydów holenderskich w czasie wojny zostało zgładzonych ponad 100 tysięcy.

Członkowie klubu, w którym przed wojną spotykali się chrześcijanie i Żydzi, sprawdzili się w godzinie próby. Wśród nielicznych ocalałych Żydów z Amsterdamu było kilku późniejszych działaczy Ajaksu. Jaap van Praag, Jopie Schelvis, Johnny Roeg przeżyli dzięki pomocy swych przyjaciół z klubu, którzy ukrywali ich. Leo Horn, kibic Ajaksu i były sędzia piłkarski, ukrywał się u Kukiego Krola, ojca Ruuda, znakomitego obrońcy Ajaksu i reprezentacji Holandii. Ruud Krol jest obecnie drugim trenerem swego macierzystego klubu.

Po wojnie Ajax jakby chciał wymazać z pamięci swych żydowskich członków. W 1946 roku w wydawnictwie przygotowanym z okazji zdobycia tytułu mistrzowskiego nie wspomniano ani słowem o sześciu żydowskich członkach klubu, zamordowanych w czasie wojny. W Brzezince zginął m.in. Eddy Hammel - świetny skrzydłowy w latach 20. Najstarsi kibice mówią, że przypominał Davida Beckhama.

Po wojnie w Ajaksie grał wciąż Jaap Hoordijk, który splamił się w czasie wojny grą w niemieckim klubie. Przed każdym meczem salutował "Sieg Heil". Wskazując takie przykłady Simon Kuper walczy z dobrym samopoczuciem Holendrów po II wojnie światowej. Uważają oni swoją postawę za nieskazitelną. Kuper jest zdania, że w stosunku do Żydów Holendrzy zachowywali się podczas okupacji przeciętnie, a opinie o ich bohaterstwie są przesadzone.

Caransajax

Wielki Ajax z przełomu lat 60. i 70. był po części ukształtowany przez tragedię holokaustu. Sjaak Swart, legendarny skrzydłowy, mówił w wywiadzie dla "Nieuw Israelietisch Weekblad": "Mój ojciec miał 7 braci. Bracia, siostra i rodzice mojego ojca zostali wywiezieni". W pamiątkowej księdze "In Memoriam" rodzinie Van Praag poświęcono pięć stron. Salo Muller, masażysta Ajaksu i jego dobry duch, w wieku 6 lat widział, jak Niemcy zabierają jego rodziców. Bennie Muller, obrońca w latach 60., mówi, że około 150 jego krewnych zostało zamordowanych. Późniejszy sponsor klubu Maup Caransa ocalał tylko dzięki małżeństwu z chrześcijanką.

Potęga Ajaksu w latach 60. nie byłaby możliwa bez pieniędzy żydowskich biznesmenów, którzy przetrwali wojnę. Chcieli oni jak najszybciej zapomnieć o tragicznych przeżyciach. Sposobem na to było rzucenie się w wir pracy. W krótkim czasie Caransa, Jaap van Praag, Appie Plotske, George Hoorn, Jaapie Kroonenberg dorobili się ogromnych majątków. Pokolenie to nazwane zostało breslauerami - od nazwiska bohatera noweli "Supertex" autorstwa Leona de Wintera. To dążenie do finansowej potęgi podyktowane było wspomnieniami wojennymi. Pieniądze często pomagały uniknąć prześladowań.

Wszyscy dobroczyńcy Ajaksu pochodzenia żydowskiego byli modelowymi "Breslauerami". Kiedy w Holandii zezwolono w 1954 roku na profesjonalizm w piłce nożnej, to oni utrzymywali klub.

Pomoc polegała m.in. na zatrudnianiu czołowych piłkarzy na etatach (m. in. Ruud Krol i Piet Keizer). Sfinansowali też sprowadzenie kilku piłkarzy. Co ciekawe, dobroczyńcami klubu byli też bracia Wim i Freek van der Meyden, którzy dorobili się fortuny, budując w czasie wojny schrony dla Niemców. Jeszcze jedno świadectwo obalające tezę o "żydowskości" Ajaksu.

Jak dużo zainwestowali "Breslauerowie" i Van der Meydenowie w klub, nie wiadomo. Były to chyba spore sumy, skoro w latach 60. mówiono "Caransajax" - czyli Ajax Maupa Caransy. Finansowa potęga przyciągała młode talenty. Piłkarze znajdowali bowiem pracę w przedsiębiorstwach sponsorów. Inne kluby w Amsterdamie, których kibicami byli głównie robotnicy, od połowy lat 60. podupadały.

Żydowskie derby

Swaart, świetny skrzydłowy, był za szybki dla obrońców. Swą złość wyładowywali czasami obrażając go antysemickimi wyzwiskami, choć według prawa rabinicznego nie był Żydem. Jedynym graczem Ajaksu, który oficjalnie mówił o sobie "jestem Żydem", był Bennie Muller. W styczniu 1965 roku, w derbach Amsterdamu DWS - Ajax, bramkarz Jan Jongbloed (reprezentant Holandii podczas MŚ w latach 1974 i 1978) obraził Mullera. Sprawa stała się głośna i znalazła finał w holenderskim związku piłki nożnej (KNVB). Zadecydowano tam o dyskwalifikacji Jongbloeda na dwa mecze. Znacznie ważniejszą konsekwencją rozprawy było upowszechnienie opinii, że Ajax to klub żydowski.

Drugi herb

Kiedy w latach 70. pojawiło się w Holandii zorganizowane stadionowe chuligaństwo, fani innych klubów, zwłaszcza największych rywali Ajaksu (Feyenoord, ADO Den Haag, FC Utrecht), zaczęli wykrzykiwać pod adresem kibiców i piłkarzy z Amsterdamu hasła antysemickie. W połowie lat 70. chuligani używali symboliki hitlerowskiej. Pojawiły się też okrzyki "Śmierć Żydom", a kibice Feyenoordu, sycząc, imitowali odgłos wpuszczania gazu do komory gazowej!

Przekora, duma, świadomość, że klub zawsze był miejscem spotkań ponad podziałami, kosmopolityzm Amsterdamu sprawiły, że kibice Ajaksu przestali tolerować to, co na innych stadionach jest haniebną normą. Na jednej ze stron internetowych, dokumentują fotograficznie przykłady nagannych zachowań. Na stadionie ArenA gwiazda Dawida jest właściwie drugim herbem klubu.

Ostatnio, podczas meczu Ligi Mistrzów z Valencią, najbardziej zagorzali fani z sektora "F-Side" rozwinęli ogromną flagę Izraela. Kiedy Ajax zmierzył się w 1999 roku w Pucharze UEFA z Hapoelem Hajfa, w Amsterdamie "F-Siderzy" zgotowali gościom owację. Prezes izraelskiego klubu mówił o "żydowskich" derbach, a Ajax określił jako "naszych braci z Amsterdamu". Trener gości, Eli Gutman, był wzruszony i wspominał, że kilka lat wcześniej w Valencii jego drużynę przywitał transparent ze swastyką.

Holenderska Liga Przeciw Antysemityzmowi (STIBA) zapoczątkowała kampanię przeciwko zachowaniom antysemickim na stadionach. Doprowadziła do ukarania sprawców najbardziej głośnych wybryków. Władze Feyenoordu zaapelowały do swoich kibiców o zaprzestanie śpiewania antysemickich piosenek. Odniosło to częściowy skutek. Teraz kibice największego rywala Ajaksu przenieśli rywalizację na arenę międzynarodową. W odpowiedzi na flagi izraelskie na Arenie eksponują flagi Palestyny i skandują "Hamas, Hamas". Ten antysemityzm jest zazwyczaj deklaratywny - wielu z tych młodych ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy ze znaczenia słowa Żyd.

Cruyff ratował Annę Frank

W Izraelu Holendrzy cieszą się dużą sympatią. Mimo że inni zrobili więcej w czasie wojny, by uratować Żydów, za bohaterstwo uwielbiani są Holendrzy, którzy z tego zbyt różowego obrazu zdają sobie sprawę. Kiedy królowa Beatrix przemawiała w 1995 roku w Knesecie stwierdziła, że w czasie wojny wśród Holendrów, oprócz bohaterów, byli także tchórze. Jej przemówienie zostało odebrane bardzo przychylnie. W Izraelu pamięta się, że kiedy w 1973 roku wybuchła wojna Yom Kippur, tylko dwa państwa bezwarunkowo poparły Izrael: USA i Holandia. Ponieważ reprezentacja Izraela nie uczestniczy w największych imprezach piłkarskich, wielu Żydów kibicuje Holendrom - drużyna z lat 70. została w sercach wielu Izraelczyków. Przyczyną tego jest sportowa rywalizacja Holendrów z Niemcami, którzy na liście sympatii społecznych plasują się na jednym z ostatnich miejsc. Saggie Cohen, ekspert piłkarski w Izraelu, żartował nawet, że w jego kraju panuje przekonanie, że to Cruyff ratował Annę Frank.

Oblężona twierdza

Władze Ajaksu twierdzą, że na stadionach nie można nadużywać symboli religijnych i politycznych. Prezesi i fani innych klubów, szukając łatwego usprawiedliwienia wybryków, argumentują, że nazywając siebie Joden kibice Ajaksu sami prowokują zachowania antysemickie. Oczywiście, fani Ajaksu nie są bez skazy. W 1997 roku w bitwie z kibicami Feyenoordu zginął człowiek. Czyniąc z gwiazdy Dawida swój sztandar, zwolennicy Ajaksu prowokują rywali, których nienawiść wzmacnia ich więź. Działa tu mechanizm oblężonej twierdzy.

Podobnie jest w Anglii, gdzie swą "żydowskość" manifestują kibice Tottenhamu Hotspur. W Holandii na podobnych zasadach funkcjonują kibice małego prowincjonalnego klubu De Graafschap Doetinchem. Nazywają siebie Superboeren, co można przetłumaczyć jako "superwieśniacy". "Boeren" to obraźliwe określenie ludzi, którzy nie mieszkają w "Randstad" - najbardziej zurbanizowanej części Holandii. Także w Polsce, mamy pierwszy objaw działania tego mechanizmu. Jedna z grup kibiców Cracovii nazwała się Jude Gang. Niestety, z walką z antysemityzmem ma to niewiele wspólnego
_________________
człowiek drugiego sortu
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Latin 
Semper fidelis


Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Chrzanów
Wysłany: 2006-01-23, 22:17  



:cfaniak:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
mroo 


Wiek: 37
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 745/725
Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-01-23, 22:38  


jak chcesz to mam gdzies lepsze zdjecie tego

wieksze zblizenie

swoja droga, pomysl genialny :D
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Latin 
Semper fidelis


Wiek: 36
Dołączył: 17 Sty 2006
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Chrzanów
Wysłany: 2006-01-23, 23:46  


Tez mam,ale nie chciałem rozwalać forum: FOTO1 FOTO2 FOTO3

To było po tej całej akcji PZPN z oskarżaniem kibiców Wisły o antysemityzm :|
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
beneras 
fuck system


Wiek: 32
Dołączył: 18 Sty 2006
Piwa: 24/19
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2006-01-25, 14:22  


http://www.chelsea.pl/pub...=show_all&no=51

dosyc ciekawy wywiad z fanem chelsea,jest wspominka o polakach jako najbardziej porabanych kibicach.
_________________
nie lubie lamusow,choc to na nich sie zarabia
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
CnK 


Wiek: 33
Dołączył: 22 Sty 2006
Piwa: 57/88
Skąd: Przasnysz
Wysłany: 2006-01-25, 14:55  


jak dla mnei to koleś trochę koloryzuje, kogo to nie przegonili itp, ale generalnie 'ciekawy artykuł'...
_________________
"Nie przybywam tu w glorii wielkiego zawodnika, przybywam tu by z pokorą uczyć się gry"- Thierry Henry
"Wolę grać pięć minut dla Barçy, niż 90 dla innej drużyny"- Andres Iniesta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
melvin 
wymazany


Wiek: 43
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 329/272
Wysłany: 2006-01-27, 13:18  


Nie taki Małysz fajny jak się okazuje:

Mały wąsiaty szntażysta :P
_________________
człowiek drugiego sortu
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Bruce 
kitsch


Wiek: 33
Dołączył: 20 Sty 2006
Piwa: 567/647
Skąd: Toruń
Wysłany: 2006-03-15, 00:00  


Cytat:
Oszukała mnie banda polskich decydentów! - te słowa toruńskiego bezrobotnego stały się hitem. A ich autor gwiazdą internetu.

Cygan - ogorzała twarz, duża pewność siebie. Status? Bezrobotny. Adres? Rozsypująca się klitka przy ul. Poznańskiej. Ale za to znają go wszyscy bywalcy toruńskich pubów i nocnych lokali. Sławny stał się po amatorskim filmie, który umieszczono w sieci. Udziela wywiadunaul. Chełmińskiej. Ze złością wyrzuca z siebie wszystkie frustracje. Opowiada, jak został oszukany: ciężko pracował, a teraz ma 500 zł renty. I na dodatek nosi ciężką reklamę na plecach. W geście protestu przeciwko wyzyskiwaniu (Nie opłaca się pracowaćza kilka złotych na godzinę! - krzyczy) zrzuca ją z siebie.

Paweł Rzekanowski: Porozmawiamy?
Cygan: A po co? Co chwilę wszyscy chcą ze mnąrozmawiać. A nawet piwa nie postawią!

Wywiadów udzielasz tylko pod takim warunkiem?
- A co?! Piwo zresztą konkretne musi być. Z duszą. Setkę wlejesz? No i jeszcze papierosy. Jakieś lepsze. Wiele nie wymagam.

Wiesz, że jesteś sławnym człowiekiem?
- Wiem. Ale ja się tym ani nie szczycę, ani nie jestem zadowolony. Mnie to zupełnie nie jest na rękę. Męczy taka sława. Podchodzą, chcą zdjęć, autografów, ciągle dupę trują. A ja z tego nie mam pieniędzy. A co to za sława bez pieniędzy? A słyszałeś kiedyś o sławnej osobie bez pieniędzy? Jakoś głupio tak. Sławny, a nic nie ma.

Dużo osób cię zaczepia?
- Mnóstwo. Ostatnio byli jacyś Irlandczycy, ktoś z Portugalii chciał zdjęcie. Ja nie wiem, to Polak tak tłumaczył. Ale ja chrzanię! Dlaczego ja nic z tego nawet nie mam?

A czujesz się sławny?
- No w sumie nie wiem. Już zaczynają za mną chodzić ludzie. Co chwilę zaczepiają mnie jacyś młodzieńcy, coś wołają, pokazują palcami. Mówią, że mądrze powiedziałem, że jestem bardzo medialny.

Dobrze być rozpoznawanym na ulicy?
- Mnie to męczy! Co chwilę mam komuś coś tłumaczyć. Policja i straż miejska się mnie czepiają.

Bo na nich nawrzeszczałeś na filmie.
- A co miałem zrobić? Powiedziałem to, co wszyscy myślą, ale nie chcą tego powiedzieć głośno.

Ludzie twierdzą, że nikt jeszcze tak otwarcie nie opowiedział o tym, co boli Polaków.
- Ktoś musiał kiedyś w końcu powiedzieć, nie? Ile można mieć pysk zamknięty? Jak ktoś ma normalne życie, to siedzi cicho, ale mi wszystko jedno. Kto mi coś może za to zrobić? Słuchaj, nie podoba mi się ten kraj. Mamy coraz większy bajzel. Totalny! Renty, emerytury są żałosne. Na przykład ja. Jestem rencistą. Nie starcza mi na opłaty. Jest gorzej niż źle.

Ile musiałbyś mieć miesięcznie, aby być zadowolony?
- Ja swoje wypracowałem! Nikt mi nic nie musi dawać dodatkowo. Chcę swoje. Przez 35 lat robiłem uczciwie. Wypracowałem 1500 zł, a dostałem teraz 500? Dlaczego? Jedną trzecią tego, co wypracowałem? Ktoś moje pieniądze wziął!

Kto?
- No kto? Decydenci! Ci posłowie, senatorowie, cała ta władza! Ja nie wziąłem.

Gdzie pracowałeś?
- W różnych firmach. Byłem nawet na trzech kontraktach, Austria, Szwajcaria, Ukraina... Światowo było.

Jak naprawić Polskę?
- Polski nie naprawi już żaden prezydent, żaden premier. Za daleko weszliśmy w bagno nieporządku. Potrzeba radykalnych środków. Szansa może pojawić się w dyktaturze. Ja dużo gazet czytam. Orientuję się w polityce. Wiem, kto co zrobił, kto co kombinuje. I dlatego dla Polski widzę już tylko dyktaturę.

Ale to groźne!
- Zapytaj ludzi na ulicy, czy chcą demokracji! Ale pytaj nie tych posłów, senatorów, a tylko takich jak ja. Powiedzą ci, że potrzeba dyktatora. Jeden mówi, reszta słucha - tak byłoby najlepiej. Tylko że władzę musi mieć ktoś rozsądny. Żeby nie był oszołomem. Za mądrych królów polskich był porządek, bo jak on coś mówił, to reszta go słuchała.

Który polski polityk nadawałby się na dyktatora?
- Widzę kilku. Na przykład Tusk.

Przecież on jest zaprzeczeniem takiej władzy absolutnej.
- Dlatego wiem, że nie będzie nic kombinował. To byłaby taka zdrowa dyktatura.

Co powiedziałbyś tym, którzy na forach internetowych twierdzą, że byłbyś dobrym prezydentem?
- Ja? W ogóle nie próbuję kandydować. Ale jak już pytasz, to ja wolałbym królem Polski zostać. Prezydent mnie nie satysfakcjonuje. W ogóle to kiepska fucha, nic nie znaczy. Po co ktoś taki, jak jest tylko po to, żeby się pokazywać? W Polsce to człowiek bezradny. Nie ma żadnej władzy. Albo wetuje, albo nie. Toż to ciepła posadka.

Internet dał ci sławę.

- Za ten film, co to wszyscy tak oglądają, ktoś powinien mi zapłacić. Ja go nie autoryzowałem, niczego nie podpisywałem. Pewnie gdyby to teraz gdzieś rzucił... Może ten... Strasburg... To bym sobie masę kasy załatwił. Bez mojego pozwolenia puścili to!

Wiesz, że chcą o tobie nakręcić film?
- Słyszałem. Zgodziłbym się wystąpić, ale pod moją cenzurą. Żeby jakiejś baśni nie było. Ja mam ciekawe życie, autobiograficzny by można nakręcić. Mam 52 lata, mógłby się znaleźć cały mój życiorys.

Dlaczego zrobiłeś się taki sławny?
- Pojawił się w końcu jeden, co powiedział wszystko ostro. Bo powiedziałem prawdę. I to z różnymi epitetami. Ale prawdę.

Rzuciłeś wtedy pracę.
- I nie wróciłem. Jak już raz rzuciłem, to nie będę wracał. Drugi raz nie będę. Zrobiłem to ostentacyjnie.

Dlatego zdeptałeś reklamę, którą nosiłeś?

- Bo to poniżej mojej godności. Trzy złote za godzinę? Ludzie nie powinni się na to godzić.

I co teraz robisz?
- Żyję, jak żyję, z tej mojej cienkiej renty. Żebrzę.

Praca uwłacza, a żebranie na ulicy już nie?
- Ja nachalny nie jestem. Lepiej się czuję, jak ktoś mi da trochę z dobrego serca, niż jak mam pracować, nosić ciężką dyktę za śmieszne pieniądze.

Zostaje ci renta.
- Co z tego, jak mi połowę zabiera izba wytrzeźwień? Pokazali mi obecne zadłużenie. Sto dwadzieścia milionów.

To niemożliwe.
- No, tak. Teraz jak inaczej się liczy, to wychodzi dwanaście tysięcy. Na tyle jestem zadłużony w izbie. Jak izba zabierze mi 200, to ile zostaje? Co mam z tym zrobić? Upić się można tylko.

Pijesz codziennie?
- A skąd? Myślisz, że mam za co pić? Czasami zabierają mnie z przyzwyczajenia. To moja zmora. Idę, nic nie wypiłem, ale kiedy mnie tam zabierają, to myślą, że też jestem zalany. I później mówią, że jestem im tyle pieniędzy winny. To nie kraj demokracji, ale kraj niewoli. Nie mam za co pić. Czasami dwa piwa, ale jestem po nich trzeźwy. Kiedyś wypijałem i cztery i mogłem pracować. Zawodowo. Jako elektryk. I to na różnych napięciach - i niskich, i wysokich.

Podłączałeś kable w zakładach po czterech piwach?
- A piwo jest jakimś wyskokowym napojem? Jest napojem łagodzącym. Chłodzącym. Ma niską zawartość alkoholu. Jakby ktoś w robocie rąbał ze trzy flaszki wódy, to byłby pijany. Ale po dwóch piwach?

A nie chciałbyś wrócić teraz do swojej pracy?

- Pewnie żebym chciał. Pewnie dałbym radę, bo szybko się uczę, a dużo pamiętam. Jak ktoś w prądzie robi, to już tego nie zapomina.

Jest sporo ogłoszeń, że potrzeba elektryków.

- Ale ja za trzy złote nie pójdę do roboty. Tyle za godzinę dostawać? To mi się nie opłaca.

A gdyby ktoś teraz zaproponował, że dostaniesz więcej, ale znów za noszenie dykty na ulicy?
- Ta reklama była źle skonstruowana. Już bym jej nie nosił i nawet za 10 złotych. Jak już raz ją rzuciłem o ziemię, to już jej nie podniosę. Swój honor trzeba mieć.

Jak spędzasz przeciętny dzień?
- To jest szablon. Ja nocą chodzę. A w dzień odsypiam. Mam rentę, to nie muszę do pracy wstawać. To sobie wstanę codziennie tak koło 14 czy 15. Toaletę poranną sobie jakąś robię. Ale teraz nie, bo mnie nawet zimna woda zamarzła. Chałupa niedogrzewana, to w rurach stanęło. W sumie jestem bez wody, bez prądu i niedługo gaz wyłączą, bo im nie płacę.

I co wtedy zrobisz? Będziesz siedział w takim mieszkaniu?
- Nie. Trzeba być mądrym! Jak trzeba, to się zawsze coś wymyśli. Kumpel mi oferuje przyczepkę kempingową. To by mi wystarczyło. I tak będę miał lepiej niż w schronisku. Jestem alkoholikiem, tego się nie wstydzę. Dlatego do schroniska nie idę, bo po co ktoś ma mieć przeze mnie problemy? Sam się sobą zajmę.

Masz przyjaciół?

- Mam. Przyjaciół można mieć dwóch, trzech góra. Nadmiar przyjaciół szkodzi. Jestem sam. Żona odeszła, dzieciaki się odłączyły, to jestem samiutki. Mam tylko koty.

Jak wspominasz dzieciństwo?

- Byłem wychowany w ostrych warunkach. Nikt się nie cackał. Matka mnie kochała, a ojciec wychowywał. Za komuny dzieciaki nie biegały po nocach, a teraz ciągle je słychać, bo szukają pokarmu, pieniędzy. Rodziny są zdegenerowane. Kiedyś była większa dyscyplina.

Było lepiej?

- Ja bym powiedział tak: dla szarych ludzi było lepiej. Były większe socjale. I tak jakby bardziej dbali o ten motłoch. A teraz jest lepiej, ale tylko tym na górze.

Jaka powinna być przyszłość Polski?

- My musimy być silni i niezależni.

A Unia Europejska?

- Trzeba było do niej wejść, bo taka była fala, a nie wolno zostawać na bocznym torze.

Lepiej być silniej związanym z Zachodem czy Wschodem?

- Ani z tym, ani z tym. Ja to mówię tak: z naszej prawej strony jest Rosja, niedźwiedź. Ale z lewej wilk. W historii ciągle nasz skubali. Najlepiej jest z Amerykanami. Zawsze nam pomagali. Ojciec mi kiedyś opowiadał. Ta UNRRA [fundusz odbudowy powołany przez aliantów w 1943 roku - przyp. red.] była... Z Ameryką to my źle nie wyjdziemy.

A polityka wewnętrzna?
- Polska idzie w złym kierunku - tworzy się policyjno-klerykalne państwo. To groźne. Duchowni się wchrzanili w rządzenie, a sprawy kościelne powinny być oddzielone od rządów. A do kogo teraz wszyscy jeżdżą? Do ojca Rydzyka! Chciałem się kiedyś do niego nawet dostać. Chciałem opowiedzieć, co myślę. Niech wiedzą, co jest w ludziach na ulicy. Zadzwoniłem domofonem, stałem i marzłem, ale ciągle mówili, że wszyscy są zajęci. I że nie ma sposobności, aby z kimś porozmawiać. Pomocy od nich nie chciałem, ale porozmawiać to by chociaż mogli.

Ci, którzy obejrzeli twój film w internecie, twierdzą, że mówiłeś do kamery to, co wielu chciałoby wykrzyczeć.
- Mówię za siebie. Kiedyś brałem udział w strajkach, nieraz dostawałem baty. Ja w ogóle tworzyłem "Solidarność" w kilku zakładach. Zakład Remontowy Urządzeń Gazowniczych... I inne. Później "S" jakby się trochę skłóciła... I zagubiła. Nie sprzedała się, ale coś poszło nie tak. Myślałem, że będzie inaczej. My, Polacy, nie umiemy rozmawiać o wolności. Umiemy o nią walczyć, ale nie wiemy co z nią zrobić, jak ją uszanować. Wszyscy kłócą się o byle bzdety. Polak jest dziwny naród.

Jesteś zawiedziony tym, jak potoczyło się twoje życie?
- Bardzo. Kiedyś myślałem, że na starość będę sobie wygodnie i spokojnie żył.

Kto jest winny?
- Ja. Święty nie jestem. Popełniłem błędy. Wiele błędów, wszystkie przez alkohol. Wódka jest winna, że żona odeszła z innym.

A miałeś kiedyś tego wszystkiego dość?
- To było dawno i nieprawda. Wkurzyła mnie teściowa. Nie było mieszkania, a ja już miałem dwójkę dzieci. Miałem dość, chciałem to skończyć.

A teraz?
- Nie. Chociaż mi ciężko, chociaż nic nie mam, życie i tak jest piękne.

Źródło: http://miasta.gazeta.pl/torun/
_________________
gracias dios que no soy madridista
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
mroo 


Wiek: 37
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 745/725
Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-04-11, 19:46  


http://wiadomosci.gazeta....8.html?skad=rss

mysle ze co niektorzy powinni sobie pare spraw uswiadomic :]

Cytat:
Przed sąd za wpis na internetowym forum

Anna Kołakowska 10-04-2006, ostatnia aktualizacja 11-04-2006 14:19

W łódzkim sądzie zapowiada się precedensowy spór. Internauta został pozwany za to, co napisał na forum dyskusyjnym o pewnej firmie


"Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną", głosi ostrzeżenie na większości internetowych forów. Ale są internauci, którzy nic sobie z tego nie robią.

- Są odważni w swoich opiniach, bo forum daje im poczucie anonimowości i bezkarności - uważa jedna ze społecznych moderatorek Forum Gazeta.pl - Niektórzy użytkownicy myślą tak: wejdę na forum, napiszę, co mi się podoba, bo i tak nikt mnie nie namierzy.

A wymiana zdań na internetowym forum może się skończyć w sali sądowej. Przekona się o tym pewien mieszkaniec Widzewa.

Zaczęło się niewinnie. Pod koniec marca na widzewskim forum internetowym, w grupie dyskusyjnej pod nazwą "local.informacje", firma A. pochwaliła się, że właśnie uruchomiła na osiedlu sklep i serwis komputerowy. Oburzyło to jednego z forumowiczów: "To spam, nie ta grupa dyskusyjna".

Potem poszedł jeszcze dalej. Napisał, że firma źle prowadziła księgowość i ma teraz do zapłacenia wysoką karę. Oberwało się też stowarzyszeniu, które spółkę założyło.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Urażone stowarzyszenie i jego firma pozwały internautę do Sądu Okręgowego. Uważają, że naruszył ich dobra osobiste. Domagają się, aby wpłacił 10 tysięcy złotych na konto PCK i przeprosił ich na tej samej grupie dyskusyjnej.

- Forum dociera do 30 tysięcy osób. Informacje, że spółka A. ma kłopoty z prawem stawiają ją w złym świetle i mogą naruszyć zaufanie do niej - napisano w pozwie.

Łódzki adwokat Jerzy Szczepaniak specjalizuje się w sporach o dobra osobiste, ale przyznaje, że takie sprawy to wciąż rzadkość. - Internet to nowe medium, ale trzeba wobec niego stosować takie same zasady jak wobec gazet czy stacji telewizyjnych. Obraźliwa informacja rozpowszechniona w sieci może dotrzeć do nieograniczonej liczby osób.

Każde forum ma swój regulamin. Jest też netykieta, która mówi: "Nie obrażaj i nie atakuj personalnie swoich rozmówców". Post niezgodny z regulaminem jest usuwany. A użytkownik, który notorycznie łamie jego zasady, może być wyrzucony z forum. - Myślę, że regulamin przestrzegany jest w około 60 procentach - ocenia administrator jednej z osiedlowych sieci. - Żeby uniknąć obraźliwych wpisów, należałoby przeczytać każdy post przed umieszczeniem go na forum. To byłoby fizycznie niewykonalne, a po drugie - nikt nie chciałby korzystać z cenzurowanego forum.

Piotr Adamowicz, student Uniwersytetu Łódzkiego, udziela się na kilku internetowych forach: o oprogramowaniu, muzyce, telefonach komórkowych. - Niektóre mają bardzo restrykcyjne regulaminy. Wystarczy jeden nieregulaminowy post i moderator upomina, albo wyrzuca z forum.

Moderatorzy często przyznają, że czasem trudno ocenić, czy wpis jest zgodny z regulaminem: - Granica między ewidentnym złamaniem zasad, a wybrykiem czy żartem bywa płynna. Na naszym forum obrażanie konkretnych osób jest niedopuszczalne, ale konstruktywna krytyka - owszem.

Piotr wie, że anonimowość w internecie jest złudna i każdego można zlokalizować. - Dlatego staram się nikogo nie obrażać. Nie warto wylądować w sądzie za jedną głupią wypowiedź.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kibol 


Wiek: 37
Dołączył: 18 Sty 2006
Piwa: 70/71
Skąd: Vlaanderen
Wysłany: 2006-04-30, 12:48  


Klabing po polsku

http://muzyka.onet.pl/lai...,1,artykul.html

Cytat:
Impreza po polsku to przeważnie ciasne mieszkanie w bloku, przewaga samców lub samic, ciemno od dymu papierosowego, włączony telewizor, dyskusje o wyższości Dody nad Mandaryną, "że Małysz się skończył" albo kawały o Kaczyńskich. Ciepła wódka pita pięćdziesiątkami w kolejce (uwaga! oszczędzać popitkę!) albo piwo z supermarketu pite z puszek.

Co dwie godziny ściepa i sztafeta do nocnego, bo chla się i jara non stop. Jakieś dragi, kolejka do kibla, bo ktoś akurat rzyga albo się pieprzy. Każdy chce być didżejem, więc Czerwone Gitary godzą wszystkich. Awantura nikt nie wie o co, czasem szarpanina, sąsiedzi walą w ścianę, że "za głośno" i "zadzwonię po policję!". Rano – upadek. Śpiący tam, gdzie padli w boju. Kiepy w pizzy. Paw w filodendronie. Kac-gigant: tupot białych mew i za dużo światła. Zero płynów. Królestwo za alka-seltzer. Wszędzie syf. Nerwowe przetrząsanie puszek w poszukiwaniu resztek piwa bez niedopałków. Ewakuacja. Bolesne zderzenie z rzeczywistością, awantura w domu. Choroba obłożna do poniedziałku bo – wiadomo – za dużo, za szybko i pomieszane. Wstręt do alkoholu i ludzi. Do następnego piątku.

Pomysł na ten tekst wziął się z wieloletnich prób odpowiedzi na proste pytanie: dlaczego w jednych miastach, klubach, okolicznościach gra się dobrze, ludzie bawią się świetnie, chce się tam wracać, a gdzie indziej nie. Mówi się: "była super impreza" – i niby wszystko jasne. Warto jednak zadać sobie pytanie, co tak naprawdę "było super" i dlaczego trzeba to kiedyś powtórzyć. Nie chodzi mi o wyciąganie pochopnych wniosków z jednej czy nawet kilku imprez, ale o kilkuletnie doświadczenie i setki balang, miejsc i sytuacji, które pozwalają wyeliminować wpływ przypadku, karmy, faz księżyca czy boskiego przeznaczenia.

Żeby odpowiedzieć sobie na to proste pytanie, trzeba "dodefiniować" kilka pojęć. Na początek jednak zastanówmy się w ogóle, dlaczego warto zajmować się takimi pierdołami jak życie klubowe, skoro dookoła jest tyle ważniejszych rzeczy? Jest to w istocie pytanie o sens istnienia magazynu LAIF, który mając "życie" w tytule, wydaje się zajmować jego drobnym fragmentem, a nie np. polityką, sportem, edukacją, religią, kulturą i wieloma innymi "kwestiami fundamentalnymi".

Otóż wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy zakres pojęcia "życie klubowe. Jeżeli potraktujemy to tylko jako "zespół zachowań związanych z weekendowym imprezowaniem", to rzeczywiście nie ma o co bić piany, gasimy światło i idziemy do domu. Jeśli jednak potraktujemy to szerzej, okaże się, że można wypełnić je bardzo różnymi treściami i robi się z tego kompletny styl życia, któremu ja na przykład oddaję się od lat. Bo kiedy ktoś mówi: "chodźmy się czegoś napić", to nie znaczy, że jest on aktualnie odwodniony i musi pilnie wprowadzić do organizmu określoną ilość jakiegoś płynu, ale że chce się "spotkać i pogadać". Spotkać się można oczywiście w parku, a pogadać choćby przez telefon, ale przecież nie o to chodzi. To jest bardzo specyficzne, zbliżające i poznawcze "spotkanie i pogadanie". Innymi słowy: clubbing oznacza dla mnie sposób życia i system wartości polegający na tym, że jest się otwartym, ciekawym świata i innych ludzi, z którymi spotykamy się, rozmawiamy, bawimy. Owszem, bawimy, element przyjemności jest tu nie do przecenienia, dlaczegóż bowiem mielibyśmy spotykać się w miejscach i okolicznościach nieprzyjemnych? Z masochizmu? W moim rozumieniu istotą clubbingu pozostaje jednak to spotkanie. Na dalszym miejscu jest muzyka (dla mnie od urodzenia zdecydowanie najważniejsza ze sztuk) oraz erotyka, którą przesiąknięte jest życie klubowe, co też bardzo lubię.

W klubach ludzie imprezują, czyli spotykają się, poznają, rozmawiają, podrywają, piją i tańczą. Kluby są instytucjami tak zorganizowanymi, żeby pod wpływem muzyki, alkoholu, erotyki, świateł, nastroju uczynić to spotkanie łatwiejszym, mocniejszym i pełniejszym. W pewnym momencie sami jesteśmy zaskoczeni naszą otwartością, łatwością w nawiązywaniu kontaktów, bezczelnością i wylewnością. Mówiąc krótko: ludzie, którzy podczas imprezy tańczą na barze, sami w to potem nie mogą w uwierzyć! Ale to nic w porównaniu z sytuacją, gdy budzimy się nago w łóżku z osobą, którą znamy zaledwie kilka godzin! To jest magia imprezy, w trakcie której pękają liczne zahamowania i konwenanse. Innego takiego miejsca nie ma.

Ale nie chodzi tylko o to. Kluby, knajpy, kawiarnie, restauracje to w naszej cywilizacji naturalne miejsca spotkań i dyskusji. To w knajpach powstawały ruchy polityczne, naukowe, religijne i artystyczne. Trudno sobie wyobrazić poezję 20-lecia międzywojennego bez kawiarni literackich. XIX-wieczni impresjoniści, owszem, malowali w pracowniach, ale całe noce potem gadali o tym w knajpach Paryża. O muzyce nie ma co wspominać – współczesnej muzyki w ogóle nie można sobie wyobrazić bez knajp Nowego Orleanu, nowojorskich klubów jazzowych 42 Ulicy, londyńskich klubów rockowych czy Ibizy. Według tej szerszej definicji patronem LAIF-a jest Platon, który opisując w swojej "Uczcie" imprezującego Sokratesa, daje bodaj pierwszy tak barwny, pełny i uroczy obraz melanżowania! Opis jakże pasujący do naszego dzisiejszego imprezowania. Otóż kilku nie do końca znających się facetów opija nagrodę literacką jednego z nich. Całą noc leżą, łoją wino i rozmawiają o miłości i samym imprezowaniu (jest np. teoria picia i sztuka uwodzenia chłopców). Sytuacja wymyka się spod kontroli, kiedy wtacza się kompletnie pijany Alkibiades i opowiada, jak to Sokrates złamał mu serce. Robi się obscenicznie i mocno homoseksualnie. "Dionizyjskie" picie i imprezowanie miało zresztą dla Greków wymiar religijny, a spotykanie się i gadanie – patriotyczny. Jako patronów naszego rodzimego clubbingu obstawiałbym Przybyszewskiego, Hłaskę i Himilsbacha. Imprezowali zresztą niemal wszyscy, ale o tęgich balangach Kochanowskiego czy Mickiewicza na lekcjach polskiego za dużo się nie dowiemy.

Czy jednak knajpiane rozmowy to forma, w którą można włożyć dowolną treść? Otóż nie! Bo w knajpach spotykamy przeważnie ludzi tak samo jak my otwartych, przyjaznych i liberalnych światopoglądowo. Głupole, zgredy, mizantropi, ciśnieniowcy i moherowe berety raczej siedzą w domach, na meczach albo na siłowniach. Fakt, że Adolf Hitler rozpoczynał swoją "karierę artystyczną" przemawiając w monachijskich piwiarniach, jest raczej wyjątkiem. Sam zresztą nie pił. A szkoda, bo może byłby trochę bardziej wyluzowany (ćpał za to na maksa – jego "zachowania sceniczne" to kliniczne przykłady przedawkowania amfy).

Według rozszerzonej definicji życie klubowe ogarnia ogromny obszar zachowań społecznych człowieka, a jego jakość w dużej mierze świadczy o jakości i poziomie dyskursu społecznego w danym kraju. I u nas, niestety, w porównaniu z innymi krajami, wygląda to wyjątkowo cieniutko. Nic dziwnego, skoro taki wzorzec "dobrej zabawy" dziedziczymy po pokoleniu rodziców, których życie towarzyskie "za komuny" polegało na spotykaniu się w nocy w mieszkaniach, jaraniu, piciu wódki, dyskutowaniu o polityce. Ten "prywatkowy" wzorzec jest głęboko osadzony w kulturze i tradycji XIX-wiecznych salonów, jakie znamy np. z "Lalki" Prusa czy szlacheckiego życia sąsiedzkiego z "Pana Tadeusza". Może to zabrzmi na wyrost, ale w istocie jest to kwestia światopoglądowa i wręcz polityczna, bo wzorce życia rodzinnego i sąsiedzkiego są osadzone w chrześcijańskiej tradycji, a życie klubowe uchodzi za wynalazek europejski, ale raczej obcy naszej tradycji. Prawdziwy Polak powinien tłuc swoją żonę i dzieci w domu, jak Bóg przykazał, a nie łajdaczyć się po mieście. I oto mamy gotową oś politycznego podziału – liberalno-lewicowi kontra tradycyjno-prawicowo-chrześcijańscy – w kwestii klubów widoczną na przykład podczas likwidacji Le Madame, Parady Równości, hałasowania w nocy czy pozwoleń na imprezy. Właściciele lokali wiele by mogli powiedzieć o "współpracy" z lokalnymi władzami z rozdania PiS czy LPR w kwestii koncesji, pozwoleń na ogródki, skarg mieszkańców czy imprez w poście. Na główną postać życia klubowego wyrasta często lokalny proboszcz.

Ale dość o polityce. Specyfikę naszego "domowego" imprezowania najłatwiej dostrzec wyjeżdżając za granicę. Nie myślę tu nawet o takich krajach jak Francja, Włochy, Grecja czy Bałkany, gdzie życie toczy się na ulicy, czyli w knajpach. Wystarczy spojrzeć na Czechy, gdzie nikt nie umówi się z nami na spotkanie w domu. Tam istnieje silny podział na sferę prywatną i publiczną. W domu się mieszka, jest rodzina, spokój i prywatność, a z ludźmi spotykamy się na mieście. Szybkie spotkanie biznesowe? Kawa na rogu. Dłuższa pogawędka? Lunch lub obiad w umówionym miejscu. Coś ważniejszego? Kolacja i wieczór przy winie. Weekend to osobna bajka, która zaczyna się w piątek wieczorem i kończy… w niedzielę wieczorem na jakimś afterku.

W domu się je śniadanie (jak się zdąży) i kolację (jeżeli już się nie jadło w mieście). W domu się raczej nie gotuje, a jeśli już, to ma to hobbystyczny charakter – raz na jakiś czas robimy przyjemność sobie, rodzinie czy przyjaciołom. Od święta, bo na co dzień je się na mieście. Tak jest lepiej, smaczniej i szybciej. Przede wszystkim przyjemniej, bo jedzenie ma charakter towarzyski albo zawodowy – lepiej omawiać coś podczas kolacji niż w biurze. Również zdrowiej (bo wszystko jest świeże) i taniej (czas zmarnowany ma zakupy i pichcenie można przeznaczyć na pracę). Inna sprawa, że w Polsce gotują, sprzątają i robią zakupy babcie mieszkające kątem przy dzieciach – prawdziwe niewolnice współczesnych rodzin, ale to osobny temat.

Dlaczego piszę o żarciu?! Co to ma wspólnego z clubbingiem! Otóż ma, i to bardzo dużo! Po pierwsze: kluby na całym świecie są bardziej częścią gastronomii niż show-biznesu. Klub zarabia nie na biletach, tylko na alkoholu. Zakładają je przeważnie byli barmani, kelnerzy, menedżerowie restauracji, ludzie którzy znają się na prowadzeniu knajp, a nie didżeje, menedżerowie zespołów czy spece od imprez muzycznych. Od tego zatrudnia się szefa artystycznego. Bo klub, żeby być dobry, musi przynosić dochody. Wtedy jest kasa i na sprzęt, i nagłośnienie, i światła, i wystrój, i ochronę, i promocję, i program, i didżejów. Bez tego będzie brakowało na wszystko, klub upodli się i zbankrutuje, co jest jednak trudne do pomyślenia, bo na całym świecie kluby to maszynki do zarabiania pieniędzy. Np. jedno piwo kosztuje ok. 1 zł, a sprzedaje się je za 5 do 10 zł, wódka z colą – 2,5 zł, a sprzedaje się za 7-12 zł. I spróbuj tu zbankrutować, jeśli masz TAKIE przebicie! Nie chodzi też o to, żeby sprzedawać drogo, tylko dużo. Im większa knajpa, tym mniejsze koszty. Ale co zrobić, żeby przyszło dużo ludzi? I tu jest rola szefa artystycznego, który musi uświadomić właścicielowi, że ludzie nie przychodzą, bo nie dość, że w kółko gra rezydent, to jeszcze to samo, co konkurencja. Przekonuje, że warto zrobić imprezy tematyczne, zaprosić gościnnych didżejów i promować imprezy, a wtedy ludzie chętniej przyjdą.

Tymczasem w Polsce nie ma knajp, więc nie ma komu robić klubów, ludzie wolą upijać się w domu przy "M jak miłość". Jest jeden klub w okolicy, więc nie ma konkurencji, wszystko jest do dupy, bo ludzie i tak przyjdą, bo nie mają gdzie indziej, więc lokalny rzeźnik gra z CD-ków przeboje Radia Zet. Ludzie nie chodzą do klubów, bo jest do dupy, a jest do dupy, bo ludzie nie chodzą do klubów i kółko się zamyka. Logiczne?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
mroo 


Wiek: 37
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 745/725
Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-04-30, 13:02  


Tymczasem w Polsce nie ma knajp, więc nie ma komu robić klubów, ludzie wolą upijać się w domu przy "M jak miłość". Jest jeden klub w okolicy, więc nie ma konkurencji, wszystko jest do dupy, bo ludzie i tak przyjdą, bo nie mają gdzie indziej, więc lokalny rzeźnik gra z CD-ków przeboje Radia Zet. Ludzie nie chodzą do klubów, bo jest do dupy, a jest do dupy, bo ludzie nie chodzą do klubów i kółko się zamyka. Logiczne?

nielogiczne :/

autor artykulu nie byl nigdy w krakowie? :]
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobile and Web Analytics