Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna Cules.pl Cules.pl - FC Barcelona Forum Strona Główna
Yo me voy, felicidades
Van Gaal do dziennikarzy
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj



Poprzedni temat :: Następny temat
Dokąd zmierza piłka nożna?
Autor Wiadomość
imerr 
Jopie


Wiek: 33
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/442
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2006-06-04, 12:11  Dokąd zmierza piłka nożna?


Piłka - taka prosta gra?
Na nogach korki z poliamidu, na plecach chłodząca ciało koszulka. I piłka - nie dość, że z tworzyw niemal kosmicznych, to jeszcze nafaszerowana elektroniką. Witajcie w świecie technologii - w świecie współczesnego futbolu.


Ostatnie dziesięciolecie przyniosło rozkwit ważnej gałęzi piłkarskiego przemysłu. Chcąc jeszcze bardziej uatrakcyjnić futbol, naukowcy zajęli się sprzętem. Zwłaszcza tym najważniejszym, czyli samą piłką. I tak do z pozoru konserwatywnego sportu wtargnęła najnowsza technologia.

Od dłuższego czasu trwa rywalizacja producentów o to, która piłka jest najlepsza. Nike swoją Mercurial Vapor zachwala jako najszybszą, dowodząc, że w przypadku strzału zza linii pola karnego (17,4 m), w chwili pierwszej reakcji bramkarza jest ona aż 31 cm bliżej bramki od futbolówki konkurencji. Zmierzono także, że gdy wystrzelona z 11 m zwykła piłka dotrze do linii bramkowej, Mercurial Vapor będzie już 46 cm za nią. Prace nad nowym pęcherzem z lateksu węglowego zajęły inżynierom z amerykańskiej wytwórni dwa lata. Oblekają go cztery warstwy: poliestrowa tkanina wzmacniająca konstrukcję i poprawiająca stabilność, sprasowany poliuretan gromadzący i w odpowiedniej chwili uwalniający energię, warstwa spienionego azotem tworzywa odpowiedzialna za zachowanie sprężystości i jędrności piłki w każdych warunkach, a wreszcie najbardziej zewnętrzna, ręcznie szyta poliuretanowa powłoka Tejin z mikroskopijnymi rowkami poprawiającymi precyzję kopnięć.

Wśród producentów piłek uprzywilejowaną pozycję ma jednak Adidas. Z tego prostego powodu, że jego piłkami rozgrywane są mistrzostwa świata - i to już od 36 lat! Kontrakt między Adidasem i FIFA będzie obowiązywać także podczas MŚ w 2010 i 2014 roku - za przedłużenie umowy na siedem lat niemiecka firma musiała zapłacić 351 mln dolarów.

Perfekcyjny kształt

Produkcję piłek Adidas rozpoczął w 1963 roku. Królowały wtedy kule brązowe, ciężkie i szyte grubymi nićmi; po zderzeniu z takim pociskiem zawodnicy długo dochodzili do siebie. Pierwsza klasyczna "biedronka", Adidas Telstar, została wyprodukowana na Mundial w Meksyku (1970). Uszyto ją z 12 czarnych pięciokątów i 20 białych sześciokątów. W 1982 roku tak nowatorsko połączono skórzane elementy, że model Tango Espana wchłaniał znacznie mniej wody. Cztery lata później z naturalnej skóry zrezygnowano - Tango Azteca była pierwszą piłką zrobioną z materiału syntetycznego, dzięki czemu chłonęła jeszcze mniej wody i była bardziej sprężysta. Na dużych wysokościach, przy bardzo dużej wilgotności powietrza, zdała egzamin celująco.

Pianka w modelu Etrusco Unico (1990) sprawiła, że piłka szybowała szybciej. Z kolei Questra (1994) miała budowę ułatwiającą oddawanie energii, dzięki czemu jeszcze bardziej wzrosła prędkość piłki i dawała się ona łatwiej prowadzić. W 1998 roku we Francji wprowadzono powierzchnię Tricolore z powłoką z komórek wypełnionych gazem. Z kolei Fevernova (2002) miała udoskonaloną powierzchnię i aż trzy warstwy podszycia W locie zachowywała się w sposób nieprzewidywalny, co utrudniało zadanie przede wszystkim bramkarzom.

+Teamgeist, oficjalna piłka Mistrzostw Świata 2006, reklamowana jest przez Adidasa jako najbardziej okrągła na świecie. Prócz kolorów i stylistyki, zwraca uwagę niespotykany sposób łączenia poszczególnych elementów. Zamiast ponad 30 paneli ma ona ich zaledwie 14. Zminimalizowano w ten sposób liczbę punktów styczności trzech paneli (z 60 do 24) i skrócono całkowitą długość linii je łączących (z 40,05?cm do 33,93 cm), zapewniając - jak twierdzi producent - maksymalną kulistość. "Duch drużyny" - tak można przetłumaczyć nazwę piłki - powstał przy współpracy Lough-borough University oraz laboratorium Adidasa w Scheinfeld. Po raz pierwszy w historii finały mistrzostw świata będą rozgrywane piłką, która nie jest zszywana, ale w całości klejona.

Jak to wszystko ma się do starych poczciwych futbolówek? Aktor Gustaw Holoubek w książce "Wspomnienia z niepamięci" napisał: Naszym marzeniem była prawdziwa skórzana piłka nożna. Składała się z dwóch części, pokrowca i szlauchu... Cała reprezentacja ulicy z napięciem śledziła głównego majstra, który przez otwór w pokrowcu wciskał gumowy szlauch tak, aby cycek pozostał na zewnątrz, po czym przez niego rozpoczynało się pompowanie... I wreszcie najtrudniejsza czynność - wiązanie sznurkiem cycka po odłączeniu pompki, tak aby nie uronić ani jednej cząstki zawartości powietrza. Wepchnięcie cycka do wewnątrz i sznurowanie otworu wieńczyło dzieło.

Co piszczy pod skórą

Dyskusje nad Ręką Boga, czyli golem wbitym przez Diego Maradonę Anglikom na Mundialu w 1986 roku, czy też najbardziej tajemniczą bramką świata, zdobytą (lub nie) przez Anglika Geoffa Hursta w finale World Cup 1966, z jednej strony stanowią o pięknie dyscypliny, z drugiej budzą mieszane uczucia, bo w rozgrywkach chodzi często o wielkie pieniądze. A przecież sędziowie to tylko ludzie i nie są w stanie z boiska zobaczyć wszystkiego. Dlatego o zastosowaniu elektroniki do wykrywania autów i goli mówi się już od dawna.

Gdy na początku stycznia 2005 roku arbiter Mark Clatteburg, sędziując mecz Premiership między Manchester United i Tottenham Hotspur, nie zauważył, że piłka po strzale pomocnika Kogutów Pedro Mendesa została wygarnięta przez bramkarza MU, Roya Carrolla, półtora metra (!) za linią bramkową, głosy za koniecznością wprowadzenia elektroniki zabrzmiały ze zdwojoną siłą.

Pech - albo może szczęście - chciał, że zaćma u pana Clatteburga zbiegła się w czasie z pracami Adidasa i niemieckiej firmy Cairos Technologies nad piłką z wmontowanym w środku chipem (podobno jeden z pracowników firmy badawczej od 40 lat miał obsesję na punkcie niewyjaśnionego do dziś gola Hursta).

FIFA nie godzi się, aby sędzia mógł w trakcie meczu korzystać z powtórek wideo, ponieważ takie konsultacje zabierałyby mnóstwo czasu, czyniąc najpopularniejszą dyscyplinę sportową świata zwyczajnie nudną.

Tymczasem chip, który wraz z baterią waży zaledwie 12 g, wysyła drogą radiową 2000 sygnałów na sekundę. Sygnały odbierają anteny umieszczone wokół murawy lub przymocowane do dachu stadionu. Specjalny program komputerowy tworzy następnie wirtualną mapę boiska i określa położenie piłki z dokładnością do 1,5 cm. Jeśli przekroczy ona linię bramkową, informacja natychmiast dociera do sędziego (czujnik na ręku sędziego zaczyna drgać).

W ubiegłym roku niemieckie pismo "Bild" doniosło, że piłka z chipem trafi już na najbliższe mistrzostwa. Niestety, wynalazek nie zdał egzaminu podczas mistrzostw świata do lat 17, które jesienią 2005 roku odbywały się w Peru. Niemiecka bulwarówka cytowała nawet sędziów, którzy narzekali, że nowa piłka wprowadzała zamieszanie, ponieważ nadajnik uruchamiał się także wtedy, gdy leciała nad poprzeczką lub trafiała w boczną siatkę. Zamieszanie wokół inteligentnej piłki najlepiej skomentował Franz Beckenbauer, legendarny piłkarz, obecnie szef Komitetu Organizacyjnego Weltmeisterschaft 2006: Dajmy spokój eksperymentom, które pozbawiają futbol emocji. Ktoś niedługo wymyśli piłkę gadającą i wówczas w ogóle gra przestanie kogokolwiek interesować.

W marcu tego roku podczas warsztatów FIFA w Düsseldorfie zdecydowano, że piłka z chipem nie będzie używana dopóty, dopóki producent nie znajdzie sposobu na lepszą ochronę układu scalonego choćby przed mechanicznymi odkształceniami. Udowodniono bowiem, że sygnał wysyłany przez mocno kopniętą piłkę, trafioną dokładnie w miejsce, w którym pod powłoką ukrywa się układ elektroniczny, jest niewiarygodny.

Halo, mówi sędzia główny

Innym powodem, dla którego FIFA unika nowości technicznych, jest ponoć możliwość naruszenia przez nie fundamentalnej zasady, że w piłkę gra się wszędzie według tych samych reguł. Włodarze światowego piłkarstwa twierdzą, że nie wszystkich stać na nowoczesne technologie. Jednak ta sama FIFA od dłuższego czasu nalega, aby sędzia główny był w stałym kontakcie radiowym ze swoimi asystentami. Pod koniec 2002 roku, we Francji podczas meczu Lille - Nantes, po raz pierwszy sędziowie otrzymali małą słuchawkę, mikrofon i baterię ważącą 500 g. W roku 2003 podobnie zostały wyposażone trójki sędziowskie podczas meczów ligowych w Szkocji i Francji.

Ale to nie koniec kariery radiowej łączności na boisku. Jesienią 2005 roku, w czasie wojażów Realu Madryt po Stanach Zjednoczonych, kapitan Królewskich, Raul, biegał po boisku z miniodbiornikiem radiowym i słuchawką przyczepioną do ucha. W ten sposób miał ciągły kontakt z trenerem Wanderleyem Luxemburgo, a co za tym idzie - Galacticos na bieżąco mogli reagować na polecenia trenera.

Syntetyki na plecach

Najnowsze technologie stosuje się nie tylko w przypadku piłki. Wiele lat temu pierwsze stroje piłkarskie były szyte z wełny (później bawełny), nasiąkały potem, bardzo się rozciągały i robiły ciężkie. Dopiero od roku 1990 bawełnę zaczął zdecydowanie wypierać poliester. Kilka lat temu włoska firma Kappa wprowadziła trykoty z lycry, ściśle przylegające do ciała. Z kolei Anglicy na poprzednie mistrzostwa świata ubrali się jak zwykle w stroje Umbro, ale tym razem zaprojektowane przez NASA. Obniżały one temperaturę ciała, nie pozwalając przekroczyć 39,5°C.

Tkaniny odprowadzające wilgoć na zewnątrz to już standard. Spójrzmy choćby na kolekcję v1.06 Pumy. Te stroje należą do najlżejszych na świecie, a w ich kroju uwzględniono efekty aerodynamiczne. Nawet w strojach treningowych suwaki chowają się tak, aby zmniejszyć opory powietrza.

Z kolei materiał, z którego została uszyta najnowsza koszulka Nike'a (według technologii Sphere Dry), a w której na mistrzostwach świata grać będą choćby Brazylijczycy, Holendrzy, Amerykanie, Portugalczycy i Meksykanie, ma trójwymiarową strukturę zwiększającą przestrzeń między materiałem a skórą. Dzięki wypukłym węzłom (bąblom) koszulka jest odsunięta od ciała, co z kolei pozwala chłodzić organizm i szybciej odparowywać pot. Nawet w zwykłych T-shirtach treningowych (również odprowadzających pot na zewnątrz) zadbano o takie drobiazgi, jak wykończenie rąbków rękawów metodą bezniciową, aby ubranie nie ocierało skóry.

Kangurowi - nie!

Dzisiejsze buty piłkarskie są owocem pracy nie tylko szewców i stylistów, ale również informatyków i fizyków. Pierwsze piłkarskie obuwie zaprojektował w 1925 roku Adi Dassler, założyciel Adidasa. Do podeszwy były przymocowane skórzane kołki; na gumowe przyszło czekać niemal całe ćwierćwiecze. W 1954 roku Niemcom, sensacyjnym - po zwycięstwie nad faworyzowanymi Węgrami - mistrzom świata, w sukurs przyszła raczkująca wówczas technologia. Pan Dassler użył w butach swoich rodaków po raz pierwszy kołków wkręcanych, próbując dostosować podeszwę do podłoża. Cztery lata później dodał jeszcze nylonową podeszwę zwiększającą odporność na wodę, a na kolejnych mistrzostwach - wewnętrzną wyściółkę i tylny język.

W roku 1974 zaczęto szyć buty ze skóry kangura, ale już pod koniec lat 70. zdecydowanie postawiono na syntetyki, choć niestety, mimo protestów organizacji ochrony zwierząt, kangurza skóra wciąż cieszy się wzięciem przy produkcji butów piłkarskich. Najnowsze, ważące niewiele ponad 200 g trzewiki Mercurial Vapor III Nike'a reklamuje Thierry Henry, którego zachowanie na boisku dokładnie przeanalizowano podczas wszystkich meczów Arsenalu Londyn w sezonie 2004-2005. Co się okazało? Otóż Henry w najnowszym obuwiu podczas każdego sprintu biega średnio o 5% szybciej niż przeciętny napastnik Premier League. Ciekawe, czy Titi będzie biegał jeszcze szybciej i nie popsuje sobie statystyki od przyszłego sezonu, gdy założy któryś z modeli Reeboka - bo tę właśnie wytwórnię zamierza teraz reklamować.

To nie koniec innowacji. Naukowcy z Nike Sports Research Laboratory dwa lata myśleli, jak połączyć anatomiczny stabilizator pięty (przypominający fotel w samochodach wyścigowych), opatentowane już kołki ułatwiające przyspieszanie we wszystkich kierunkach oraz płytkę podeszwową maksymalizującą przenoszenie energii ze stopy. Udało im się to dopiero w modelu MV III FG, w którym grają m.in. wspomniany Henry i Ronaldo.

Oczywiście także Adidas, Umbro czy Puma mają w swoich kolekcjach buty, które "pozwalają najszybciej dobiec do piłki". Leciutki pantofel Pumy z kolekcji v1.06 jest wykonany z 0,4-milimetrowej tkaniny z włókna poliamidowego ze zintegrowanym elastanem. W takich właśnie butach wystąpi na mistrzostwach w Niemczech także kilku reprezentantów Polski. Sznurówki przesunięto na bok (podobny zabieg zastosowano już kilka lat temu w modelach Adidas Mania i Nike Air Zoom Total), aby nic nie przeszkodziło zawodnikowi w precyzyjnym uderzeniu piłki. Tylko czy sznurówka może rzeczywiście w tym przeszkodzić? Cóż, niczego nie wolno lekceważyć. Zapewne dlatego Nike zrobił torbę na sprzęt, której pas na ramię jest zrobiony z pianki z pamięcią...

Zbigniew Mucha jest dziennikarzem tygodnika "Piłka Nożna".

[Wiedza i Życie]


Pierwsze piłkarskie obuwie zaprojektował w 1925 roku Adi Dassler, założyciel Adidasa.


Anatomiczny stabilizator pięty, kołki ułatwiające przyspieszanie we wszystkich kierunkach, płytka podeszwowa maksymalizującą przenoszenie energii - w takich butach grają Henry i Ronaldo.


Materiał, z którego została uszyta najnowsza koszulka Nike'a (na mistrzostwach grać będą w niej m.in. Brazylijczycy, Holendrzy, Amerykanie, Portugalczycy, Meksykanie) ma trójwymiarową strukturę zwiększającą przestrzeń między materiałem a skórą. Jest ona odsunięta od ciała, co pozwala szybciej chłodzić organizm.


Teamgeist, oficjalna piłka Mistrzostw Świata 2006, reklamowana jest przez Adidasa jako najbardziej okrągła na świecie.


Nike swoją piłkę Mercurial Vapor zachwala jako najszybszą, dowodząc, że w przypadku strzału zza linii pola karnego (17,4 m), w chwili pierwszej reakcji bramkarza jest ona aż 31 cm bliżej bramki od futbolówki konkurencji.


Piłkarskie koszulki to nie tylko zaawansowana technologia, ale i moda. Specjalnie dla polskiej reprezentacji Puma przygotowała trykot z wizerunkiem husarza - symbolu polskiej waleczności i zwycięstwa.
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
danji 

Wiek: 33
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 244/80
Skąd: Bydgoszcz/Warszawa
Wysłany: 2006-07-06, 14:03  


Mamy XXI wiek, technika poszła tak do przodu, że każdą sytuacje można przeanalizować bardzo dokładnie, więc niech nieroby z FIFA/UEFA pomyślą o tym by zawieszać zawodników na 3-4 mecze za samylowanie na podstawie zapisów video. Od razu by się im odechciało, oglądanie takich akcji doprowadza mnie do szewskiej pasji :[
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Siner 


Dołączył: 21 Sty 2006
Piwa: 80/126
Skąd: Lublin + Wawa
Wysłany: 2006-07-06, 14:39  


3-4 mecze danji to chyba nie przejdzie :maruda: . Zgadzam się jednak,że powinni za takie "zagrania" karać zawodników,bo piłka coraz bardziej przypomina teatr :maruda:
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 33
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/442
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2006-09-26, 19:36  


artykuł dobrze się nadaje do tego tematu. mirek trzeciak mówi naprawdę ciekawe rzeczy

Cytat:
Spędziłem w Hiszpanii mnóstwo czasu na nauce, podglądaniu innych. Wiem, jak trzeba pracować, i jestem przygotowany, by robić to w kraju - mówi były reprezentant Polski, obecnie szkoleniowiec Mirosław Trzeciak

Robert Błoński: Dlaczego chce Pan wracać do kraju?

Mirosław Trzeciak: Cztery lata uczyłem się fachu trenerskiego w Hiszpanii. Jeździłem po klubach, poznałem wielu ludzi, zdobyłem sporo doświadczeń i przyszedł moment, by podjąć poważną pracę. W Polsce albo Hiszpanii. Znam języki i kulturę obu krajów. Mam upragniony tytuł trenera narodowego. Mogę prowadzić każdy zespół w Europie.

Ile się Pan uczył, by dostać te dokumenty?

- Kurs był trzystopniowy. Pierwszy trwał rok i dawał prawo do trenowania juniorów. Drugi stopień to półtora roku i po egzaminach miałem możliwość pracy z klubami III ligi. W tej chwili mam dokumenty, które uprawniają mnie do pracy wszędzie.

Spędziłem w Hiszpanii mnóstwo czasu na nauce, podglądaniu innych. Wiem, jak trzeba pracować, i jestem przygotowany, by robić to w Polsce. Mimo że u nas brakuje wielu rzeczy. Brak metodologii pracy, nic nie jest opisane, nie ma baz danych, standardowych prób wydolnościowych, siłowych ani szybkościowych. Nie ma opisów zawodników.

Co to jest opis zawodnika?

- Kiedy pracowałem w Hiszpanii, spotykałem się z zawodnikami i rozmawiałem z nimi jak w szkole. Pytałem, co mają dobrego, a co złego. Spisywałem to, a po pewnym czasie dopisywałem swoje spostrzeżenia. Z tego powstawały oceny indywidualne.

Dziś wszystko musi być ustandaryzowane. Chodzi o to, by - pracując w grupie - posługiwać się jednym językiem. Trenerzy w Hiszpanii mają skatalogowane gry i ćwiczenia pod względem metabolicznym, taktycznym, technicznym i psychologicznym. Intensywność zajęć również jest skatalogowana. Wiadomo, kto, kiedy, ile i jak trenował.

Jaki ma Pan pomysł na pracę?

- Współpracowałbym z trenerem od przygotowania fizycznego, który na mój roczny plan przygotowania techniczno-taktycznego nałożyłby swój projekt przygotowania fizycznego. Plan pracy zależy od wieku zawodnika. Dla młodzieży jest stały, bo ją się tylko formuje i edukuje. Dorośli rywalizują i dla nich plany są zmienne. Oni muszą osiągnąć wyniki.

Wie Pan, jak w Polsce trenuje się dzieci?

- Konia z rzędem temu, kto wie, jak w Polsce ma ćwiczyć 13-latek. Albo ile czasu może trwać najdłuższe ćwiczenie wydolnościowe dla 15-latka.

W polskich klubach, kiedy nie ma wyników, znajomy fizjolog robi parametry. Mówi, że coś jest nie tak, ale nie bardzo wiadomo, co z jego badaniami zrobić. I po omacku próbuje się poprawiać. Nie wiedząc, jakie mają być proporcje pracy fizycznej do pracy taktycznej i technicznej. Na Zachodzie takie plany istnieją. Ale polskie kluby nie są dobrze zorganizowane.

To nic odkrywczego.

- Gdybym dostał pracę w kraju, wszyscy u mnie musieliby mówić jednym językiem. Wprowadziłbym plan dla drużyn dziecięcych aż do wieku juniora. Do 16. roku życia najważniejsze jest uformowanie i wyedukowanie piłkarza, a nie rywalizacja. Zrobiłbym roczne, stałe plany w których określiłbym miesięczne cele taktyczno-techniczne. A później tygodniowe. I krok po kroku musiałoby to być realizowane.

Do tego trzeba odpowiednich trenerów.

- Odpowiadaliby za wykonywanie ćwiczeń narzuconych przeze mnie, ustalonych według mojego klucza.

Jak dawno był Pan w Polsce?

- Parę dni po mistrzostwach świata.

To, co Pan mówi, jest piękne, ale jak to przeczytają ludzie polskiej piłki, to popukają się w głowę.

- Obecnie w Polsce nie ma żadnej metody. Byłem przez dwa tygodnie na stażu u Rafaela Beniteza w Liverpoolu. On ma skatalogowane nie tylko wszystkie gry, ale wszystkie wyznaczniki, jakimi analizuje się rywala i własny zespół. I według tych wyznaczników każdy pracuje. Dzięki temu można porównywać dane i wyciągać wnioski. U nas podstawą jest intuicja i doświadczenie.

Nie ma boisk...

- W Rumunii też nie ma. W Brazylii podobno też nie. Polacy to naród, który chyba najwięcej na świecie trenuje! Zimowa przerwa w rozgrywkach ligowych trwa pięć miesięcy. Mimo to jeśli chodzi o pracę tlenową - podstawę intensywnych wysiłków - mamy jedną z najgorszych w Europie! To kuriozum. Bo nie umiemy pracować nad tym pracować.

Kiedyś był jeden makrocykl treningowy. W tej chwili w wielkich klubach robi się po pięć makrocykli rocznie. Tak, aby forma rosła i opadała. Teraz łatwiej można sterować dyspozycją piłkarza i wpływać na nią. Każdy makrocykl kończy się próbami szybkościowymi, wytrzymałościowymi i siłowymi. Jest perfekcyjnie kontrolowany w małych odstępach czasowych.

To co powinno się robić w trakcie przerw w rozgrywkach?

- Lepiej je wykorzystać na przygotowanie zawodników. Nasi piłkarze są bardziej otłuszczeni od innych. Nawet od Niemców, mających podobny klimat. O Hiszpanach nie wspomnę. Niewielkie podniesienie się tkanki tłuszczowej wpływa negatywnie na znoszenie intensywnych obciążeń. Czas, w którym się nie gra, powinien być wykorzystany na naukę pracy tlenowej.

Rafael Benitez sprawdza prędkość progową piłkarza. Kiedy ktoś nie ma 12,5 km/godz., musi odejść. Tak było z uwielbianym przez fanów z Anfield Dannym Murphym. Po testach Benitez powiedział mu, że nie zagra 60 meczów na równym poziomie, bo jego organizm nie jest wytrenowany. To wszystko kształtuje się już u dzieci.

Najlepsi zawsze będą uciekać z Polski za granicę. Jedynym wyjściem jest szkolenie młodzieży i wychowankowie. To jest przyszłość. Ale żeby mieć wychowanków, należy narzucić metodologię pracy w grupach młodzieżowych. Do przygotowania fizycznego sprowadziłbym człowieka z Hiszpanii.

To, jak pracuje się w polskich klubach, widać po wielkich wahaniach formy. I po tym, jak wiele tych lepszych drużyn gra z dużą intensywnością. Polskiej lidze brakuje tempa. To sprawa treningów. Jak się trenuje, tak się gra.

Czemu jest u nas coraz mniej dobrych piłkarzy? Ponosimy klęski w pucharach. Przepaść między Polakami a najlepszymi jest coraz większa.

- 20 lat temu w klubach było więcej pieniędzy, lepiej zajmowano się młodzieżą. Po przemianach w Polsce padał jeden klub po drugim. A małe kluby nie miały żadnych możliwości przeżycia. Przez długie lata sport się w Polsce dewaluował. W kolejnych generacjach coraz mniej było indywidualności. A przecież one powstają z porządnego treningu. Dzieci w Polsce trenują dziś często ludzie przypadkowi.

Ale plany można narzucić odgórnie. Mamy wielkich ludzi, np. Zbigniewa Bońka. Federacja włoska na pewno by nam pomogła, udostępniła swoje doświadczenia. Potęga Czechów nie wzięła się z przypadku. 15 czy 20 lat temu poprosili o pomoc Francuzów, teraz mają francuską myśl i model w pracy z dziećmi. Dostali sposób treningu, widzenie piłki i zaszczepili to w swoim maleńkim kraju. Efekty widać. Ktoś musi zacząć w Polsce rewolucję.

Ależ ona trwa. Tyle że innego rodzaju. W poniedziałek z funkcji prezesa PZPN ma zrezygnować Michał Listkiewicz, toczy się śledztwo w aferze korupcyjnej, Wisła Kraków wyrzuciła trenera, Legia przegrała z ostatnim zespołem III ligi, a kadra z Finlandią... To, o czym Pan opowiada, to kosmos dla naszych klubów.

- W kraju jest coraz więcej ludzi dobrze zarządzających klubami - menedżerów, marketingowców. Ale nie ma nikogo, kto potrafiłby zarządzać klubem od strony sportowej. W każdym klubie trzeba się zastanowić - chcemy grać jak Barcelona czy jak Chelsea? Wychować skrzydłowych, czyli znaleźć piłkarzy szybkich, odważnych, grających jeden na jednego, czy takich, co mają żelazną kondycję i będą długo posiadać piłkę. Do tego potrzebni są ludzie mający inne spojrzenie niż do tej pory.

Kiedyś jedni mówili, że najważniejsza jest siła, inni - że technika, a pozostali - że taktyka. Trzy wspomniane rzeczy ścierały się - co jest ważniejsze. Okazało się tymczasem, że najważniejsze jest... podejmowanie decyzji. Co z tego, że jestem świetnie przygotowany fizycznie, jeśli biegam po boisku i nie wbiegam w miejsce, w które powinienem. Albo co z tego, że mam wspaniałą technikę, jeśli podam za wcześnie. Albo że mam świetną taktykę, a decyzję podejmuję nie w tym momencie co trzeba. Dlatego powstała metodologia treningu - w piłce trzeba wykrywać problemy. A potem stwarzać je na treningach.

Tak postępuje Benitez. Ma zapisanych kilkadziesiąt problemów. Np. z kontratakiem. Ale to mało. Czy mam kłopot z inicjowaniem ataku, wyprowadzaniem czy finalizowaniem? W zależności od tych problemów Benitez ma program komputerowy, który - na konkretne problemy - daje konkretne gry-rozwiązania.

Kiedy trener wie, z czym mam problem, pyta specjalisty od przygotowania fizycznego, w jakim momencie mikrocyklu są zawodnicy. W zależności od tego momentu gry-rozwiązania mają odpowiednią intensywność, czas, objętość boiska i liczbę dotknięć w każdej grze. Trening polega na porozumieniu tych dwóch ludzi.

Trener w Liverpoolu jest zmuszony, by były wyniki. Nie planuje na rok, jak ja mógłbym to zrobić w juniorach. Ja ich nie przygotowuję na trzeci mecz z liderem. Mam z nimi przerobić pewien program. Jeśli ich nie nauczę, zawodnik będzie jednostronny. Ostatnio w polskich młodzieżówkach sporo było zawodników dobrze grających jeden na jednego, szybkich. Potem znikali. Mieli być figurami, są pionkami.

Są w Polsce trenerzy opierający się na intuicji, a nie komputerze i nauce, choćby Franciszek Smuda. A tytuły zdobywał w trzech klubach.

- Nie wierzę, że ktoś nie potrzebuje fizjologa. Futbol zmierza do indywidualizacji treningów. Teraz testy robi się nawet na technikę. W porządnych klubach opisuje się przygotowanie fizyczne, techniczne i - co pół roku - rozwój mentalny według kategorii narzuconych przez psychologa.

Hiszpańskie kluby I i II ligi mają specjalne programy, z których jasno wynika przygotowanie fizyczne, techniczne i taktyczne. Widać w komputerze, jakie są odległości między pojedynczymi zawodnikami w formacjach i między formacjami.

W Polsce tego nie ma nikt, a mimo to być trenerem można.

- Hiszpanie przyznają, że kiedy nie mieli tego programu, to często podejmowali złe decyzje. Opierali się o swoje sympatie, wrażenia i przyzwyczajenia. Kiedy dostali materiał - jak porusza się grupa przez cały mecz - zmieniła się ich optyka. To kosztuje majątek, ale w Hiszpanii nie wyobrażają sobie pracy bez tego. Na oko i intuicję już się pracować nie da. Bo nie da się zareagować szybko. A błędy widzi się, dopiero kiedy jest źle.

Jeśli chodzi o trenera Smudę, to zawsze miał silną osobowość, dobry kontakt z zawodnikami i wyniki. Wiedział, czego chce. Nigdy jednak nie można powiedzieć, że drużyna nie grałaby lepiej, gdyby było o niej więcej wiadomo. Skoro w futbolu kibic jest dziś dwunastym zawodnikiem, to informacja jest trzynastym. Ludzie biją się i płacą grube pieniądze za informacje.

Chce Pan pracować w klubie w którym każdego dnia może przyjść prezes i powiedzieć: "panie Trzeciak, do widzenia". Ostatnio taka sytuacja zdarzyła się Danowi Petrescu w Krakowie.

- Takie realia są wszędzie. W Hiszpanii presja jest sto razy większa i wyrzuca się szkoleniowców znienacka.

W Polsce Legia wydaje się solidniejsza, ale w Wiśle jest więcej piłkarskich talentów. Ostatnio były jednak mało przebojowe. Szczególnie skrzydłowi. Drużyna nie umiała być kreatywna, za długo wprowadzała się w sezon. To są objawy, że coś nie było tak ze szkoleniem zespołu. Słyszałem, że Petrescu też nie przejmował się badaniami.

Ja na początku zrobiłbym badania wydolnościowe. Takie jak na Zachodzie. Od razu porównałbym wyniki z piłkarzami hiszpańskimi. Ale nie mógłbym narzucić takich obciążeń jak tam. Benitez chce, by podczas meczu jego piłkarz pracował z prędkością między 14 a 21 km/godz. Ma to na uwadze przy planowaniu ćwiczeń. Gdybym ja takie narzucił, natychmiast "zajechałbym" polską drużynę. Poza tym technika zespołu nie pozwoliłaby na taką płynność gry. W Polsce miesiącami dochodziłoby się do pewnego poziomu.

Trzeba poprawiać jakość gry, ale nie można przemęczyć graczy. Kiedyś nowy trener przychodził i od razu dawał zawodnikom w kość. Bo "u poprzednika nic nie robili". To błąd.

Teraz praca jest zindywidualizowana. Kiedyś pracę tlenową wykonywało się podczas przygotowań. Teraz - przez cały sezon. Zawodnicy dłużej utrzymują się na wysokich parametrach i mogą powtarzać duże wysiłki wielokrotnie.

Wyobrażam już sobie prezesa, który mówi: "piękne słowa, panie Trzeciak, ale jakie daje mi pan gwarancje na wynik. I ile miałbym czekać".

- Gwarancje to dają banki. Ja będę ciężko pracował. Szybko przedstawię spójny plan. Ale najpierw musiałbym wykryć, co jest do poprawy. To jest najważniejsze - diagnoza. Wielcy trenerzy są mistrzami w syntetyzowaniu ogromnej ilości informacji. I podawaniu tego w małych pigułkach piłkarzom. Esencji tego, co będzie im potrzebne w następnym meczu.

Ostatnie spotkania kadry, porażki w pucharach, afera w PZPN wprowadzają nas w pesymizm. Ale ja nigdy się nie zgodzę z tym, że nie mamy piłkarzy, by ograć Finów, Iraklis czy Austrię Wiedeń.

Z piłkarzami doszedłby Pan do porozumienia? Nie byłby Pan dla nich "mądralą z Hiszpanii"?

- Żaden problem. Nauczyłem się tego, że szkoleniowiec musi przekonać piłkarza swoją wiedzą. Taką, która da zawodnikowi zwycięstwo. Jak piłkarz coś robi i widzi, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, pozwala mu wygrywać, mieć coraz wyższe umiejętności, że informacje, które dostaje od trenera, pomagają mu, szybko stanie po mojej stronie. Wszyscy jesteśmy egoistami, każdy patrzy tam, gdzie może odnieść korzyści. Gdy trener w tym pomaga, ma zawodników za sobą.

Co robiłby Pan w klubach gdzie jest presja mistrzostwa, a co w takich, gdzie celem jest utrzymanie?

- Wszędzie z takim samym zapałem chciałbym wprowadzić metody, o których mówiłem. Interesowałyby mnie bardzo drużyny młodzieżowe. To przyszłość. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej. Może wtedy zamiast za 20 lat już za siedem-osiem doczekamy się generacji lepszych piłkarzy.

Oduczyłby Pan dzieci jedzenia hamburgerów, picia coli?

- Wszystkich na pewno nie. Ale dzieci trzeba edukować. Pół treningu to trening, a drugie pół - rozmowa. Kiedy pracowałem z juniorami, po wyjściu na boisko wyjaśniałem, jaki jest cel dzisiejszych zajęć. To podstawa.

Przed treningami piszę sobie wszystkie błędy, jakie zawodnicy mogą popełnić. Później to mi pomaga w ich wykrywaniu. Już się nie zastanawiam, co zrobił źle - ja to widzę. Kiedy pracuję nad długim podaniem, nie krzyczę, że ktoś źle przyjął. Wyłącznie chwalę gracza, jeśli dobrze poda. Młodych ludzi trzeba motywować, zachęcać.

Byłem w Barcelonie na stażu i słyszałem, jak mówili dzieciakom: "bierz piłkę i ryzykuj". Głowa jest jak twardy dysk. Jak coś zrobię dobrze, uda mi się wygrać pojedynek, dobrze dośrodkować i kolega strzeli gola, to na twardym dysku się to zapisze. I nadal będę to robił dobrze.

Kiedyś Stefan Majewski przyszedł do Polski po szkole niemieckiej, Stanisław Gzil z Belgii. Obaj wprowadzili różne nowinki, których nie zaakceptowali piłkarze.

- Wszystko można opracować wspólnie z zawodnikami. Ja nie pilnuję piłkarzy. Wolę go codziennie zważyć, raz w miesiącu zmierzyć tkankę tłuszczową i sprawdzić, jakie ma zakwaszenie. I już doskonale wiem, jak prowadzą się piłkarze. Sam nim byłem.

Teraz można zbadać zawodnika idealnie. Nie trzeba za nim chodzić. Trudno, by w świecie piłki nawet na poziomie polskiej ligi nie można było kogoś przekonać do zrzucenia pięciu kilogramów. Zarabiając setki tysięcy złotych, mają obowiązki wobec klubu, trenera i - przede wszystkim - siebie. Swojej ambicji.

Ale mentalność polskiego piłkarza jest taka, by jak najwięcej i jak najszybciej zarobić.

- Młody piłkarz musi wiedzieć, szczególnie w czasach gdy jest mnóstwo menedżerów mieszających im w głowach, że pieniądze zawsze będą towarzyszyć dobrym zawodnikom.

Ale polski piłkarz zadowala się jednym dobrym kontraktem.

- Wiem, że niełatwo przekonać kogoś do ciężkiej pracy. My mamy mentalność postkomunistyczną. Społeczeństwa zachodnie bardziej szanują mrówczą pracę i autorytety. Dlatego mówię, że piłkarza trzeba edukować od małego.

Piłka to nie nauka. Żaden komputer nie powie Panu, dlaczego piłkarz nie strzelił do pustej bramki i z tego powodu Pana zespół przegrał.

- Przygotowanie fizyczne można kontrolować w sposób naukowy. Plan techniczno-taktyczny to sprawa, która zależy od inwencji tworzącego. Trzeba mieć sporo wiedzy, wymieniać doświadczenia z innymi, dużo czytać. Jest wielu autorów, którzy dla mnie są wyznacznikami, którzy wymyślili takie właśnie spojrzenie na piłkę. Jeden to Portugalczyk Jorge Castelo. Wydał fantastyczną książkę "Futbol - dynamika i struktura gry". Przedstawił, w jaki sposób dzieli problemy, które mogą się wydarzyć. Jak dobiera do nich trening. Jeśli chodzi o taktykę, to opieram się na moim znajomym Mikele Etxarrii. Jeden z najlepszych wykładowców tej dziedziny.

A o podręczniku Jerzego Talagi Pan słyszał?

- Widziałem tę książkę. Często pojawia się w bibliografiach pod różnymi pracami - z Włoch czy Hiszpanii. Ale ma ona swoje lata. Teraz trening - z analitycznego, czyli polegającego na powtarzaniu pewnych rzeczy - zmienił się w globalny albo integralny. To znaczy, że technikę, taktykę, przygotowanie fizyczne ćwiczy się w grach.

Gdzie dotąd Pan pracował?

- Najpierw byłem drugim trenerem w Polideportivo El Ejido. Potem w filialnym klubie Osasuny i - rok temu - w III-ligowym zespole Riverebro. Zajęliśmy miejsce w środku tabeli. Historię mam krótką.

Oczekiwań co do pracy wielkich nie mam. Pół roku powinno mi wystarczyć na przekonanie kogoś do siebie. Presja jest wszędzie, możliwość wywalenia z pracy taka sama. Rok temu w II lidze hiszpańskiej zmieniono 23 trenerów - więcej, niż jest drużyn! To normalna sytuacja.

Ale w Hiszpanii wszystko jest bardziej ucywilizowane, w Polsce byłaby to praca u podstaw. Niech przy klubach powstają fundacje, aby można było wpłacać pieniądze na dzieciaki. Ale przede wszystkim musi być plan, według którego zaczną pracować. Jeśli tego nie będzie, nie ruszymy z miejsca.
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
lordinho 


Wiek: 107
Dołączył: 13 Maj 2006
Piwa: 21/8
Wysłany: 2006-09-26, 19:58  


Niezłe CV.

Cytat:
To przyszłość. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej. Może wtedy zamiast za 20 lat już za siedem-osiem doczekamy się generacji lepszych piłkarzy.


:(
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Pred 
VAMOS PREDRO


Wiek: 35
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 451/92
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-03-15, 20:39  


Cytat:
Anglicy chcą zlikwidować remisy

Football League, skupiająca drugą, trzecią i czwartą ligę angielską, chce, by każdy mecz miał zwycięzcę. Trenerzy, piłkarze i kibice są przeciw

Plany są dwa. Albo po zakończonym remisem spotkaniu drużyny strzelałyby rzuty karne, albo każdy piłkarz miałby 8 s na zdobycie gola, startując z linii środkowej. Drużyna, która wygrałaby w taki sposób, zdobywałaby dwa punkty, przegrana tylko jeden. - Wygląda to jak cyrk. Niech nie liczą na moje poparcie - powiedział trener Crystal Place Peter Taylor. - Być może trenerzy nie cierpią rzutów karnych, ale fani je uwielbiają - argumentuje szef Football League Brian Mawhinney.

Pomysł zgłosiło stowarzyszenie kibiców. Władze Football League są za, twierdzą, że dzięki zmianie więcej ludzi zacznie przychodzić na stadiony. Ma do niej dojść w czerwcu, weryfikacja eksperymentu nastąpiłaby za rok. Prezesi 72 klubów Football League zgodzili się na rozważenie propozycji.

- Ciekawy jestem, gdzie oni znaleźli takich fanów. Może w pubie? Pewnie jedni i drudzy byli pijani - powiedział szkoleniowiec Plymouth Ian Holloway. - Niedorzeczny pomysł - dodaje prezes Bristol City Steve Lansdown. Na stronach internetowych pomysł krytykują także kibice. "To się nie może zdarzyć. To się nie powinno zdarzyć. To się nie zdarzy!" - napisał jeden z fanów. Władze Football League chce też, by przysyłano inne propozycje zmian, które mogłyby uatrakcyjnić grę.

Z remisów próbowano zrezygnować już w japońskiej J-League i amerykańskiej Major League Soccer. W obu przypadkach pomysł się nie sprawdził. - Wiem, jak to działa, bo przećwiczyłem to na sobie, gdy byłem trenerem Nagoya Grampus Eight. W Japonii obowiązywał system z dogrywką i złotą bramką, a potem, ewentualnie, karnymi. Zupełnie się to nie sprawdzało, brakowało spektakularnych wyników i wielkich emocji. Remis jest częścią tej gry - mówił szkoleniowiec Arsenalu Arsene Wenger. - To pomysł przyszedł od diabła. Futbol nie potrzebuje takich zmian - podsumował Jimmy Hill, człowiek, który w 1981 r. wprowadził do ligi angielskiej trzy punkty za zwycięstwo.


Ciekawe. Kiedys zastanawialem sie nad tym aby zlikwidowano dogrywki i od razu po 90 minutach wykonywano rzuty karne, z racji tego ze wiekszosc dogrywek konczylo sie i tak karnymi, wiec po co na nie czekac. Pomysl, ze zlotym golem nie podobal mi sie od poczatku. To co proponuje sie tutaj, tez jest ciekawe, jakies dodatkowe emocje wywolywaloby, ale raczej nie przejdzie.
_________________
Ronald Koeman 111'
Pedro Rodriguez 115'
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kendzior 
!


Wiek: 33
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 752/1371
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2007-03-16, 11:31  


jak dla mnie bez sensu. imho oznaczaloby to mniejsze emocje na koncu rozgrywek gdzie 1-2 pkty przewagi/straty do lidera oznaczają mase scenariuszy do rozegrania. W przypadku wprowadzenie owego cyrku najmniejsza strata to 3 pkty. Remis jest nieodłącznym elementem pilki noznej.
_________________
"Fani Realu niech spojrzą prawdzie w twarz - obecni piłkarze tego klubu nadają się do pucowania barcelońskiej La Rambla. To też robi się na kolanach, czyli w ich ulubionej pozycji"" - Wojciech Kowalczyk, 30.11.2010 w komentarzu do !V!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
baixinho 

Wiek: 34
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 399/122
Wysłany: 2007-03-16, 11:47  


poza tym wyobazmy sobie sytuacje jak GD. bramka na 3-3, super radosc a tu jeszcze dodatkowe karne i za chwile to real ma 1 a my 2..zupelnie niesprawidliwy uklad
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
danji 

Wiek: 33
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 244/80
Skąd: Bydgoszcz/Warszawa
Wysłany: 2007-03-16, 11:56  


Jeśli chodzi o jakieś zmiany w piłce, to ja bym się zastanowił nad nie faworyzowaniem druzyny, ktora zdobyla wiecej bramek na wyjezdzie w spotkaniach pucharowych. Irytuje mnie gdy jeden zespół postawi sobie cel za wszelką cenę nie stracić bramki u siebie, a później przechodzi po bramkowym remisie na wyjezdzie. Mniej murarki imo by było, a o to chyba chodzi.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Kendzior 
!


Wiek: 33
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 752/1371
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2007-03-16, 19:05  


ciekawa opcja, idzie z duchem czasu.

jak dla mnie priorytetem jest zorganizowanie systemu pozwalającego na definitywne orzekanie o strzelonym golu ( w przypadku gdzie jest wątpliwosc czy pilka przekroczyła linię bramkową) . Wiem ze w nizszych klasach rozgrywkowych byłoby to niemożliwe w przypadku gdy decydowała by technika ( chipy w pilce, kamera na linii ), ale w europejskich pucharach czy rozgrywkach międzynarodowych gdzie wynik obarczony jest wielkimi skutkami finansowymi jest to konieczne-frustracja po zdobyciu ewidentnej bramki nie zna granic :) . Dodatkowy sędzia jakos dziwnie by wyglądał :P .Co do ustalania spalonych to mysle ze mozliwy jest system sprawdzania na nagraniu (po uprzednim puszczeniu akcji do konca), czy takowy był , ale wprowadziłoby to za duzo przerw w grze, co z kolei wiązałoby się z dokładnym pomiarem czasu. To ostatnie to też jakas propozycja. Ja osobiscie uwazam ze stoper jest dobry na kosza - pan w czerni to też wazna postac w pilce , więc niech ona dysponuje czasem - pewnie większosc z Was sie z tym nie zgodzi :P .
_________________
"Fani Realu niech spojrzą prawdzie w twarz - obecni piłkarze tego klubu nadają się do pucowania barcelońskiej La Rambla. To też robi się na kolanach, czyli w ich ulubionej pozycji"" - Wojciech Kowalczyk, 30.11.2010 w komentarzu do !V!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Negro 


Wiek: 31
Dołączył: 17 Sty 2006
Piwa: 11/30
Skąd: Tschenstochau
Wysłany: 2007-03-16, 19:08  


Z jednej strony masz racje z tym orzekaniem o golu, ale wtedy przepadną tematy do napinek i dyskusji :(
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Kendzior 
!


Wiek: 33
Dołączył: 19 Sty 2006
Piwa: 752/1371
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2007-03-16, 19:12  


zawsze mozna stwierdzic ze pilka nie byla okrągła , albo że 'sędzia ch**' :]
_________________
"Fani Realu niech spojrzą prawdzie w twarz - obecni piłkarze tego klubu nadają się do pucowania barcelońskiej La Rambla. To też robi się na kolanach, czyli w ich ulubionej pozycji"" - Wojciech Kowalczyk, 30.11.2010 w komentarzu do !V!
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
sol11 
DumnyLewJudy


Wiek: 32
Dołączył: 23 Sty 2006
Otrzymał 95 piw(a)
Skąd: z Etiopii
Wysłany: 2007-03-17, 18:28  


wlasnie, ja kiedys tez uwazalem ze te zmiany to zajebista srapwa a tej chwili uwazam ze modyfikacja na perfekcjonizm spowoduje ze ten sport bedzie poprostu nudny. Bo wszystko bedzie mechaniczne zero kontrowersji
_________________
www.unikatypilkarskie.pl - pierwszy w polsce sklep ze sportowa odzieza retro.
www.koszulkowy.guru - personalizowane koszulki i gadzety od 1 sztuki
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 33
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/442
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-04-20, 13:15  


Der Spiegel o Milan Lab

Cytat:
Profile wellnessu, biofeedback, posiedzenia w Mind Room – AC Milan ma najnowocześniejszą w Europie sekcję medyczną. W Milan Lab trenuje się nie tylko mięśnie, lecz także duszę.
Pierwszy trener nowego wieku wierci się niespokojnie na ławce w szatni. Sezon był dotąd wystarczająco trudny i Carlo Ancelotti nie chce akurat teraz budzić wrażenia, że to nie jego praca i intuicja spowodowały, iż AC Milan jest faworytem w ćwierćfinałowych meczach Ligi Mistrzów z Bayern Monachium, lecz zrobił to jakiś komputer w piwnicy, który mierzy prądy mózgowe jego graczy. Z całym szacunkiem, daje do zrozumienia Ancelotti, ale akurat tego tematu to on nie lubi.

Ale Ancelotti wie oczywiście, że w międzynarodowym futbolu rozchodzi się wieść o Milan Lab, niczym wśród wojskowych wiadomość o lokalizacji tajnych laboratoriów badawczych. Nikt tam nie był, ale wszyscy o tym mówią. To w pełni skomputeryzowane laboratorium zdolne jest do niesłychanych rzeczy: potrafi zmniejszyć liczbę kontuzji, zwiększyć wydajność graczy i przedłużyć ich karierę. "L'Equipe" nazywa je "nową tajną bronią" – tak jakby klub miał jeszcze w zanadrzu szybkiego jak strzała napastnika, nieznanego nikomu.

– Ancelotti jest pierwszym trenerem piłkarskim, którego praca opiera się na naukowych danych – mówi Jean-Pierre Meersseman. To zdanie jest może nieco na wyrost. (…) Szefa Milan Lab otacza nieco zagadkowa aura, potrafi on zafascynować słuchaczy. Ten chiropraktyk zajmował się zawsze bogatymi i potężnymi, rozruszał stawy m.in. handlarzowi broni Adnanowi Kashoggiemu i byłemu premierowi Silvio Berlusconiemu. I to właśnie Berlusconi, prezes AC Milan, ściągnął Meerssemana do Milanello.

Tereny treningowe klubu, 50 kilometrów na północny-zachód od Mediolanu, położone są między piniowymi lasami a małym sztucznym jeziorem. Widać stąd Alpy. Milanello promienieje staromodnym wdziękiem rześkiego letniego dnia, żwirek na drodze trzeszczy pod butami jak w czasie spaceru w wiejskiej posiadłości w Anglii. To tutaj Meersseman wraz z dwoma kolegami zbudował Milan Lab, system, który ostrzega trenera przed kontuzjami jego graczy, tak jak komputer pokładowy w limuzynie informuje o spadku ciśnienia oleju lub zużyciu okładzin tarcz hamulcowych.

Meersseman rozwinął swój pomysł razem z psychologiem sportu Bruno Demichelisem i trenerem fitnessu Daniele Tognaccinim, który w swojej pracy magisterskiej zajmował się "wykorzystaniem komputerów w nowoczesnym programie treningowym". Było to w roku 2001. Rok wcześniej AC Milan kupił od Realu Madryt za 18 milionów euro reprezentanta Argentyny Fernando Redondo i dał mu najwyższy w światowym futbolu kontrakt. Jednakże Redondo podczas treningu od razu odniósł ciężką kontuzję, która wykluczyła go z gry na dwa lata. Gdyby udało się zapobiec takiemu przypadkowi, Milan Lab pomógłby zaoszczędzić miliony.

W lipcu 2002 roku zaczęli zbierać w Milanello wszelkie możliwe dane graczy.

– Na początku można było niemal oszaleć, bo nie wiadomo było, które są ważne – mówi Bruno Demichelis. Jako dziecko marzył, by zostać samurajem, nauczył się japońskiego i w 1977 roku zajął drugie miejsce na mistrzostwach świata w karate w Tokio. Teraz ma 60 lat i obwieszcza, grzmiąc niczym wędrowny kaznodzieja, "systematyczny udział" w budowaniu drużyny. Takie myślenie, zapewnia, jest "jak przejście na system kopernikański".

To kolejne odważne zdanie, ale Demichelis jest przekonany, że trzeba uwzględniać wszystko, co może wpływać na formę czołowego gracza. Także to, co je on na śniadanie, jakie buty nosi na treningu i czy akurat pada deszcz. W Milan Lab zbiera się dane o budowie kostnej, mięśniach i nerwach. Za pomocą testów osobowościowych mierzona jest umysłowa sprawność graczy, podobno testy z pytaniami są w 27 językach. Wszystkie wyniki opracowuje komputer, każdy gracz otrzymuje tzw. profil wellnesu, a jeśli zjedzie o ponad 30 procent poniżej swojego najlepszego wyniku, wycofywany jest z treningu.

– Na emocje jest czas w ciągu 90 minut meczu, poza boiskiem wolimy trzymać się faktów – mówi Meersseman.

Zanim Milan Lab rozpoczął pracę, Milan przez siedem lat nie osiągnął na wielkiej scenie Ligi Mistrzów nawet ćwierćfinału. A teraz, w pierwszym roku funkcjonowania laboratorium, wygrał już Ligę Mistrzów, pokonując w finale akurat Juventus Turyn, wielkiego rywala z własnego kraju. A więc Milan Lab przynajmniej nie szkodził.

Ale co się tam właściwie dzieje? Na razie ludzie w Milanello chowają się za kaskadą ładnie brzmiących słów. – Trochę się tym bawimy – wyjaśnił jeden z działaczy klubu angielskiej gazecie "The Guardian". – Ujawniamy nieco informacji, co budzi ciekawość, ale zachowujemy tajemnicę, co budzi jeszcze większą ciekawość. Brzmi to, jakby prowadzili wyrafinowaną kampanię PR na rzecz laboratorium, które nie ma nawet własnego logo.

Ale piłkarzy nie da się przekonać robieniem tajemnic. Gracz reprezentacji Danii Thomas Helveg miał kontrakt z Milanem w pierwszym roku funkcjonowania laboratorium. Mówi, że żaden piłkarz nie powiedział ani jednego złego słowa na ten temat. Jeszcze dzisiaj w głosie Helvega brzmi euforia, gdy mówi o swoich doświadczeniach. Było mniej kontuzjowanych – według danych klubu liczba nietraumatycznych kontuzji spadła o 90 proc. – a każdy piłkarz był coraz lepszy. Helveg poprawił wyskok, co ma spore znaczenie dla obrońcy. (…)

Milan Lab funkcjonuje także jako studnia młodości. Czterdziestoletni Alessandro Costacurta, występując w listopadzie w meczu z AEK Ateny, stał się najstarszym graczem w historii Ligi Mistrzów. Brazylijczyk Cafu, 36 lat, i właśnie kontuzjowany Paolo Maldini, 38 lat, ciągle jeszcze są podstawowymi graczami. Pod względem średniej wieku AC Milan jest najstarszą wśród wybitnych drużyn w Europie.

Klub zatrudnia nie tylko diagnostyków formy, lekarzy sportowych i masażystów. Osteopata usuwa blokady w ciele. Kuchnia w Milanello używa tylko biodynamicznych produktów, co jeżdżący BMW Demichelis komentuje następująco: – Samochodu wyścigowego nie tankuje się przecież na zwykłej stacji benzynowej.

Mimo to w czerwcu 2005 roku AC Milan przeżył jedną z największych porażek w swojej historii. Drużyna przegrała w finale Ligi Mistrzów w rzutach karnych z Liverpoolem, choć do przerwy prowadziła już 3:0. Była to także porażka psychologów. – Po meczu powiedziałem: albo mnie wyrzućcie, albo wreszcie będę mógł zbudować Mind Room – mówi Demichelis.

Do znajdującego się w piwnicy Mind Room prowadzą schody obok pomieszczenia do fitnessu. Każdy, kto chce wejść, musi przycisnąć kciuk do biometrycznego sensora. Za drzwiami, w centralnym komputerze zbiegają się wszystkie dane Milan Lab, nieco dalej brane są pomiary piłkarzy i robi się im testy ruchowe. Jest tu mnóstwo techniki, ale ani odrobiny światła dziennego. Podobnie w Mind Room. Jest dźwiękoszczelny, temperatura i wilgotność powietrza są zawsze takie same. Tutaj na dole Lab sprawia rzeczywiście wrażenie tajnego laboratorium. U góry, w pomieszczeniu fitnessu trenuje się ciało, w piwnicy – duszę.



To, co dzieje się na dole, wychodzi daleko poza testy osobowościowe, jakie zwykle robi Demichelis, czy poza jego ćwiczenia mające poprawić zdolność postrzegania. – Tutaj prowadzimy mentalną gimnastykę – mówi psycholog. W tym celu okablowuje się zawodowców na sześciu żółtych leżankach. Demichelis na monitorach w pomieszczeniu kontrolnym widzi, jak bije ich serce, jaki mają oddech, temperaturę skóry, zaś częstotliwość fal mózgowych pokazuje stopień koncentracji piłkarzy. Zdolność koncentracji trenuje się w ten sposób, że piłkarze muszą skupić się na animowanej postaci, by utrzymać ją w ruchu. Jeśli odbiegną gdzieś myślami, zmieniają się fale mózgowe i figura zastyga w miejscu. Niektórzy piłkarze mają już za sobą ponad sto takich posiedzeń.



Biofeedback to metoda, którą stosowano wcześniej jedynie w leczeniu klinicznym, na przykład w terapii dzieci z zaburzeniami uwagi. Obecnie sięgają po nią nawet czołowi sportowcy, jak mistrz olimpijski w narciarstwie Hermann Maier czy kierowca Formuły I Ralf Schumacher. – Te ćwiczenia skończyły z wieloma bezsensownymi cierpieniami – mówi Demichelis – gdy sportowcy często tylko z powodu słabej koncentracji lub blokady psychicznej nie mogli osiągnąć najlepszych wyników. (…)



Biofeedback, mentalna gimnastyka i redukcja ryzyka kontuzji – to wszystko brzmi bardzo pięknie, ale czasami także nieco ezoterycznie. – Gdzie jest dowód? – pyta Tim Meyer, lekarz niemieckiej reprezentacji piłkarskiej. Na kilku kongresach widział prezentacje ludzi z Milan Lab. – Za niepoważne uważam zapewnienia, że kilka godzin po posiłku można sprawdzić na podstawie badania krwi, czy jedzenie było odpowiednie – mówi Meyer. Jest także zdania, że niemal każdy rodzaj zwiększonej opieki nad piłkarzami może mieć pozytywne działanie. – Wystarczy zrobić cokolwiek, a już osiąga się krótkoterminowe korzystne efekty – zapewnia.



Czy więc w Milanello po prostu strzelali śrutem i trafili, bo opieka nad graczami stała się bardziej intensywna? – Uważam, że mamy do czynienia z czymś fantastycznym – zapewnia Jean Pierre Meersseman. Przyznaje jednak, że na razie nie potrafi tego udowodnić. – Zakończyliśmy właśnie pierwszą fazę rozwoju i musimy jeszcze zebrać dokładne dane naukowe.



Trzeba także zająć się załamaniem w tym sezonie, który jest dla AC Milan jednym z najtrudniejszych. Klub uwikłany był w skandal korupcyjny, dlatego spadł w tabeli i na początku sezonu musiał grać w kwalifikacjach do Ligii Mistrzów. Piłkarze, którzy uczestniczyli w mistrzostwach świata, nie mieli praktycznie urlopu, chociaż obliczenia Milan Lab przewidywały cztery tygodnie odpoczynku. Gdy pod koniec ubiegłego roku w ciągu kilku tygodni kontuzje odniosło tylu graczy, co w ciągu pięciu poprzednich lat, w klubie doszło do gwałtownych dyskusji na temat Milan Lab. Ale Meersseman powiedział, że wszystkie kontuzje były wypadkami, a awarię komputera pokładowego tłumaczył „nerwowymi przygotowaniami do sezonu”.



Od stycznia w AC Milan uważają, że najgorsze mają już za sobą. W następnym sezonie dane z treningu mają być analizowane w czasie rzeczywistym, dzięki wsparciu ze strony Instytutu Biotechniki Uniwersytetu w Liege. Ponadto Massachusetts Institute of Technology tworzy dla mediolańczyków system analizy gry.



(…) Trener Carlo Ancelotti wolałby jednak przypomnieć, jak ważne są dla niego, mimo istnienia Milan Lab, „emocje i intuicja”. – Poza tym to ciągle jeszcze ja prowadzę samochód – mówi Ancelotti. Komputer pokładowy póki co nie przejął kierownicy.
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
imerr 
Jopie


Wiek: 33
Dołączył: 12 Sty 2006
Piwa: 609/442
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2007-05-02, 17:44  


Cytat:
Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) rozważy możliwość wprowadzenia zmian w przyznawaniu liczby punktów i w sędziowaniu meczów - zapowiedział w środę prezydent FIFA Sepp Blatter

Blatter poinformował na konferencji prasowej, że jesienią rozpocznie prace komisja strategiczna, która ma zbadać możliwości zmiany liczby punktów. Dodał, że osobiście jest przeciwko pomysłowi, by za remis nie przyznawać punktów.

Szef FIFA popiera natomiast propozycję prezydenta UEFA Michela Platiniego, który chce, by sędziemu prowadzącemu mecz pomagało czterech sędziów liniowych. - To pierwszy sojusz z Michelem Platinim. Trzeba pomóc sędziemu, trzeba mu dać więcej asystentów - wyjaśnił Blatter.

System sędziowania z czterema arbitrami liniowymi ma być wypróbowany latem w mistrzostwach Europy U-17 w Belgii oraz w mistrzostwach świata U-17 i U-20 w Korei Południowej i Kanadzie.
_________________
...po 5:0...

Styl w jakim wygraliśmy jest nasz na zawsze. Dedykuję zwycięstwo Cruyffowi i Rexachowi, którzy wprowadzili go jako pierwsi. Josep Guardiola
Kiedy Cruyff przyszedł w 88 otworzył bardzo długi rozdział, który wciąż nie ma końca. Wielkie postaci w historii Barçy nie rywalizują ze sobą tylko tworzą wspólnie. Nie ma lepszych ani gorszych. To jest suma. Na porażkach, które zdarzają się po drodze, również się uczymy. Andoni Zubizarreta
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Twoja wyszukiwarka


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobile and Web Analytics